Proste zdejmowanie hybryd – baza Peel Off Neess

Baza Peel Off Neess

Zdejmowanie lakieru hybrydowego skutecznie odrzuca mnie od malowania paznokci światłoutwardzalnymi emaliami. Teraz jednak chyba się to zmieni. Baza typu peel off pozwala na zdejmowanie hybryd bez konieczności namaczania w acetonie i skrobania lakieru.

Czytaj dalej

Jak malować paznokcie lakierem hybrydowym, czyli 7 błędów przy nakładaniu hybryd

Lakiery hybrydowe są wygodnym sposobem na nieskazitelny manicure na wiele dni. Technika malowania nie jest skomplikowana, ale zanim po raz pierwszy wykonasz swoje hybrydy, warto wiedzieć, jak to zrobić poprawnie. Jakich błędów nie popełniać, aby zachować manicure na nawet dwa tygodnie? Czytaj dalej

Torebkowe kremy do rąk L’Occitane

L'Occitane krem do rąk

Krem do rąk L’Occitane, o którym pisałam tutaj, to wciąż najlepszy produkt do pielęgnacji dłoni w mojej ocenie. Duża tuba jest ekonomiczna, ale z powodu wydajności kremu, jest jak niekończąca się opowieść. Teraz więc wybieram tzw. opakowania podróżne.

Kremy do rąk L’Occitane są dostępne w wielu zapachach, limitowanych kolekcjach, etc. ale wydaje mi się, że tylko w dwóch wersjach konsystencji: jako krem do rąk i jako aksamitny krem do rąk. Mam oba, więc oczywiście je porównam.

L'Occitane krem do rąk

Aksamitny krem do rąk (Velvet hand cream) to zapachowa wariacja kremu z masłem shea. Jest gęsty, bogaty, pozostawia na skórze dłoni wyczuwalną otoczkę. Widocznie rozjaśnia i wyczuwalnie wygładza skórę. Jego obecność jest wyczuwalna na skórze przez długi czas, ale nie jest lepki, nie daje uczucia ciężkości. Mój krem jest z serii Arlesienne (ma inną niż obecnie dostępna tubkę) i jest to prawdziwa kwiatowa bomba. Zapach jest długotrwały i piękny.  Mnie najbardziej kojarzy się z vintage pudrem do twarzy. Pamiętacie? Kiedyś pudry były bardzo mocno perfumowane.

L'Occitane krem do rąk

Krem do rąk zaś mam z serii Collection de Grasse. Ma zapach zielonej herbaty i gorzkiej pomarańczy – jest bardzo odświeżający. Ma zupełnie inną konsystencję. Jest lekkim balsamem, który w czasie rozcierania staje się wodnisty, by zupełnie zniknąć. Ma niemal matowe wykończenie. Również zawiera masło shea, ale nie jest tak gęsty jak wersja aksamitna.

Kremy nie zawierają olejów mineralnych, parabenów czy triklosanu, ale oczywiście nie są to produkty ekologiczne, więc zwolenniczki zielonych kosmetyków mogą być zawiedzione składem.

źródło: pl.loccitane.com

Właściwie nie wiem, ile jest wersji zapachowych tych kremów…

Cena: 32 zł za 30 ml.

Magia Małego Marsylczyka

Małego Marsylczyka pierwszy raz poznałam kilka lat temu, gdy koleżanka podarowała mi żel tej marki. Brak tych kosmetyków w Polsce jeszcze potęgował wrażenie francuskiego luksusu na co dzień. Było oczywiście także mydło marsylskie – jedyne i oryginalne tylko z Prowansji (jego historia sięga XVII wieku i czasów Ludwika XIV), zawierające zgodnie z prawem 72 proc. tłuszczu z oliwy z oliwek, ale to inna bajka. Dziś marka Le Petit Marseillais, która dumnie podkreśla swoje prowansalskie pochodzenie, przebojem wdarła się na sklepowe półki nad Wisłą i zapewne zagościła w niejednej łazience.

