Nocna zmiana

Matis, La Nuit

Coś nie śpi, żeby spać mógł ktoś – gdy ja chrapię, mój krem pracuje na najwyższych obrotach.
Mam na myśli bogaty regenerujący krem na noc La Nuit firmy Matis. Zawiera m.in. wyciąg z kawioru i masła shea oraz awokado – ta mieszanka doskonale ujędrnia, nawilża i rozświetla cerę. Nakładam go na całą twarz po wieczornym demakijażu. Czasami, gdy przesadzę z ilością, budzę się rano z uczuciem lepkiej skóry, ale skoro mam być od tego piękniejsza, to przeboleję ten dyskomfort. Produkt nadaje się do każdego typu skóry.

Błotnista piękność

Mud Mask, Mineral CareProdukt obowiązkowy na lato. Ta błotna maseczka z minerałami z Morza Martwego dogłębnie oczyszcza i ściąga pory, matowi i odświeża skórę oraz uwalnia ją od nadmiaru zrogowaciałego naskórka. Gdy zasycha na twarzy, daje uczucie przyjemnego napięcia naskórka. Zwykle stosuję ją rano przed wyjściem, bo po nieprzespanej nocy tylko ona doprowadza moją skórę do stanu używalności (mniej więcej jak kawa mój mózg). Maseczka świetnie się sprawdza jeśli mamy problem z wypryskami – zaobserwowałam efekty nie na własnej ale bardzo mi bliskiej skórze :) Bardzo ważna uwaga: z maseczką na twarzy nie podlewamy kwiatów na balkonie, nie odbieramy poleconych od listonosza i nie pokazujemy się ukochanemu.

Pojemność: 100 ml w tubie

 

Oczyszczające minerały

Moda na minerały z Morza Martwego sprawiła, że sklepowe półki uginają się od mniej lub bardziej zmineralizowanych produktów. Ten jednak jest wart swojej ceny i możecie być pewni, że w środku są te osławione minerały. Szampon jest droższy niż kosmetyki popularne, ale tańszy niż te w salonach fryzjerskich. Świetnie oczyszcza zarówno włosy, jak i skórę głowy z pozostałości po piankach, lakierach i zanieczyszczeniach. Co ważne dla włosów cienkich – sprawia, że włosy są puszyste, ale nie puchate i zamiast żałośnie oklapnąć, są miękkie i lekko uniesione. Przyjemny zapach owiewa nas przez cały dzień. Można go stosować codziennie.

Pestki z owoców

Body Scrub, Aquolina

Sięgam do spiżarni, a tam…. Mmm… Kosmetyk z serii deserowej. Wielki słój gruboziarnistego, pachnącego wiśniami peelingu do ciała. Niestety zapach na skórze utrzymuje się przez krótki czas, za to ten peeling nie wymaga stosowania balsamu do ciała – pozostawia skórę lekko natłuszczoną.

Luksusowe mleczko do ciała – balsam do ciała Clarins

clarins_body_rich_moisture.jpg

Jestem absolutną fanką tego specyfiku i mogę na jego cześć pisać peany. Nie przeczytacie tu ani jednego złego słowa na temat tego balsamu. Rezultaty widać po pierwszym zastosowaniu. Naprawdę! Pierwszy raz wypróbowałam go zimą, kiedy skóra jest sucha i szorstka bardziej niż pięty latem. Jest wydajny, łatwo się rozprowadza i nie klei się. Nie muszę chyba dodawać, że jak każdy produkt tej marki, także i ten pachnie nieziemsko. Rozcięłam butelkę, aby mieć pewność, że zużyłam wszystko.


pupa.jpg