fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Stanęłam w Rossmannie przed stojakiem z lakierami Essie i zapragnęłam któregokolwiek. Gdy przyjrzałam się ofercie, okazało się, że jest mocno okrojona (w każdym czy tylko w moim Rossmannie?) i że właściwie każdy odcień już mam. I co tu robić? Odpowiedź jest prosta: mieszać!

Mieszanie lakierów to dziecinnie prosta sprawa. Najprościej wymieszać dowolny kolor z sypkim brokatem oraz kroplą czarnej emalii lub opalizującego lakieru dającego efekt halo. Możliwości jest masa.

Na pewno łączyłyście kolory farb w szkole, więc może pamiętacie, że nie należy przesadzać z ciemnymi kolorami, lecz dodawać je w małych ilościach stopniowo za każdym razem sprawdzając efekt.

Lakiery najlepiej mieszać w plastikowej miseczce, talerzyku, czymkolwiek. Lepiej nie wlewać ich bezpośrednio do butelki, bo ciężko dobrać właściwe proporcje oraz wymieszać składniki.

Najlepsze połączenia:

  • 2/3 burgundowego + 1/3 czarnego + odrobina srebrnego sypkiego drobnego brokatu
  • zabawne kształty brokatu + lakier nawierzchniowy top coat

Macie jakieś propozycje?

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Manicure hybrydowy to zobowiązanie – regularne wizyty u kosmetyczki dają najlepsze efekty, co potwierdzam jako naoczny świadek. Moja bratowa i moja przyjaciółka mają zawsze nieskazitelny manicure i ciekawe kolory. Ja z regularnością mijam się o lata świetlne, więc pozostaje mi zwykły lakier.

Na Miracle Gel od Sally Hansen polowałam mozolnie. Chodziłam od sklepu do sklepu, ale nigdzie nie było Top Coatu, bez którego nie ma efektu. Po tygodniu się poddałam i zamówiłam produkty na Allegro.

Kurier jeszcze nie wrócił nawet na parter, gdy ja już próbowałam lakierów. Niestety, efekty są mizerne.

Jak działa?

Lakiery bez warstwy wierzchniej Top Coat Miracle Gel są zwyczajne i nie odbiegają jakością od innych. Dopiero Top zmienia je w mocne i lśniące powłoki.

Top Coat zawiera fotoinicjator, który utwardza lakier kolorowy. Niepotrzebna jest tu lampa LED czy UV, a jedynie światło dzienne (a co jeśli maluję paznokcie na wieczór?). To właśnie światło dzienne ma być kluczem do sukcesu, bo z upływem czasu warstwa lakieru staje się coraz mocniejsza – tyle obietnice.

Jak używać?

Na przemyte zmywaczem paznokcie nakładam cienką warstwę lakieru. Lakiery mają średniej długości gruby, ale precyzyjny pędzelek. Są lejące, ale przylegają do paznokcia – nałożenie cienkiej warstwy nie jest problemem.

Staram się być dokładna, więc gdy skończę – pierwszy paznokieć jest już suchy, czyli przy dotknięciu opuszkami palców nie zostają ślady. Zabieram się wtedy od razu za drugą warstwę. Teraz należałoby odczekać 5 minut, które pewnie robią różnicę. Ja zwykle nie mam aż tyle czasu i od razu nakładam Top Coat.

Z nakładaniem Top Coatu trzeba być równie uważnym, co przy malowaniu kolorowym lakierem. Niedokładnie nałożony – np. zbyt oszczędnie przy skórkach, aby ich nie zalać – zemści się w postaci jakby „schodka”. Będzie dokładnie widać granicę między kolorowym lakierem a topem.

Czy taki manicure jest trwały?

Tuż po nałożeniu – nie. Lakier może się zmarszczyć. Dlatego ja maluję paznokcie na noc. No, ale wtedy światła dziennego to one nie uświadczą. Czy to ma jakiś wpływ na ich trwałość? Nie wiem, ale powątpiewam, aby miało to jakiekolwiek znaczenia.

