Lactacyd to mój sprawdzony kosmetyk do higieny intymnej. Odpowiednie pH i kwas mlekowy sprawiają, że wszystkie kosmetyki tej marki sprawdzają się bardzo dobrze . Wyjątkiem jest płyn z mentolem, który najpierw daje uczucie szczypania, a dopiero później dociera do mnie, że to mentol „chłodzi” i tak ma być – nieprzyjemne wrażenie. Taka czarna owca w rodzinie. A skoro o rodzinie mowa, to wspomnę o nowym jej członku. Lactacyd ma od niedawna w ofercie olejek do higieny intymnej. Czytaj dalej

Balsam do ciała – wciąż nie znalazłam mojego ulubieńca. Właściwie nie dziwię się, skoro oba balsamy, którym poświęcam dzisiejszy wpis, kupiłam impulsywnie. Jeden, bo chciałam coś wygodnego do stosowania w pośpiechu; drugi, bo chciałam coś bliżej natury, tak modnej obecnie w kosmetycznym światku. Łączy je to, że oba mają w składzie masło kakaowe. Czytaj dalej

Bioderma, Seyo, Tołpa, Hada Labo, Perfecta fot. Zalotka.pl

Jest coś satysfakcjonującego w pustym opakowaniu po kosmetyku. Po pierwsze, zużyłam, a więc spełnił moje wymagania. Po drugie, dobrze zainwestowałam. Po trzecie, mogę kupić coś nowego! Niestety, nie zawsze jest tak dobrze. Zbyt często punkt pierwszy i drugi nie są spełnione.

Wyleczyłam się już z trzymania w szafce kosmetyków, które nie spełniają swojego zadania. Wyrzucam zwykle takie produkty na bieżąco, ale jakiś czas temu postanowiłam je zebrać w jednym pudełku, aby zobaczyć, ile tak naprawdę wpadek zaliczam. Co uzbierałam w ciągu ostatniego kwartału?

Poniżej przypadkowy mix zarówno kosmetyków, które zużyłam do ostatniej kropli, jak i takich, które po okresie testowym lądują w koszu, ponieważ nie spełniają swojej funkcji.

Łagodny żel-pianka do mycia twarzy Tołpa Simply, czyli prosta pielęgnacja

Tołpa Simply żel pianka do mycia twarzy łagodna opinie fot. Zalotka.pl

Świetny produkt o wyważonym działaniu – dobrze oczyszcza, ale nie ma uczucia ściągnięcia i wysuszenia. Bardzo delikatnie pieni się i łatwo spłukuje. Seria Simply ma ułatwiać pielęgnację i być odpowiedzią na codzienne potrzeby skóry wrażliwej. Żel-pianka ma oczyszczać, odświeżać, koić podrażnienia i nawilżać. To, co ja mogę potwierdzić to na pewno bardzo przyjemne uczucie świeżości, oczyszczonej cery, która nie reaguje wypryskami. Nie wiem, czy może ukoić podrażnienia, ale na pewno ich nie powoduje, co dla mnie jest ogromnym plusem, bo nie cierpię kosmetyku, który oczyszcza mnie do czerwoności.

Produkt kupiłam w Biedronce za niecałe 10 zł i od tej pory nie widziałam tej serii nigdzie. Co za pech.

Peeling orzechowo-cukrowy Seyo, czyli pułapka skojarzeń

Peeling orzechowo-cukrowy Seyo fot. Zalotka.pl

Z czym mi się kojarzy peeling cukrowy? Z gęstym produktem. Dodatkowo orzechowy, a więc super – nie ma tych plastikowych drobnych kuleczek, tylko naturalny proszek z łupin orzechów – zawsze to bardziej przyjazne i dla skóry, i dla środowiska. Niestety, te skojarzenia zawiodły i okazało się, że mam w ręce coś zupełnie innego.

Dodam, że kupowałam w atmosferze niezadowolenia dziecka nr 2 oraz skrajnego znużenia dziecka nr 1. Peeling stał za ekspedientką przy kasie w Drogerii Natura. Nie miałam więc chwili, by mu się przyjrzeć. W składzie: na drugim miejscu SLS, którego staram się unikać, jak mogę. Ponadto peeling jest wodnisty. Nałożony nawet na suche ciało, gdzieś znika i efekt jest żaden. Adieu, oszuście!

Głęboko nawilżająca maska na tkaninie Hada Labo, czyli ulegam modzie

Nawilżająca maseczka Hada Labo opinie fot. Zalotka.pl

Maseczka w płachcie – najmodniejszy gadżet ostatnich czasów. Nie znalazłam jeszcze idealnej i poszukiwania trwają. Nie wiem tylko, czy prędzej się nie zniechęcę. Natrafiłam na maseczkę Hada Labo. Udało mi się ją wygodnie ułożyć na twarzy. Zdjęłam po kwadransie i zgodnie z instrukcją pozostawiłam resztki niewchłoniętego płynu na twarzy.

Moja twarz świeciła się po tym wieczornym zabiegu do samego rana. Maseczka nawilża, bo nie miałam ściągniętej cery, ale żadnych cudów nie zauważyłam. Nie było tego uczucia odżywienia i wzrostu sprężystości cery, który cenię.

