Mieszam lakiery do paznokci

Stanęłam w Rossmannie przed stojakiem z lakierami Essie i zapragnęłam któregokolwiek. Gdy przyjrzałam się ofercie, okazało się, że jest mocno okrojona (w każdym czy tylko w moim Rossmannie?) i że właściwie każdy odcień już mam. I co tu robić? Odpowiedź jest prosta: mieszać! Mieszanie lakierów to dziecinnie prosta sprawa. Najprościej wymieszać dowolny kolor z sypkim brokatem oraz kroplą czarnej emalii lub opalizującego lakieru dającego efekt…

Czytaj dalej

Droga na skróty do gładkich pięt

Droga do gładkich pięt prowadzi przez regularny pedicure i codzienne kremowanie. Ja poszłam na skróty i nie wyszłam na tym dobrze. Złuszczająca maska do stóp L’biotica trafiła do mojego koszyka w ostatniej chwili. Takie obietnice! Najwyższy standard pielęgnacji, złuszcza i pielęgnuje, skutecznie usuwa martwy, zrogowaciały naskórek… Na maseczkę rzuciłam się tak szybko, że nie zdążyłam jej nawet zrobić zdjęcia. W opakowaniu znajdują się dwa plastikowe…

Czytaj dalej

Prawie hybryda to nie hybryda – Miracle Gel Sally Hansen

Manicure hybrydowy to zobowiązanie – regularne wizyty u kosmetyczki dają najlepsze efekty, co potwierdzam jako naoczny świadek. Moja bratowa i moja przyjaciółka mają zawsze nieskazitelny manicure i ciekawe kolory. Ja z regularnością mijam się o lata świetlne, więc pozostaje mi zwykły lakier. Na Miracle Gel od Sally Hansen polowałam mozolnie. Chodziłam od sklepu do sklepu, ale nigdzie nie było Top Coatu, bez którego nie ma efektu.…

Czytaj dalej

Czy warto kupić elektryczny pilnik do stóp Scholl?

Elektryczny czy może – jak chce producent – elektroniczny pilnik? Według mnie nazywanie tego pilnika na baterie urządzeniem elektronicznym jest nadużyciem. Nie mogę posiłkować się tu żadną definicją, a jedynie intuicją, które każe mi nazywać przedmioty typu radio, smartfon, telewizor elektronicznymi, a przedmioty takie jak odkurzacz czy rzeczony pilnik Scholla elektrycznymi, bo są na prąd (z gniazdka czy z baterii – mniejsza o to). Dobrze,…

Czytaj dalej

Magia Małego Marsylczyka

Małego Marsylczyka pierwszy raz poznałam kilka lat temu, gdy koleżanka podarowała mi żel tej marki. Brak tych kosmetyków w Polsce jeszcze potęgował wrażenie francuskiego luksusu na co dzień. Było oczywiście także mydło marsylskie – jedyne i oryginalne tylko z Prowansji (jego historia sięga XVII wieku i czasów Ludwika XIV), zawierające zgodnie z prawem 72 proc. tłuszczu z oliwy z oliwek, ale to inna bajka. Dziś…

Czytaj dalej