Zmora po depilacji – wrastające włoski

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Sprawa jest poważna: peeling był, depilacja wykonana, nawilżanie też odfajkowane. Mimo to po kilku dniach pojawiają się krostki, a włoski wrastają. Na podepilacyjne problemy mam nowe remedium – balsam Bump eRaiser, który zapobiega wrastaniu włosków i opóźnia pojawienie się odrostu.

Balsam jest skuteczny: koi zaczerwienienia i podrażnienia, na długo nawilża skórę i nie pozostawia tłustych śladów, zapobiega pojawieniu się krostek po depilacji, sprawia wrażenie, że włoski rzeczywiście dość długo się nie pojawiają.

Najlepiej stosować balsam na co dzień, a nie tylko po depilacji. Produkt jest bardzo wydajny, choć niestety jest dostępny w wyjątkowo nieporęcznym opakowaniu z uchylanym dziubkiem, które uniemożliwia zużycie balsamu do końca.

Cena: ok. 70 zł za 125 ml

Kosmetyki dla noworodka

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Noworodek potrzebuje przede wszystkim miłości, mamy, mleka i snu, ale przyda mu się także mała kosmetyczka z preparatami tylko dla niego. Jakie kosmetyki przygotować dla dziecka? Poniżej dzielę się moim doświadczeniem w pielęgnacji noworodka i wiedzą, którą uzyskałam od swojego lekarza-pediatry. Mam nadzieję, że wskazówki przydadzą się jakiejś równie przerażonej i zagubionej w tym gąszczu mamie, jaką i ja do niedawna byłam :-)

Zdrowy noworodek ma niewielkie potrzeby kosmetyczne. Naprawdę. Młode matki odbierają jednak inny przekaz (w poczekalni u ginekologa, w szkole rodzenia, w sklepach – wszędzie ulotki, książeczki a w nich lista obejmująca kilkadziesiąt „niezbędnych” produktów, które musisz mieć zanim jeszcze Twoje dziecko przyjdzie na świat). To żerowanie na naturalnej potrzebie zapewnienia własnemu dziecku absolutnego bezpieczeństwa i wszystkiego, co najlepsze. Proponuję zachować zdrowy rozsądek, choć może się to okazać trudne, gdy stoimy przed półkami uginającymi się od niemowlęcych gadżetów.

W pielęgnacji bobasa należy się skupić na kilku obszarach:

Oczy

Oczęta przemywamy wacikiem zamoczonym w przegotowanej wodzie lub soli fizjologicznej. Ważne, aby każde oko przemywać osobnym wacikiem, od zewnątrz do wewnątrz, czyli od skroni w kierunku nosa. Oczy przemywamy codziennie, nawet jeśli zdecydowaliśmy, że noworodka kąpiemy rzadziej.

Nos

Niemowlę oczyszcza swój nosek kichając. I samo sobie świetni poradzi. Dopiero w trudnych warunkach, np. gdy w domu jest bardzo sucho i nawet nawilżacz powietrza niewiele daje, można dziecku pomóc i zastosować sól fizjologiczną lub wodę morską w sprayu.

Uszy

Uszy czyścimy delikatnie, nie wpychając żadnych patyczków do środka! Usuwamy jedynie woskowinę, którą znajduje się na zewnątrz. Koniecznie codziennie czyścimy skórę za uszami, kontrolując czy nie jest przesuszona lub zaczerwieniona.

Twarz

Buzię niemowlaka najlepiej przemywać wacikiem nasączonym wodą z emolientem. Sprawdzają się także toniki, np Musteli, ale osobiście uważam, że skórę dziecka należy zawsze umyć wodą. Większość niemowląt nie potrzebuje kremu do twarzy, a w przypadku suchej skóry wystarczy ten sam emolient, którym nacieramy ciało.

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Ciało

Często po porodzie skóra noworodka jest wysuszona. Najlepiej zadbać o nią podczas kąpieli z dodatkiem emolientu, np. Oilatum. Jeśli bobasowi łuszczy się skóra w zgięciach stóp czy dłoni, można posmarować te miejsca balsamem, np. Emolium lub maścią np. Alantanem Plus.

Jestem zdania, że codzienna kąpiel jest rytuałem, z którego nie powinno się rezygnować. W ciągu dnia niemowlę ulewa pokarm, poci się, a jego pupa jest przecierana chusteczkami, które nie zastąpią wody. Coraz częściej jednak młodzi rodzice kąpią dzieci co kilka dni, co ma uchronić delikatną skórę dziecka przed przesuszeniem.

Pępek

Spędzający sen z powiek rodzicom Straszny Kikut Pępowinowy. Jako matka bobasa, który nie chciał się rozstać ze swoją grubaśną pępowiną przez 5 tygodni, zdecydowanie odradzam stosowanie się do rad, aby dziecka nie kąpać póki nie odpadnie kikut pępowinowy.

