Tangle Angel Pro Detangling Brush, czyli nie taka zwykła szczotka do włosów

Szczotki z anielskimi skrzydłami w kontrastowych kolorach (np. czerń i ostry róż – wersja Xtreme, perłowa biel i fiolet – wersja Cherub) to nie jest moja estetyka. Na szczęście w ofercie producenta znajdują się też szczotki ładne, np. czarna Classic i dwie nowe z serii Pro: srebrna Titanium i Rose Gold. Przyjrzyjmy się z bliska dwóm modelom, których używam: Classic i Pro Titanium.  Czytaj dalej

Więcej! Więcej! Więcej włosów!

Cienkie i przyklapnięte włosy – tym obdarzyła mnie natura. Ale nie jesteśmy tu po to, aby ronić łzy, lecz by szukać rozwiązań. Oto mój sposób na uzyskanie większej objętości przy cienkich włosach.

Szampon owszem, ale odżywka?

Magia zaczyna się pod prysznicem, czyli od szamponu i odżywki. Idealny szampon można odkryć jedynie metodą prób i błędów, ale nawet wtedy warto go zmieniać. Ja mam zwykle 2 szampony na podorędziu. Stosuję przez tydzień i zmieniam. I tak w kółko.

Polecam raz w tygodniu umyć włosy szamponem oczyszczającym, który dokładnie usuwa wszelkie pozostałości innych kosmetyków. Czemu nie można go stosować zawsze? Bo plącze i przesusza włosy.

Odżywka do włosów jest często pomijana przez kobiety z oklapniętymi włosami, a to błąd. Trzeba dobrać lekki kosmetyk, niekoniecznie z serii, z której jest szampon (więcej o moim odkryciu posiadania szamponu i odżywki z różnych parafii). Rozczesywanie włosów z odżywką pod prysznicem i dopiero potem spłukiwanie kosmetyku jest również dobrym pomysłem.

 

Stylizacja włosów bez objętości

Najpierw należy określić, z czym jest problem. Po pierwsze, moje włosy lubię nosić odbite od nasady. Rozwiązanie jest proste – pianka zwiększająca objętość. U mnie sprawdza się produkt drogeryjny, czyli pianka Nivea. Jest wydajna, nie lepi się, odbija i utrzymuje włosy.

Drugi problem dotyczy włosów na ich długości. Nie jestem zadowolona z tego, że moje włosy zajmują tak mało miejsca wokół mojej twarzy. Rozwiązaniem jest dodanie im nieco grubości. A do tego najlepiej sprawdza się spray teksturyzujący. Jego zadaniem jest zmatowienie włosów. Dzięki temu nie będą one sypkie i śliskie, będzie więc można ułożyć fryzurę z objętością. W moim przypadku wybór odpowiedniego kosmetyku nie był taki łatwy. Zaliczyłam salt spray’e (Toni&Guy, który nie utrzymywał efektu oraz Schwarzkopf, który sklejał włosy) i kilka innych wynalazków, jak pasty do messy hair effect, żele w sprayu do utrzymania fal. Teraz zaczęłam używać spray’u teksturyzującego L’Oreal TechniArt, który dobrze się sprawdza, gdyby nie fakt, że pachnie jak daleki kuzyn L’Eau par Kenzo. Tego zapachu znieść nie mogę. Poszukiwania sprayu teksturyzującego trwają. Jeśli możesz mi coś polecić, pisz!

Narzędzia podstawowej stylizacji

Ważne jest jak i czym suszyć cienkie włosy. Celem jest jak najkrótsze wystawianie ich na działanie temperatury. Zwykle pianka i spray teksturyzujący oraz tarzanie się przez sen w poduszce świetnie poradzą sobie z ułożeniem włosów w ciągu nocy. Jednak minus jest taki, że nad taką „stylizacją” nie da się zapanować. I choć często preferuję suszenie bez kontroli w nocy (wiem, słyszałam o łamaniu włosów w czasie tarzania się – wygoda wygrywa), to czasem chcę mieć pewność, jaką fryzurę będę mieć następnego dnia.

Do moich podstawowych akcesoriów do stylizacji należą szczotka i suszarka z koncentratorem. Zatrzymajmy się przy szczotce. To model XL Pro Vent marki Olivia Garden, co odkryłam przygotowując ten wpis :-).