Le Petit Marseillais oferuje produkty codziennego użytku: żele pod prysznic, balsamy do ciała, kremy do rąk, twarzy, szampony etc. Na polskim rynku nie są dostępne wszystkie pozycje (np. olejki do włosów czy dezodoranty), ale to zapewne kwestia czasu i… zysków. Kolorowe opakowania częściowo z recyklingu, prowansalskie pochodzenie i lista kuszących zapachów zachęcają do skorzystania choć z okrojonej oferty. Ja się skusiłam na dwa produkty.

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Żele pod prysznic Le Petit Marseillais są dostępne w szerokiej gamie kolorystyczno-zapachowej: miód lawendowy, mandarynka i limonka, kwiat pomarańczy, morela i orzech laskowy, kwiat wiśni, oliwa z oliwek i kwiat lilii itp. Intensywna woń uprzyjemnia kąpiel, ale zupełnie nie utrzymuje się na skórze – nie tylko na mojej, traktowanej po każdym tuszu balsamem do ciała, także na mężowskiej. Smutna prawda jest taka, że pod wiele obiecującą powłoczką, żele Le Petit Marseillais kryją zupełnie zwyczajne wnętrze. Ale to w końcu tylko żel pod prysznic – ma się pienić i dobrze spłukiwać.

Pojemność: 250 ml, 400 ml, 650 ml (żele pod prysznic oraz żele pod prysznic i do kąpieli)
Cena: od 9 zł

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Wiele obiecywałam sobie także po innym kosmetyki marki – odżywczym kremie do rąk z masłem karite, olejem migdałowym i arganowym. I tu się nie zawiodłam. Lekka emulsja szybko przynosi ulgę skórze dłoni, wchłania się w ekspresowym tempie i pozwala ruszyć do obowiązków tuż po nakremowaniu rąk. Przez kilka godzin dłonie nie potrzebują dodatkowego nawilżenia.

Marka ma w ofercie także krem regenerujący z masłem shea, aloesem i woskiem pszczelim.

Cena: ok. 12 zł za 75 ml

Krem do rąk, po którym nie będzie już niczego

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Krem do rąk L’Occitane (na końcu wpisu film o tym, jak prawidłowo wymówić tę nazwę) z masłem shea to produkt flagowy marki. Potężna 150-mililitrowa tuba zawiera jedynie glicerynę i masło shea (20 proc.) pozyskane – co firma bardzo mocno podkreśla – z uczciwej wymiany handlowej z kobietami z Burkina Faso. Żadnych parabenów, barwników, ftalanów i innych dodatków.

Krem różany, który widać na zdjęciu jest zapachową edycją limitowaną klasycznego produktu. Poza kolorem opakowania i zapachem nie różni się niczym od podstawowego kremu, na którego cześć dziewczyny tworzą niemal pieśni pochwalne: że zmiękcza dłonie, że zapach przenosi je do krainy dzieciństwa, że jest idealny.

Mają sporo racji. Formuła kremu oraz jakość jego składników gwarantują nawilżenie, a przez to rozświetlenie skóry. Kto choć raz namaścił jakąś część swojego ciała masłem shea, ten wie, że skóra odwdzięcza się miękkością, sprężystością i takim młodzieńczym blaskiem. Pomimo właściwości nawilżających krem się nie lepi – zachowano idealny balans.

Krem jest bogaty i jeśli tylko poświęci się kilka minut rano, aby porządnie wmasować produkt w każdy centymetr kwadratowy dłoni, to przez cały dzień można już nie stosować kremu do rąk.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie doszukała się jakieś drobnej wady. Ogromna aluminiowa tuba może pękać, jeśli krem wrzucimy do torebki. Widzę dwa rozwiązania tego dramatu: postawić go dumnie na biurku w pracy lub kupić 30-mililitrową wersję podróżną.

Cena: 95 zł za 150 ml, 30 zł za 30 ml lub taniej w internecie