Olivia Plum: naturalne mydła do twarzy z glinkami

Mydło w kostce do twarzy? Przecież skóra się przesuszy! A, nie! Olivia Plum ma takie mydła do twarzy, że skóra się nie napina i nie wysusza.

Czytaj dalej

Jajeczko EOS, czyli balsam do ust z granatem i maliną

EOS balsam do ust granat i malina

Taką mam naturę, że podchodzę jak pies do jeża do odkrywania koła na nowo. Nie inaczej było z EOS-ami. Jajowate balsamy do ust zamiast sprawdzonego sztyftu? Pff. Pierwsze spotkanie z EOS-ami, to były śmierdzące i rozciapane testery w Douglasie. Odpuściłam.

Niedawno wpadłam w Rossmannie na ścianę balsamów do ust, a że moje dzieci namiętnie korzystają ze szminki ochronnej w ramach naśladowania mamy, pomyślałam, że pora na nową. I padło na balsam do ust EOS, czyli Evolution of Smooth. Moje dzieci są nim zachwycone. Ja także, chociaż mam uwagi.

Balsam jest zachwalany jako w 100% naturalny i w 95% organiczny. W składzie znajdziemy olejek jojoba, kokosowy, masło shea, wosk pszczeli (uwaga, alergicy). Uważne czytelniczki wiedzą, że nie jestem “INCI-nazi” ;-), ale staram się zwracać uwagę na skład. A ten wygląda na zupełnie dobry. Jeśli się mylę, daj mi znać w komentarzu.

EOS balsam do ust granat i malina

Stosowanie balsamu w formie jajeczka nie różni się – przynajmniej na początku – od używania tradycyjnego sztyftu do warg. Produkt ma 2-letni termin ważności od otwarcia, a jego dotychczasowa wydajność wróży, że prędzej go wyrzucę, aniżeli zużyję do momentu, gdy trzeba go będzie wygrzebywać palcami.

Balsam ma przyjemny, delikatny zapach, który szybko staje się niewyczuwalny. Jednak jego bardzo słodki, cukierkowy smak jest długo obecny na ustach. Właśnie ten smak jest dla mnie największym minusem stosowania kosmetyku – ciągle chce mi się czegoś słodkiego.

A jak oceniam jego działanie? Nigdy nie miałam tak miękkich ust. EOS pozostawia na ustach delikatną warstewkę – nie jest to ani świetlista powłoka, ani matowy nalot. Nie klei się i jest niewyczuwalny.

EOS balsam do ust granat i malina

Ani smak, ani zapach, ani nawet kolor balsamu niewiele mają wspólnego z malinami czy granatem. W składzie znajdziemy ekstrakt z liści malin oraz olejek z pestek granatu, ale gdyby ktoś podłożył mi ten kosmetyk pod nos, nie odgadłabym tego.

Opakowanie jest bardzo pomysłowe i przyciąga uwagę, choć nie jest to już taka nowość na naszym rynku. Wielkim plusem jest jakość wykonania oraz odkręcana pokrywka – nie otworzy się sam w torebce. Balsam na pewno ma we mnie swoją oddaną fankę, ale zróbcie coś z tym słodkim smakiem :-) Czy miętowy też jest taki słodki?

EOS balsam do ust granat i malina

Cena: 25 zł za 7g

Koreańskie makaroniki do ust – Macaron Lip Balm It’s Skin

Pineapple Macaron Lipbalm It's Skin

fot. zalotka.pl

Zima to najlepszy test dla wszelkich kosmetyków pielęgnacyjnych do ust. Koreański makaronik, będący ananasowym balsamem do ust, jest równie piękny, co przeciętny.

Macaron Lip Balm marki It’s Skin mam w wersji anansowej (są jeszcze jabłkowa, truskawkowa i winogronowa). Po 2 tygodniach używania nie pachnie nawet syntetycznym ananasem – i to jest moje największe rozczarowanie. Ale opakowanie – żółciutki makaronik, czyli takie francuskie ciasteczko – jest piękne.

Balsam nakłada się palcem, co właściwie mi zawadza, bo wolę balsamy w sztyfcie, które nie brudzą rąk. Poza tym pierwsze aplikacje to było żmudne kręcenie kółek palcem, aby choć odrobina produktu mogła zostać przeniesiona na wargi. Na ustach trzyma się długo i dobrze nawilża. Łatwo się rozprowadza i jest bardzo wydajny. Na ustach pozostawia przyjemną dla oka świetlistą warstewkę, która w dotyku jest satynowa. Nie lepi się.

W składzie znajdziemy na piedestale parafinę. Nie jestem składnikowym guru, ani tym bardziej Inci Nazi, ale koreańskie kosmetyki mają opinię bardzo dobrych dla skóry, więc mogliby się tej parafiny jednak pozbyć.

Macaron Lip Balm to dokładnie taki Eos – nijaki produkt w zabawnym i zwracającym uwagę opakowaniu. Bo i opakowanie jest bardzo poręczne i dobrze wykonane – mimo płaskiego kształtu odkręca się za każdym razem i nie tracę przy tym cierpliwości, jak to ma miejsce przy korektorze z Inglota chociażby.

Polecam, ale nie spodziewajcie się cudów. To nie balsam Nuxe czy Tisane.

Cena: 29 zł.

Usta jak u dziecka

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Kupiłam córce balsam do ust. Dziecko ma tylko 4 latka, ale garnie się do moich szminek. Bywa, że ma spierzchnięte usteczka, więc dostała swoją pierwszą szminkę – Maybelline Baby Lips Dr. Rescue. Niech Was nie zmyli nazwa – to nie jest produkt dla dzieci.

Pomadkę można porównać do Carmexu z tą różnicą, że Maybelline zawiera mniej mentolu, ale efekty są podobne. Pomadka gładko się nakłada, natychmiast nawilża usta, długo się utrzymuje, nie zasycha gdzieś w bruzdkach warg – jest naprawdę godna polecenia.

Produkt jest nową wersją znanych już pomadek Baby Lips i jest dostępny w 4 różowawych odcieniach. Ja mam pomadkę w odcieniu Coral Crave i na ustach kolor jest niewidoczny.

Cena: 9 zł

Organiczne mazidło z Glossybox

Organiczne mazidło z Glossybox, fot. Zalotka.pl

W moim pierwszym Glossyboxie znalazłam m.in. balsam do ust, twarzy i ciała w małym metalowym vintage opakowaniu. Pierwsze spotkanie nam się nie udało: mazidło miało dla mnie konsystencję wazeliny i zapach ropy naftowej. Po jakimś czasie dałam mu drugą szansę. I kolejną, i kolejną. I tak się już do siebie przyzwyczailiśmy. Zapach przestał być dla mnie przykry, a konsystencja okazała się w porządku. Czytaj dalej