Szczotka jest antystatyczna. Ma duże otwory i służy do stylizacji włosów na gładko. Wszystko w niej lubię. Jest duża, przez co szybko i łatwo rozczesuje włosy. Ma długie zęby, które sięgają do nasady włosów, czego nie potrafi Tangle Teezer. Jej rozmiar oraz duże otwory przyspieszają suszenie bez przegrzewania włosów. Efekt, jaki daje, czyli lśniące, wygładzone włosy bardzo mi się podoba. Użyty wcześniej spray i pianka powodują, że włosy nie są ulizane i płaskie.

 

Suszarkę kupiłam jakiś rok temu, kierując się zasadami z tego wpisu. Miałam także ograniczenie budżetowe: ok. 100 zł. Kupiłam model Remington Pro-Air Turbo, która ma 3 stopnie regulacji temperatury i 2 stopnie regulacji siły nawiewu. Posiada koncentrator (nasadką z wąską szparą) oraz dyfuzor. Nawiew zimnego powietrza szybko schładza i utrwala fryzurę. Jest jeszcze jonizacja. Jestem z niej bardzo zadowolona, choć byłaby idealna, gdyby się składała. Ale takie rzeczy nie w tym przedziale cenowym.

Jak suszyć?

Zaczynam od pozostawienia włosów, aby przeschły na powietrzu. Właścicielki cienkich włosów wiedzą, że nie trzeba dużo czasu, aby wierzchnia warstwa zaczęła wysychać i puszyć się. To moment, by sięgnąć po suszarkę i suszyć włosy z głową opuszczoną w dół.  Aby zniwelować puszenie się, suszarkę kieruję w podłogę, czyli z włosem. Przeczesuję i unoszę pasma szczotką.

Gdy włosy są niemal suche, podnoszę głowę i suszę je niedbale w różnych kierunkach. Na koniec wygładzam włosy za pomocą strumienia zimnego powietrza z suszarki pilnując, aby nie robić tego pod włos. Tu także pomocna jest szczotka. Efekt końcowy wygląda tak:

Mam codzienną fryzurę, której wysuszenie i stylizacja zajęły mi dokładnie 7 minut.

Gadżeciarskie zgrzebło do włosów

 

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Wstyd się przyznać, ale ja dopiero odkryłam szczotki do włosów Tangle Teezer. Słyszałam o nich już dawno, dawno temu, ale dopóki nie zawitały pod strzechę drogerii, którą mijam na trasie piekarnia-kiosk, to nie miałam okazji im się przyjrzeć z bliska. Kupiłam dwie i pewnie jeszcze kupię kilka na prezent.

Pierwszą szczotkę Tangle Teezer kupiłam mamie, która boryka się z wypadającymi i przesuszonymi włosami oraz codziennie myje włosy i układa fryzurę. TT ułatwia rozczesywanie, co rodzicielka potwierdza. Mimo to mama nie przyjęła nowego nabytku z entuzjazmem, bo…  nie ma rączki!

Moja konserwatywna, jeżeli chodzi o budową szczotek, mama być może nie polubi TT nigdy, za to ja i moja córka lubimy ją bardzo. Noszę włosy do ramion, córuchna podobnie, więc o poranku rozczesywanie odbywa się szybko i bez powtarzalnego dialogu „ała!-przepraszam”. Równie dobrze szczotka radzi sobie z mokrymi włosami, choć stawiają większy opór.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Ząbki szczotki są elastyczne. Sądziłam, że będą się uginały i „gubiły” włosy. Tak się nie dzieje – szczotka po reklamowym jednym pociągnięciu rozczesuje włosy i – tak, chyba to widzę – wygładza je.

Szczotka jest estetycznie wykonana, ma ergonomiczny kształt, tzn. dobrze leży w dłoni (brak tej rączki nie daje się we znaki), zajmuje mało miejsca w torebce i jest gadżetem.

Wybrałam TT w wersji podróżnej, tzn. z zamykanym wieczkiem. Jest ciut mniejsza od klasycznej. Szczotki występują w wielu kolorach. Są także szczotki dla dzieci ze specjalnym kubeczkiem na gumki i spinki.

Cena: 55 zł za klasyczną, 65 zł za wersję podróżną, 49 zł za wersję dla dzieci, a na Allegro o połowę taniej.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl