Jak zadbać o skórę po treningu i czy malować się na siłownię

Ostry trening oznacza dużo potu. Sporo kobiet trenuje popołudniami, po pracy. Czy w takiej sytuacji iść na zajęcia fitness w makijażu? Jeśli tak, to jakich kosmetyków użyć? I co zrobić, aby po wyczerpującym treningu nie skończyć z wypryskami na twarzy. Zebrałam garść dobrych rad przefiltrowanych przez życie. Bo wszystkie wiemy, że na siłownię nie powinnyśmy się malować, ale nie każda z nas chce wystąpić “na golasa”.

Czytaj dalej

5 rzeczy do zrobienia przed rozpoczęciem dnia

kuchnia

Zanim codziennie wskoczę w stroje Supermatki, Superpracownicy i Superblogerki ;-), daję sobie czas na rozbieg. I robię tych 5 rzeczy:

  1. Uściski w łóżku

Tuż po otwarciu oczu lubię się przytulić do mojej drugiej połówki. Od kilku miesięcy jest to trudne, ponieważ między nami każdej nocy nad ranem ląduje nasze dziecko. Tym bardziej cenne są poranki, gdy uda się nam przytulić bez przychówki pomiędzy nami.

  1. Wizualizacja dnia

Polecam gadanie do siebie. Serio. Opowiedz sobie, co dziś planujesz zrobić i czego się spodziewasz. Niektórym trudno mówić do siebie, więc można wykorzystać obecność drugiej połówki i podzielić się swoją wizualizacją dnia.

  1. Powitanie słońca

Dowolny zestaw kilku ćwiczeń o poranku działa lepiej niż kawa i gorąca woda z cytryną razem wzięte. Po pierwsze, pobudza mięśnie i rozciąga ciało. Po drugie, rozbudza umysł. Po trzecie, wspomaga trawienie. Ja lubię serię ćwiczeń zwaną Powitaniem słońca.

  1. Kanapki na lunch

Codziennie robimy kanapki. Na lunch, na potem, na głód. Ja zjadam je zawsze mrucząc z radości, że są pod ręką.

  1. Kawa

Domowa kawa z mojego ekspresu spełnia wszystkie moje potrzeby. Potem w ciągu dnia mogę wypić kawę w kawiarni, restauracji czy na trasie, ale tylko ta poranna jest taka pyszna.

Zdjęcie: yvestown via Foter.com / CC BY-NC-ND

A Wy macie swoje patenty na dobre rozpoczęcie dnia?

3 rzeczy, które robię rano

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Wydaje mi się, że ludzi można podzielić na dwie kategorie w zależności od tego, co robią tuż po przebudzeniu. Jedni natychmiast sięgają po telefon, a inni nie. Ja należę do tej drugiej grupy i nie mogę się nasycić tym spokojem, który jest moim udziałem, gdy nie zaczynam dnia od newsów. Co zamiast telefonu? Oto moje trzy propozycja na dobry poranek.

1. Zostawiam telefon w spokoju

Niech się cały ekran zapełni powiadomieniami. I tak zajmę się nim dopiero, gdy zjem śniadanie i przebiorę dzieci. Staram się nie zasypiać z telefonem, a na pewno nie budzę się z nim. Telefon ładuje się i aktualizuje w kuchni. W nocy korzystam z aplikacji, dzięki której w określonych godzinach wszystkie dźwięki i powiadomienia są wyciszone.

2. Rozciągam się

Próbowałam różnych sposobów: zostawiałam sobie rozłożoną matę do jogi na podłodze, potykałam się o buty do ćwieczeń, przygotowywałam ubrania do workoutu. Nic to nie daje. Najlepiej mi wychodzi 10-minutowa rozgrzewka, która jest połączeniem Pozdrowienia Słońca i przysiadów. Tak to wygląda z mojej perspektywy. Prawdopodobnie dla obserwatora jest to raczej próba utrzymania pozycji pies z głową w dół, bo któreś dziecko wpełzło już na plecy przez głowę.

3. Nawilżam

Piję szklankę wody. Nie ciepłej, nie z cytryną, nie zimnej. Zwykłą wodę z kranu. Kranówa jest dobra. Piję od kilku lat i żyję.

Ćwiczenia w domu w czasie ciąży

Ciąża to niby nie choroba, ale zdecydowanie wymaga zmiany przyzwyczajeń. Na przykład trzeba zrezygnować z forsownych ćwiczeń na rzecz spokojnej gimnastyki, która ma na celu przygotowanie ciała do porodu. Najlepsze są na pewno zorganizowane zajęcia pod okiem znającej się na rzeczy trenerki, ale nie zawsze można w takiej gimnastyce uczestniczyć. Pozostaje więc wersja DIY.

Oto lista moich ulubionych zestawów ćwiczeń dla ciężarnych:

1. Ćwiczenia ogólne, na nogi, pupę oraz ramiona:

2. Joga w ciąży:

3. Pilates w ciąży:

4. Mnóstwo zestawów ćwiczeń dla ciężarnych:

Chodakowska, czyli trenerka z telewizora – hit, obciach czy sekta?

źródło: facebook.com

źródło: facebook.com

Jeżeli nie zaplanowałaś, że schudniesz lub popracujesz nad sylwetką, możesz śmiało ominąć ten wpis.

Wiedziałam, że wszystkie czytacie dalej :-)

Silne i wysportowane ciało zawsze było sexy, ale nigdy nie było tak modne, jak teraz. To dobrze! Przybywa wysportowanych dziewczyn, które stają się idolkami nastolatek. Te ostatnie już się nie głodzą, ale zdrowo się odżywiają i ćwiczą. Więcej – ćwiczenia, ich rodzaj, intensywność treningów stają się elementem stylu. To już nie jest wstydliwa część dnia, którą poświęcasz na spocenie się w starym t-shircie. To jest rytuał, którym chcesz się pochwalić, dokładnie taki sam, jak poranna kawa na Instagramie ;-)

A jeśli chcesz się chwalić, to trzeba mieć czym.