Kikut trzeba dokładnie oczyszczać najlepiej 2-3 razy dziennie podczas przewijania, gdy dziecko jest spokojne. Najlepiej sprawdzają się patyczki higieniczne dla dzieci obficie spryskane Octeniseptem. Takim patyczkiem należy przetrzeć skórę wokół kikuta, który koniecznie trzeba lekko unieść. Nie bójmy się, że go oderwiemy – raczej żadna matka nie użyje takiej siły. Dużo częściej zdarza się, że mamy nie docierają dostatecznie głęboko i w pępku robi się stan zapalny. Dlatego najlepiej pępek powąchać – jeśli nic nie czuć, jest dobrze; jeśli śmierdzi – mamy stan zapalny i najlepiej udać się do ośrodka zdrowia, bo pielęgniarka zrobi to fachowo. Jeśli już wda się zapalenie, pediatra prawdopodobnie poleci maść Bactroban, którą można dostać bez recepty.

Dzisiaj odradza się także podwiązywanie kikuta czy przemywanie spirytusem. Do dezynfekcji wystarczy wspomniany Octenisept, który nie zawiera alkoholu i jest świetnym środkiem odkażającym także dla starszych dzieci, które zdzierają kolana i łokcie.

Pupa

Kremów do pielęgnacji pupy jest mnóstwo. Najważniejsze, aby zawierał tlenek cynku. Ja polecam polski Linomag (ok. 10 zl za opakowanie, dwie wersje: z tlenkiem cynku lub bez) lub Sudocrem. Pediatrzy odradzają stosowanie talków, bo te zatykają pory skóry.

Niemowlęca kupa bywa „żrąca” i nawet półgodzinny kontakt skóry z efektem wydalania może spowodować podrażnienie. U mnie sprawdzał się wtedy zawsze Sudocrem. Dopiero później, gdy wprowadziłam do diety dziecka inne pokarmy niż mleko, sporadycznie pojawiała się biegunka, która dwukrotnie podrażniła pupę dziecka do krwi. Wtedy działa krem na trudno gojące się rany Cicalfate firmy Avene.

Jak widać pielęgnacja noworodka nie jest skomplikowana i nie wymaga wielu produktów, więc nie dajmy się zwariować!

 

Metaliczny tatuaż na wakacje

źródło: mtv.com

źródło: mtv.com

W wakacje zawsze robiłam sobie tatuaż z henny – taka dziecinna tradycja. Kilka miesięcy temu zobaczyłam jednak, że boskie ciało Beyonce ozdabiają połyskliwe wzorki. Od razu zapragnęłam mieć takie same. Jak każda wykreowana w internetach moda, także i ta dotarła już nad Wisłę. Jeszcze dwa miesiące temu na allegro można było znaleźć jedynie dwie aukcje z bardzo wygórowaną ceną. Teraz, gdy lato jest tuż tuż, metaliczne tatuaże są dostępne za śmieszne pieniądze. A więc do naklejania, bo za rok wymyślą coś innego :-)

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Ćwiczenia w domu w czasie ciąży

Ciąża to niby nie choroba, ale zdecydowanie wymaga zmiany przyzwyczajeń. Na przykład trzeba zrezygnować z forsownych ćwiczeń na rzecz spokojnej gimnastyki, która ma na celu przygotowanie ciała do porodu. Najlepsze są na pewno zorganizowane zajęcia pod okiem znającej się na rzeczy trenerki, ale nie zawsze można w takiej gimnastyce uczestniczyć. Pozostaje więc wersja DIY.

Oto lista moich ulubionych zestawów ćwiczeń dla ciężarnych:

1. Ćwiczenia ogólne, na nogi, pupę oraz ramiona:

2. Joga w ciąży:

3. Pilates w ciąży:

4. Mnóstwo zestawów ćwiczeń dla ciężarnych:

Chodakowska, czyli trenerka z telewizora – hit, obciach czy sekta?

źródło: facebook.com

źródło: facebook.com

Jeżeli nie zaplanowałaś, że schudniesz lub popracujesz nad sylwetką, możesz śmiało ominąć ten wpis.

Wiedziałam, że wszystkie czytacie dalej :-)

Silne i wysportowane ciało zawsze było sexy, ale nigdy nie było tak modne, jak teraz. To dobrze! Przybywa wysportowanych dziewczyn, które stają się idolkami nastolatek. Te ostatnie już się nie głodzą, ale zdrowo się odżywiają i ćwiczą. Więcej – ćwiczenia, ich rodzaj, intensywność treningów stają się elementem stylu. To już nie jest wstydliwa część dnia, którą poświęcasz na spocenie się w starym t-shircie. To jest rytuał, którym chcesz się pochwalić, dokładnie taki sam, jak poranna kawa na Instagramie ;-)

A jeśli chcesz się chwalić, to trzeba mieć czym.

Jeżeli nie lubisz ćwiczyć, nic cię do tego nie zmusi. Z doświadczenie wiem, że lepsze 20-30 minut codziennego wysiłku niż wyjście od wielkiego dzwonu do klubu fitness na Boot Camp albo równie katorżnicze zajęcia. Ale żeby codziennie zmusić się do przysiadów (dziewczyny, róbcie przysiady!) i brzuszków, trzeba być chyba cyborgiem. A może nie? Motywacja do ćwiczeń jest kluczem do sukcesu na samym początku. Potem wysiłek fizyczny stają się równie potrzebny co prysznic (ale to temat rzeka na zupełnie inny wpis).