Odkryłam, że jest także druga jej wersja, hialuronowa. Być może będzie to strzał w 10 np. jako maseczka przed makijażem. Będę testować.

Antyperspirant w sztyfcie Deoball Bloom Rose Perfecta, czyli nie tylko opakowanie się liczy

Deoball Blossom Rose Perfecta opinie fot. Zalotka.pl

„Innowacyjny antyperspirant w oryginalnym sztyfcie prosto z Japonii!” – tak, teraz azjatyckie sposoby na pielęgnację są w modzie (przeczytaj koniecznie: Koreańska pielęgnacja nad Wisłą). Skusiło mnie opakowanie – różowa kuleczka, wszystkie informacje o tym, że po zastosowaniu tego specyfiku na 72 godziny staniesz się bezwonną istotą wydzielającą z siebie jedynie lekki zapach kwitnącej róży zostały zapisane na kartoniku. Sam dezodorant jest estetycznym gadżetem do torebki.

Niestety, w środku znajduje się kremowy sztyft. Po zastosowaniu na skórę wciąż jest niewidoczny. Jednak po kilku godzinach odkryłam, że moje pachy, bluzka oraz bielizna są białe. Tak, nie spociłam się, ale i tak wszystko trzeba solidnie wyprać. Dawno już zarzuciłam sztyfty – jeszcze w liceum – i jestem wierna dezodorantom w kulce.

Krem natłuszczający do twarzy i ciała Atoderm Bioderma, czyli sprawdzone rozwiązanie

Krem Atoderm Bioderma opienie fot. Zalotka.pl

Krem wylądował w mojej łazience po konsultacji z dermatologiem w sprawie skóry synka. Moje dziecko miało silną reakcję alergiczną. Kiedy już wytypowałam potencjalnego winowajcę i usunęłam z diety dziecka, trzeba było przywrócić równowagę skóry, by mój kilkulatek znów był mięciutki jak kaczuszka. Atoderm wszedł do pielęgnacji także starszaka, czyli 6-letniej córki, a i ja zaczęłam dzieciakom podkradać ich balsam.

Krem Atoderm (jest także balsam) ma bardzo dobre właściwości natłuszczające, więc nadaje się dla skóry suchej, odwodnionej. Nie jest tłusty, gładko się rozprowadza i szybko wchłania. Jest bezzapachowy. Ma wygodnie opakowanie w pompce, więc przy wieczornej pielęgnacji dzieciaków jest bardzo wygodny. Właściwie nadaje się do pielęgnacji skóry od stóp do głów.

Od kilku lat olej kokosowy jest uznawany za naturalne i łatwo dostępne remedium na wiele problemów ze skórą czy włosami. To prawda, ale nie cała. Olej kokosowy ma też ciemną stronę.

Chociaż olej kokosowy ma wiele zastosowań, ja wykorzystuję go do zaledwie dwóch celów. W kuchni sprawdza się przy smażeniu naleśników, a w pielęgnacji ciała używam go do wyrobu domowych peelingów cukrowych do ciała. I tyle.

Jest jednak wiele osób, którym olej kokosowy zastąpił kosmetyki do demakijażu, balsam do ciała, krem do rąk, maseczkę do włosów, pastę do zębów a nawet krem z filtrem przeciwsłonecznym.

Czy olej kokosowy jest dobry dla skóry i włosów

Olej kokosowy stosowany sporadycznie może mieć wspaniałe właściwości, np. wygładzić włosy. Jednak przy częstym sięganiu po to rozwiązanie, możemy doprowadzić do sytuacji, gdy włos jest otoczony warstwą okluzyjną oleju, nie przyjmuje wilgoci i zaczyna się puszyć.

Podobnie ze skórą. Chcąc ją nawilżyć możemy osiągnąć odwrotny efekt – wysuszony, łuszczący się naskórek oraz zmarszczki, a nawet reakcje alergiczne. Codzienne stosowanie oleju kokosowego zamiast kremu czy balsamu do ciała, może mieć zgubny skutek, ponieważ nie odżywiamy skóry. Dla osób ze skłonnością do powstawania wyprysków, olej kokosowy może się okazać wysoce komedogenny, czyli zapychający pory.

Bardzo dużo uwagi należy także przykładać do wyboru odpowiedniego oleju kokosowego. Na każdym oleju znajdziemy słowa: ekologiczny, czysty, virgin, z pierwszego tłoczenia, tłoczony na zimno etc. To, czego należy szukać na etykiecie, to informacja czy olej jest rafinowany czy nierafinowany. Nierafinowany jest określany jako virgin, ma wyraźnie kokosowy zapach i jest uważany za ten lepszy dla skóry.

Ostrożnie z olejem kokosowym

Czy olej kokosowy należy zatem odstawić zupełnie? Tak i nie. Nie, bo ma dobre właściwości natłuszczające. Ale polecałabym stosować go z umiarem – 2 razy w tygodniu całkowicie wystarczą. Zamiast oleju kokosowego warto sięgnąć po masła do ciała. Mają o wiele lepsze właściwości odżywcze.

A jakie Ty masz doświadczenia z olejem kokosowym?