fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Stanęłam w Rossmannie przed stojakiem z lakierami Essie i zapragnęłam któregokolwiek. Gdy przyjrzałam się ofercie, okazało się, że jest mocno okrojona (w każdym czy tylko w moim Rossmannie?) i że właściwie każdy odcień już mam. I co tu robić? Odpowiedź jest prosta: mieszać!

Mieszanie lakierów to dziecinnie prosta sprawa. Najprościej wymieszać dowolny kolor z sypkim brokatem oraz kroplą czarnej emalii lub opalizującego lakieru dającego efekt halo. Możliwości jest masa.

Na pewno łączyłyście kolory farb w szkole, więc może pamiętacie, że nie należy przesadzać z ciemnymi kolorami, lecz dodawać je w małych ilościach stopniowo za każdym razem sprawdzając efekt.

Lakiery najlepiej mieszać w plastikowej miseczce, talerzyku, czymkolwiek. Lepiej nie wlewać ich bezpośrednio do butelki, bo ciężko dobrać właściwe proporcje oraz wymieszać składniki.

Najlepsze połączenia:

  • 2/3 burgundowego + 1/3 czarnego + odrobina srebrnego sypkiego drobnego brokatu
  • zabawne kształty brokatu + lakier nawierzchniowy top coat

Macie jakieś propozycje?

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Droga do gładkich pięt prowadzi przez regularny pedicure i codzienne kremowanie. Ja poszłam na skróty i nie wyszłam na tym dobrze.

Złuszczająca maska do stóp L’biotica trafiła do mojego koszyka w ostatniej chwili. Takie obietnice! Najwyższy standard pielęgnacji, złuszcza i pielęgnuje, skutecznie usuwa martwy, zrogowaciały naskórek…

Na maseczkę rzuciłam się tak szybko, że nie zdążyłam jej nawet zrobić zdjęcia. W opakowaniu znajdują się dwa plastikowe worki wycięte w kształt skarpety w rozmiarze 48. Należy rozciąć każdy worek u góry, włożyć stopy i zabezpieczyć zwykłymi skarpetkami. Maskę należy pozostawić na 60-90 minut. Ja wytrzymałam 25 minut, ponieważ moje palce zaczęły szczypać.

Nie sądzę, aby zastosowanie maski przez czas zgodny z instrukcją dało pożądane efekty. Raczej zintensyfikowałoby obecną katastrofę. Mam przesuszoną skórę, która łuszczy się w miejscach bardzo delikatnych: wierzch palców, opuszki, przestrzenie między palcami, podbicie. Zgrubiała skóra na pięcie jak była, tak jest. Jasne, po 60 minutach też pewnie zaczęłaby się łuszczyć, ale wtedy nie miałaby się chyba już czego trzymać.

Zdecydowanie nie polecam.

 

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Elektryczny czy może – jak chce producent – elektroniczny pilnik? Według mnie nazywanie tego pilnika na baterie urządzeniem elektronicznym jest nadużyciem. Nie mogę posiłkować się tu żadną definicją, a jedynie intuicją, które każe mi nazywać przedmioty typu radio, smartfon, telewizor elektronicznymi, a przedmioty takie jak odkurzacz czy rzeczony pilnik Scholla elektrycznymi, bo są na prąd (z gniazdka czy z baterii – mniejsza o to). Dobrze, przyczepiłam się, więc mogę przejść do meritum. Czy diamentowy obrotowy pilnik do stóp działa?

Nie ja pierwsza chciałam się o tym przekonać. Żarty na bok.

Pilnik działa. Dobrze ściera suchą skórę, ale jeżeli od dwóch miesięcy nie zajęłyście się swoimi stopami, to cudów nie ma. To nie frezarka, którą posługują się kosmetyczki, a zabawka na cztery „paluszki”. Pilnikiem można osiągnąć dokładnie taki sam efekt, jak pumeksem, ale nie trzeba się natrudzić trąc. Dodatkowo pilnik ma trzy głowice o różnym stopniu ziarnistości: od gruboziarnistej głowicy do twardej skóry, przez drobnoziarnistą do częstego stosowania oraz wygładzającą, aby skóra była miękka i bez zadziorów. To też można osiągnąć pumeksem różnicując siłę, z jaką przykładamy go do skóry. A propos siły nacisku – pilnik zatrzymuje się, gdy zbyt mocno dociskam go do skóry. Początkowo mnie to denerwowało, ale szybko odkryłam, że to nie siła a koliste drobne ruchy dają najlepszy efekt.

Wymiana głowic jest prosta – jedno kliknięcie i już. Po użyciu głowicę trzeba opłukać, a urządzenie przetrzeć z pyłu, który na nim osiadł. Baterie starczają na długo – ja wciąż używam tych samych, które włożyłam do urządzenia tuż po zakupie 2 miesiące temu.

Czy warto więc inwestować 100-170 zł (niezły rozstrzał cenowy) w pilnik plus dodatkowo 50 zł za głowice? Według mnie warto… poszukać promocji w internecie i kupić pilnik wraz z głowicami za niecałe 100 zł, jeżeli bardzo chcecie go mieć. Używanie pilnika nie wymaga wysiłku przez co może chętniej i częściej po niego sięgam. A systematyczność robi swoje – stopy są zadbane i gładkie.