Producent twierdzi, że manicure Sally Hansen może się utrzymać 14 dni i daje efekt hybrydy. Rzeczywiście, manicure jest trwały w porównaniu do zwykłych lakierów do paznokci, ale w zderzeniu z tzw. hybrydą wypada blado. U mnie 5 dni to był maksymalny czas, gdy manicure wyglądał dobrze, ale zdecydowanie częściej były to… 2 dni. Najczęściej lakier zaczyna się ścierać na końcówkach. Z trwałością hybrydy, którą w moim przypadku zdejmuję przed czasem, bo nie lubię długich paznokci, nie ma tu więc w ogóle porównania.

Dużo trwalszy – co nie dziwi – okazał się pedicure. Ale stopy nie są narażone na urazy związane z pracami domowymi czy ciągłą styczność z wodą, detergentami.

Dużym zaskoczeniem dla mnie był Top Coat i efekt lśniącej powłoki, którą daje. Może to jest ten efekt hybrydy? Jednak tej mizernej trwałości nijak wybronić się nie da. Dla mnie za droga i za długa zabawa, jak na manicure na dwa dni.

Cena: ok. 35 zł za jeden lakier lub ok. 50 zł za zestaw top + lakier

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Rozdwajające się paznokcie to mój przednówkowy rytuał. Towarzyszą mi nawet w ciąży, kiedy to skóra, włosy i paznokcie mają szansę być najzdrowsze. Szukam więc remedium na moją przypadłość. Dałam szansę odżywce Sally Hansen, bo zwykle mogłam liczyć na produkty tej marki. Okazuje się, że należało polować na sprawdzone odżywki, a nie inwestować w nową, która nie spełniła moich oczekiwań.

Odżywka Maximum Strength według obietnic z opakowania potrafi w ciągu tygodnia przywrócić połamanym i rozdwajającym się paznokciom siły witalne. Sprawdziłam. Rezultat: nie ma różnicy przed i po zastosowaniu odżywki.

Przed pierwszym użyciem wszystkie paznokcie prawej dłoni były połamane lub rozdwojone. W lewej było tylko nieco lepiej – z 3 na 5 pazurów mogłam zdzierać wierzchnie warstwy paznokcia płatami. Odżywka „skleiła” paznokcie, ale to akurat potrafi każdy lakier. Po trzech tygodniach stosowania (co 2 dni, bo dłużej odżywka się nie utrzymuje) paznokcie nadal się rozdwajają, choć muszę przyznać, że są nieco dłuższe. Jednak żadnych spektakularnych efektów nie odnotowałam.

Wielkim rozczarowaniem okazał się pędzelek – długi, nieporęczny, nabierający zbyt dużo lakieru – oraz konsystencja odżywki – wodnista, lejąca, trudna do równomiernego rozprowadzenia, łatwo zasychająca w formie zacieków.

Na paznokciu jedna warstwa odżywki daje matowy efekt. Za którymś razem w końcu nauczyłam się malować tym długim pędzelkiem i udało się nałożyć równomierną warstwę – w miarę dobrze to wygląda. Dwie warstwy natomiast dają efekt lukrowanego różu na paznokciach, ale konsystencja odżywki nie pozwala na równomierne zlanie się koloru nawet po wyschnięciu, przez co manicure wygląda niestarannie.

Lepiej zainwestować w sprawdzone hity Sally Hansen, np. Hard as Nails.

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Brokatowy lakier trzyma się paznokci niemal tak dobrze jak poranne płatki śniadaniowe na ściankach miseczki, która cały dzień czekała w zlewie, aż ktoś się zlituje. Jak się więc pozbyć brokatowego lakieru do paznokci nie zdzierając przy tym paznokci? w prostych trzech krokach:

1. Przygotować zmywacz, płatki kosmetyczne i folię aluminiową porwaną na oko w kwadraty.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

2. Nasączone zmywaczem płatki (można rwać na pół – ja tak robię, bom z Krakowa) nakładać na kolejne paznokcie i owijać kawałkami folii tak, aby płatek ściśle przylegał do paznokcia.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

3. Po odczekaniu kilku minut, zsunąć folię wraz z płatkiem z jednego palca. Jeżeli lakier łatwo schodzi, usunąć pozostałe „opatrunki”. Jeżeli nie, zaczekać jeszcze chwilę.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Gotowe.