Czy będzie mi do twarzy z krótkimi włosami?

Jak ocenić, czy krótki bob albo fryzura chłopczycy będą nam pasować? Można iść na całość i zaryzykować krótkie cięcie u fryzjera albo… zdać się na Johna Frieda i jego krótką odpowiedź: 5,7 cm (2,25″). O co chodzi?

Według Frieda o tym, czy krótka fryzura będzie dodawała uroku, decyduje wygląd żuchwy. Jeżeli odległość między uchem a końcem brody jest mniejsza niż 5,7 cm, możemy śmiało ciąć. Jeżeli odległość jest większa, lepiej będzie nam w długich włosach. Pomiaru można dokonać w ten sposób:

źródło: harpersbazaar.com

źródło: harpersbazaar.com

źródło: harpersbazaar.com

 

Numeracja farb do włosów bez tajemnic

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Zastanawiałyście się kiedyś, dlaczego farby do włosów nie są oznaczone kolejnymi numerami? Albo dlaczego ich numeracja jest trzycyfrowa? Ja się zastanawiałam, a odpowiedź poznałam niedawno. Czytaj dalej

Brokat na sylwestrową noc albo…

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

W Sylwestra od zawsze są dwie opcje: impreza albo kanapa. W obu wypadkach należy się solidnie przygotować. Oto kilka rad, które mogą okazać się pomocne.

Gwiazda wieczoru

W sylwestrową noc dozwolona i modna jest każda ilość brokatu: na paznokciach, powiekach, sukience. Brokat na dolnej powiece jest nowoczesny i nieco ekstrawagancki:

fot. style.com

Makijaż z pokazu Chanel na wiosnę 2014; fot. style.com

Klasyczna czarna kreska z brokatowym akcentem jest rozwiązaniem bezpieczniejszym – przynajmniej połyskujące drobinki nie zmigrują na policzki:

źródło: pinterest.com/pin/358739926542966276/

źródło: pinterest.com/pin/358739926542966276/

Powszechnie znanym sposobem, aby podczas malowania cień do powiek nie osypywał się pod okiem, jest upudrowanie tej okolicy, a następnie usunięcie nadmiary pudru wraz z drobinkami cienia. Przy ciemnych lub brokatowych produktach lepiej sprawdzi się jednak poniższa metoda:

źródło: littlemissmakeup.com

źródło: littlemissmakeup.com

Brokatowy manicure to najprostszy z sylwestrowych akcentów. Może któraś z propozycji OPI przypadnie Wam do gustu:

OPI: Unforst My Heart, So Elegant, I'll tinsel You In

OPI: Unforst My Heart, So Elegant, I’ll tinsel You In

Najwięcej czasu zajmuje oczywiście ułożenie fryzury. Dla leniwych dziewczyn kilka inspiracji w tym wpisie:

fot. Pinterest.com

fot. Pinterest.com

Kanapowy leń

Jeśli sylwestrowe szaleństwo Wam nie w smak, polecam zadekowanie się na kanapie. W zasięgu ręki należy trzymać: książkę, pilot do telewizora, gorącą herbatę i koc.

źródło: pinterest.com

źródło: pinterest.com

Jakkolwiek zdecydujecie się powitać Nowy Rok, niech będzie dla Was udany, pełen pięknych chwil i szczęśliwych przeżyć. Dobrej zabawy!

Suszenie włosów na mieście

źródłoo: thedrybar.com

źródło: thedrybar.com

Conde Nast przenosi swoje nowojorskie biuro do wieżowca 1 World Trade Center. Dla okolicznych kawiarni, sklepów, a przede wszystkim nail baru oznacza to kryzysową sytuację. Dlaczego? Głównymi klientkami są dziewczyny pracujące w wydawnictwie. Przeniesienie biura o kilkanaście bloków dalej spowoduje, że dystnas do nail baru niebezpiecznie wydłuży się do 15 minut, a takiej odległości nie da się pokonać w szpilkach. Zwłaszcza tych z czerwoną podeszwą. Koniec dowcipkowania. Do meritum.

Czytając o problemach w świecie glamour, natrafiłam na Drybar, czyli salon fryzjerski, gdzie nie ścina się włosów, nie koloryzuje, tylko je układa. I to zawsze za 40 dolarów, co w USA jest ponoć niską stawką w porównaniu z ponad 60 dolarami, które trzeba wydać za podobną usługę w klasycznym salonie fryzjerskim. O cenach nie będę dyskutować, ale sam pomysł uważam za rewelacyjny. Przecież włosy ułożone przez profesjonalistę, zawsze wyglądają lepiej.

Drybar proponuje kilka rodzajów suszenia. od gładkiego Mahattanu, przez loki Cosmo, po Mai Thai, czyli lekki nieład niczym z plaży. Specjalnością zakładu jest Straight Up, czyli proste włosy z odrobiną objętości.

Jak tylko będę w NY robić moje coroczne zakupy ciuchowe, na pewno wybiorę się do Drybaru ;-D

Gadżeciarskie zgrzebło do włosów

 

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Wstyd się przyznać, ale ja dopiero odkryłam szczotki do włosów Tangle Teezer. Słyszałam o nich już dawno, dawno temu, ale dopóki nie zawitały pod strzechę drogerii, którą mijam na trasie piekarnia-kiosk, to nie miałam okazji im się przyjrzeć z bliska. Kupiłam dwie i pewnie jeszcze kupię kilka na prezent.

Pierwszą szczotkę Tangle Teezer kupiłam mamie, która boryka się z wypadającymi i przesuszonymi włosami oraz codziennie myje włosy i układa fryzurę. TT ułatwia rozczesywanie, co rodzicielka potwierdza. Mimo to mama nie przyjęła nowego nabytku z entuzjazmem, bo…  nie ma rączki!

Moja konserwatywna, jeżeli chodzi o budową szczotek, mama być może nie polubi TT nigdy, za to ja i moja córka lubimy ją bardzo. Noszę włosy do ramion, córuchna podobnie, więc o poranku rozczesywanie odbywa się szybko i bez powtarzalnego dialogu “ała!-przepraszam”. Równie dobrze szczotka radzi sobie z mokrymi włosami, choć stawiają większy opór.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Ząbki szczotki są elastyczne. Sądziłam, że będą się uginały i “gubiły” włosy. Tak się nie dzieje – szczotka po reklamowym jednym pociągnięciu rozczesuje włosy i – tak, chyba to widzę – wygładza je.

Szczotka jest estetycznie wykonana, ma ergonomiczny kształt, tzn. dobrze leży w dłoni (brak tej rączki nie daje się we znaki), zajmuje mało miejsca w torebce i jest gadżetem.

Wybrałam TT w wersji podróżnej, tzn. z zamykanym wieczkiem. Jest ciut mniejsza od klasycznej. Szczotki występują w wielu kolorach. Są także szczotki dla dzieci ze specjalnym kubeczkiem na gumki i spinki.

Cena: 55 zł za klasyczną, 65 zł za wersję podróżną, 49 zł za wersję dla dzieci, a na Allegro o połowę taniej.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl