Rodzinna apteczka na wyjazd: jakie leki wziąć na wakacje

Dzieci zmieniły wiele w moim podróżowaniu. Przykładowo nigdy wcześniej nie pakowałam apteczki na wakacje. Odkąd mam dzieciaki przeszłam od etapu obwoźnej apteki, przez absolutny brak przygotowania oraz stadium przeciwne, czyli  postawę “wszystko się może zdarzyć”, aż wreszcie jestem tu, gdzie wydaje mi się, że rządzi rozsądek i prawdopodobieństwo. Co pakuję do swojej apteczki?  Czytaj dalej

Pielęgnacja dziecięcej skóry zimą

Zima może sobie być byle jaka, ale jednak daje się we znaki. Wiatr i chłód wystarczą, by na dziecięcych policzkach pojawiła się sucha skóra. Wiadomo, że dzieci nie potrzebują wielu kosmetyków, ale zimą pielęgnacja ich skóry wymaga nieco więcej zachodu. Co się sprawdza u nas? Czytaj dalej

Odżywka do ujarzmiania włosów dzieci i szampon, który można pominąć

Dzieci pachną najpiękniej, gdy pachną sobą. Niestety szampon Baby Don’t Cry Paul Mitchell pachnie tak intensywnie i pudrowo, że całkiem zagłusza zapach włosów moich dzieci. Poza tym zawiera SLS już na drugim miejscu w składzie – to za wysoko. Czytaj dalej

Jak się spakować w jedną walizkę

fot. unsplash.com

fot. unsplash.com

Pakowanie rodziny na weekendowy wyjazd nie różni się niczym od pakowania się na 2-tygodniowe wakacje. Zabierasz dokładnie to samo, tylko mniej bielizny i koszulek. Mam swoje tzw. lifehacki na pakowanie się i zamierzam się nimi podzielić!

Porządek w walizce

Nie zawsze mam możliwość wypakowania rzeczy z walizki do szafy, nie zawsze chce mi się to robić, skoro jestem w danym miejscu na jedną lub dwie noce. Trzymam więc wszystko w walizce.

„Mamo, chcę zmienić bluzkę” – jeżeli na taką prośbę mówisz „Zaraz ci podam”, zamiast „Ok, dziecko, wiesz, gdzie jest walizka”, to znaczy, że nie korzystasz jeszcze z packing cubes, czyli toreb do pakowania. Dzięki nim, nie musisz być walizkowym podczas wyjazdu.

Oj, bywałam walizkowym, zwłaszcza odkąd podróżujemy z dzieckiem, a potem z dziećmi. Tylko ja wiedziałam, gdzie upchnęłam bieliznę dziecka, gdzie są piżamki drugiego dziecka, gdzie zrolowałam t-shirty męża. Żeby uniknąć rycia niczym kret w ułożonych w kupki rzeczach, tylko ja podchodziłam do walizki. Próbowałam pakowania naszych rzeczy osobno w siatki. Jednak siatka nie ma żadnego kształtu i wszystko w walizce nadal leżało gdzie bądź.

Packing cubes, czyli torby do pakowania

I wtedy internet pokazał mi packing cubes. Kliknęłam. O, jakie genialne! O, jakie drogie… Z pomocą przyszła mi Ikea. Mają w ofercie torby do pakowania Upptacka:

źródło: ikea.com

Torby w zestawie są 4. Taki zestaw wystarcza na osobę. Są dwie duże torby na ubrania, w tym jedna ma dwie przegrody. Jedna mała torba na bieliznę i drobne akcesoria oraz torba na buty.

Wyjmowanie ubrań konkretnej osoby z torby jest łatwe. Podobnie jak poszukiwanie właściwego stroju. Dziecko może także samodzielnie grzebać w walizce i swoim “kubiku”. Pakuję się z tym systemem od kilkunastu już miesięcy i zawsze się sprawdza.

Torby do pakowanie, packing cubes, Ikea

I do ideału brakuje jedynie toreb w innych kolorach. Raz na stronie Ikea zobaczyłam, że są różowe torby. Jeszcze tego samego dnia pojechałam do sklepu, przekopałam dział Family, dopadłam pracownika, który szukał ich ze mną wszędzie. Niestety, różowa wersja toreb do pakowania chyba nigdy nie istniała, bo zniknęła także ze strony Ikea.