Jeżeli nie lubisz ćwiczyć, nic cię do tego nie zmusi. Z doświadczenie wiem, że lepsze 20-30 minut codziennego wysiłku niż wyjście od wielkiego dzwonu do klubu fitness na Boot Camp albo równie katorżnicze zajęcia. Ale żeby codziennie zmusić się do przysiadów (dziewczyny, róbcie przysiady!) i brzuszków, trzeba być chyba cyborgiem. A może nie? Motywacja do ćwiczeń jest kluczem do sukcesu na samym początku. Potem wysiłek fizyczny stają się równie potrzebny co prysznic (ale to temat rzeka na zupełnie inny wpis).

Co więc wybrać: ćwiczyć w domu czy lepiej pójść na zorganizowane zajęcia? Moim zdaniem zawsze lepiej się wybrać do klubu fitness (urozmaicone ćwiczenia, zorganizowana rozgrzewka i ćwiczenia rozciągające, sprzęt do ćwiczeń na wyposażeniu klubu, opieka prowadzącej), ale to jest wyzwanie często nie do przeskoczenia. Mam klub fitness po sąsiedzku i jeszcze nie udało mi się kupić dwóch karnetów z rzędu. Dlaczego to takie trudne? Bo dzień do dnia niepodobny. Nie sposób ustalić jednego terminu w całym tygodniu, kiedy wiem, że jestem dostępna.

Dużo lepiej idzie mi za to planowanie jakiejkolwiek formy ćwiczeń na dany dzień. Czasem ćwiczę rano, zanim wstanie cały dom, innym razem tuż po tym, jak uda mi się wszystkich wypchnąć i jeszcze nie muszę siadać do pracy albo dopiero wieczorem. Od podjęcia decyzji o ćwiczeniu do rozłożenia maty upływa tak mało czasu, że nic nie jest w stanie mnie rozproszyć lub zniechęcić (spakowanie torby, ręcznika, wody do picia i wyjście na konkretną godzinę do klubu fitness wymaga zdecydowanie więcej uporu).

Czy samodzielne ćwiczenie w domu może przynieść porównywalne efekty z gimnastykowaniem się pod okiem profesjonalisty? Owszem, może przy zachowaniu podstawowych zasad: koniecznie trzeba się rozgrzać i rozciągnąć – wiele treningów dostępnych online nie zawiera tych elementów, a przecież są niezbędne.

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Obecnie guru domowych treningów jest bezsprzecznie Ewa Chodakowska. Jej kariera w amerykańskim stylu “od pucybuta do milionera” oraz jej zaangażowanie w mediach społecznościowych pobudzają zbiorową wyobraźnię.

Nie jestem fanką Ewy Chodakowskiej, ale muszę oddać jej sprawiedliwość. To jej pierwsze płyty z ćwiczeniami dołączone do magazynu “Shape” (nota bene płyty Chodakowskiej uratowały gazetę od bankructwa) ruszyły mnie z kanapy i pomogły spalić pociążowe wstydliwe boczki oraz wysmuklić uda.

Nie kupuję jej motywujących pogadanek ani siostrzanego zakonu wyznawczyń, ale przyznaję, że to chyba ona dała najwięcej tłuściutkim matkom niemowlaków, które, jak Polska długa i szeroka, w zaciszu domowym wyciskały z siebie siódme poty, by odzyskać siebie z czasów samozadowolenia. Tak było ze mną. I choć waga wciąż pokazywała plus 5 kg w stosunku do wagi sprzed ciąży, to wrócił uśmiech, chęć wyjścia z norki i ochota na nowe ciuchy.

Z Chodakowską już nie ćwiczę od dawna. Za dużo w tych ćwiczeniach wysiłku, potu i powtórzeń, za mało gracji i zabawy, którą powinien dawać trening.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Spróbowałam ćwiczyć z Sylwią Weisenberg (płyta z jej ćwiczeniami była dołączona niedawno do magazynu “Shape”, ale niestety ten program rozczarowuje – same ćwiczenia, żadnej rozgrzewki czy rozciągania). Polubiłam ją i jej program Tonique – same ćwiczenia, bez pogadanki dla psyche, przez które Chodakowska ma opinię sekciarskiego guru. Trening Weisenberg jest wymagający, ale nie tak siłowy, jak ten z Chodakowską. Tonique jest “lekki”, ale nie mam tu na myśli stopnia trudności ćwiczeń czy ich intensywności. Chodzi mi o wrażenie lekkości, z jaką trenerka wykonuje swoje ćwiczenia. Patrząc na nią jesteś pewna, że ćwicząc masz w sobie tę samą grację. Z Chodakowską to jednak jest pot i łzy.

Będąc już w ciąży, nie zrezygnowałam z ćwiczeń. Wciąż nie miałam po drodze do klubu fitness, gdzie zajęcia odbywały się w godzinach, kiedy zwykle odbieram córkę z przedszkola. Ułożyłam więc sobie własny trening bazując na dostępnych na YouTube filmach z ćwiczeniami, choć oczywiście nie dają one takich rezultatów, jak solidny trening, na który przyjdzie mi jeszcze poczekać kilka tygodni. Wciąż więc macham nogami przed telewizorem, a nie w trendy klubie fitness, ale co za różnica? Nieważne jak, ważne, że w ogóle! Fit ciało to jest hit, a nie sposób, w jaki do niego dochodzimy. Powodzenia i owocnych treningów!