Nie potrafię używać ekstraktu z jagody acai i peelingu z pestek malin Venus

Czasem trafiam na coś, co służy wszystkim wokół, a ja się nie mogę odnaleźć. Kupiłam peeling, bo miałam wizję, jak wymieniam mój naturalny, domowy, zero-waste kawowy scrub na granulki z pestek malin. A że producent polecał dodatek w postaci ekstraktu z jagód acai, to wzięłam także. I teraz mam dwa produkty, które zbierają naprawdę dobre opinie, ja widzę ich potencjał, ale nie wiem, jak z nich skorzystać, by mi lepiej służyły.

Polskie kosmetyki Venus to produkty-składniki, które można ze sobą łączyć bawiąc się w tworzenie własnych receptur dla swojej cery. Pomysł mnie zaciekawił i z oferty Venus wybrałam dwa proste w użyciu produkty – pestki malin oraz oleistą esencję z jagodami acai, którą można wzbogacić krem, balsam do ciała etc. Co może pójść nie tak?

Wodno-glicerynowy ekstrakt z jagody acai Venus

Jagody acai należą do tzw. superfoods. Oznacza to, że zawierają korzystne dla człowieka składniki w wysokim stężeniu. W przypadku acai mowa przede wszystkim o antyoksydantach oraz witaminach.

Ekstrakt Venus z jagód acai zawiera także gliceryną, której niektórzy unikają, ale ja nie zauważyłam do tej pory negatywnych skutków, więc nie jestem wobec niej tak restrykcyjna. Na liście składników ekstraktu znajduje się 5 pozycji (gliceryna, woda, ekstrakt z jagód, konserwanty), więc jest to produkt warty uwagi i na pewno z nurtu naturalnych. Skierowany jest do cer wrażliwych, naczyniowych (moja cera taka jest) oraz dojrzałych. Niestety, moja skóra reaguje na niego zaczerwienieniem, więc nie mogę wiele powiedzieć o jego właściwościach w pielęgnacji twarzy.

Ekstrakt sprawdza się jako dodatek do balsamu do ciała. Jest bezzapachowy, lekko oleisty, wydajny i nie lepi się na skórze. I tak, prawdę mówiąc, dorzucam ekstrakt do balsamu tylko po to, by go zużyć, a nie dla jakichś zauważalnych benefitów.

Stosuję go także bezpośrednio na skórki i paznokcie oraz okazjonalnie na końcówki włosów. Poza tym ciężko mi znaleźć jeszcze jakieś jego zastosowanie.

Cena: 11 zł za 50 ml

Peeling z pestek malin Venus

Jestem zaskoczona tym, że nie mogę znaleźć dobrego sposobu na stosowanie tych pestek! W opakowaniu znajdują się suche pestki malin, które należy dodać do dowolnego kremu, olejku, żelu pod prysznic lub wyżej wspomnianego ekstraktu – czegokolwiek, co pomoże je gładko rozprowadzić po skórze.

Z powodu naczyniowej cery nie stosuję peelingów mechanicznych na twarz, ale nie mogę się obejść bez okazjonalnego szorowania ciała. Peeling Venus z pestek malin ma duże ziarna i z tego powodu cząstki pestek raczej uciekają spod ręki gdzieś na boki i ześlizgują się po ciele. Nie ma tego efektu, jaki daje peeling kawowy, gdy drobne ziarenka z pomocą nośnika (olejek, żel pod prysznic) zostają na ciele i mimo okrężnych ruchów i pocierania wciąż są przyklejone do skóry. Pestki malin przy pierwszym zetknięciu z dłonią, uciekają spod niej.

Cena: 11 zł za 30 g

Bardzo chciałabym się polubić z tymi prostymi, polskimi kosmetykami, ale jest nam jakoś nie po drodze. Z chęcią przyjmę dobre rady, w jaki sposób mogę je lepiej wykorzystać.

Udostępnij:

1 komentarz

  1. Kama
    26 lutego 2020 / 11:40

    Widziałam te kosmetyki w Rossmannie na dużej promocji, ale zupełnie nie wiedziałam, jak ich użwać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.