A Wy macie swoje sposoby na pakowanie się? Znacie system packing cubes? Polecacie coś?

Co spakować do szpitalnej torby na poród

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Idziesz rodzić. Będzie bałagan. Nie jesteś księżną Walii, nie wyjdziesz ze szpitala z włosami ułożonymi w fale, w sukience i eleganckich butach – tak mniej więcej wyglądał mój wewnętrzny dialog, gdy szykowałam się do porodu. Moim priorytetem była więc użyteczność. I to była dobra decyzja.

Rzeczywistość jest taka, że kobiety w Polsce rodzą w szpitalach. Jak wiadomo, szpital – nie hotel, ale mimo to trwa rywalizacja na ładniejsze łazienki, bardziej przestronne sale porodowe i samodzielne pokoje. Ja wybierałam szpital pod kątem jego przygotowania na ewentualne komplikacje przy porodzie (chodzi o stopień referencyjności szpitala). Pokoje, łazienki mnie nie interesowały. Bardzo dobrze wspominam pobyt na oddziale poporodowym z trójką innych mam. Każda z nas była na innym etapie życia, mogłyśmy sobie pomóc (idź się kąpać, jak zacznie płakać, dam ci znać), doradzić, a przychodzący w odwiedziny nasi mężczyźni czuli się odpowiedzialni za całą salę przynosząc większe ilości wody do picia, wołając położną, podając poduszkę etc.

Ale do rzeczy, czyli do zawartości mojej szpitalnej walizki.

Dlaczego walizka? Bo rzeczy trzymane są na podłodze pod łóżkiem. Jeśli akurat nie rodzisz w Boże Narodzenie, to codziennie rano skoro świt wpada do pokoju dwoje ludzi z mopem i dalejże szorować wokół i pod Twoimi gratami. Ja wolę, aby moje rzeczy były bezpiecznie schowane w plastikowej walizce w rozmiarze do kabiny samolotu, niż w szmacianej torbie.

Co spakowałam?

Japonki. Gumowe obuwie w szpitalu jest podstawą. Nosi je personel, nosiłam i ja. Łatwo je wyczyścić, wejść w nich pod prysznic i ogólnie stanowią dobrą barierę – przynajmniej w mojej głowie – między moją skórą a powierzchniami, których dotykać nie chcę.

Zatyczki do uszu. Zatyczki bardzo przydały mi się podczas pierwszego porodu, który był – nazwijmy to oględnie – wielodniową interwencją medyczną. Wracając do pokoju po nieudanej indukcji porodu, musiałam się jeszcze zmierzyć z włączonym od 5 nad ranem do 2 w nocy telewizorem. Zatyczki okazały się zbawieniem. Przydały się także, gdy chciałam złapać pół godziny snu w czasie, gdy mój facet pilnował naszego śpiącego nowo narodzonego skarbu.

Czerń. Czarne legginsy, obszerna bluzka, piżamowe alladynki. Tak, komfort przede wszystkim. Także psychiczny, bo poród to także krew. Zdecydowanie gorzej bym się czuła w białej koszuli w drobne kwiatuszki.

Szminka do ust. Przyda ci się, bo usta przesuszają się w kilka godzin, a nic tak nie drażni, jak świeżo pęknięta rana na wardze. W szpitalu panuje zaduch. Jeśli rodzisz w sezonie grzewczym, to umarł w butach: przynajmniej 25 stopni temperatury wewnątrz masz murowane. No, a jak nie lubisz ukropu, to dostaniesz łóżko przy oknie, ale i przy kaloryferze. A okna nikt otworzyć się nie odważy. Na oddziałach noworodkowych podobno czasami są pielęgniarki, które wypraszają mamy z dziećmi na spacer po korytarzu, aby mogły przewietrzyć pokój. Prawdopodobnie Yeti istnieje.

Aparat fotograficzny. Dzięki niemu moje zdjęcia z noworodkiem są bardziej nastrojowe, delikatne, z rozmytym tłem, wykadrowane. Nie wkrada się w nie brutalność właściwa fotografiom wykonanym telefonem minutę po porodzie.