Co więc wybrać: ćwiczyć w domu czy lepiej pójść na zorganizowane zajęcia? Moim zdaniem zawsze lepiej się wybrać do klubu fitness (urozmaicone ćwiczenia, zorganizowana rozgrzewka i ćwiczenia rozciągające, sprzęt do ćwiczeń na wyposażeniu klubu, opieka prowadzącej), ale to jest wyzwanie często nie do przeskoczenia. Mam klub fitness po sąsiedzku i jeszcze nie udało mi się kupić dwóch karnetów z rzędu. Dlaczego to takie trudne? Bo dzień do dnia niepodobny. Nie sposób ustalić jednego terminu w całym tygodniu, kiedy wiem, że jestem dostępna.

Dużo lepiej idzie mi za to planowanie jakiejkolwiek formy ćwiczeń na dany dzień. Czasem ćwiczę rano, zanim wstanie cały dom, innym razem tuż po tym, jak uda mi się wszystkich wypchnąć i jeszcze nie muszę siadać do pracy albo dopiero wieczorem. Od podjęcia decyzji o ćwiczeniu do rozłożenia maty upływa tak mało czasu, że nic nie jest w stanie mnie rozproszyć lub zniechęcić (spakowanie torby, ręcznika, wody do picia i wyjście na konkretną godzinę do klubu fitness wymaga zdecydowanie więcej uporu).

Czy samodzielne ćwiczenie w domu może przynieść porównywalne efekty z gimnastykowaniem się pod okiem profesjonalisty? Owszem, może przy zachowaniu podstawowych zasad: koniecznie trzeba się rozgrzać i rozciągnąć – wiele treningów dostępnych online nie zawiera tych elementów, a przecież są niezbędne.

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Obecnie guru domowych treningów jest bezsprzecznie Ewa Chodakowska. Jej kariera w amerykańskim stylu „od pucybuta do milionera” oraz jej zaangażowanie w mediach społecznościowych pobudzają zbiorową wyobraźnię.

Nie jestem fanką Ewy Chodakowskiej, ale muszę oddać jej sprawiedliwość. To jej pierwsze płyty z ćwiczeniami dołączone do magazynu „Shape” (nota bene płyty Chodakowskiej uratowały gazetę od bankructwa) ruszyły mnie z kanapy i pomogły spalić pociążowe wstydliwe boczki oraz wysmuklić uda.

Nie kupuję jej motywujących pogadanek ani siostrzanego zakonu wyznawczyń, ale przyznaję, że to chyba ona dała najwięcej tłuściutkim matkom niemowlaków, które, jak Polska długa i szeroka, w zaciszu domowym wyciskały z siebie siódme poty, by odzyskać siebie z czasów samozadowolenia. Tak było ze mną. I choć waga wciąż pokazywała plus 5 kg w stosunku do wagi sprzed ciąży, to wrócił uśmiech, chęć wyjścia z norki i ochota na nowe ciuchy.

Z Chodakowską już nie ćwiczę od dawna. Za dużo w tych ćwiczeniach wysiłku, potu i powtórzeń, za mało gracji i zabawy, którą powinien dawać trening.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Spróbowałam ćwiczyć z Sylwią Weisenberg (płyta z jej ćwiczeniami była dołączona niedawno do magazynu „Shape”, ale niestety ten program rozczarowuje – same ćwiczenia, żadnej rozgrzewki czy rozciągania). Polubiłam ją i jej program Tonique – same ćwiczenia, bez pogadanki dla psyche, przez które Chodakowska ma opinię sekciarskiego guru. Trening Weisenberg jest wymagający, ale nie tak siłowy, jak ten z Chodakowską. Tonique jest „lekki”, ale nie mam tu na myśli stopnia trudności ćwiczeń czy ich intensywności. Chodzi mi o wrażenie lekkości, z jaką trenerka wykonuje swoje ćwiczenia. Patrząc na nią jesteś pewna, że ćwicząc masz w sobie tę samą grację. Z Chodakowską to jednak jest pot i łzy.

Będąc już w ciąży, nie zrezygnowałam z ćwiczeń. Wciąż nie miałam po drodze do klubu fitness, gdzie zajęcia odbywały się w godzinach, kiedy zwykle odbieram córkę z przedszkola. Ułożyłam więc sobie własny trening bazując na dostępnych na YouTube filmach z ćwiczeniami, choć oczywiście nie dają one takich rezultatów, jak solidny trening, na który przyjdzie mi jeszcze poczekać kilka tygodni. Wciąż więc macham nogami przed telewizorem, a nie w trendy klubie fitness, ale co za różnica? Nieważne jak, ważne, że w ogóle! Fit ciało to jest hit, a nie sposób, w jaki do niego dochodzimy. Powodzenia i owocnych treningów!