Perfumy, których czas minął… i dlatego warto je nosić

Świat perfum mnie ostatnio słabiej ekscytuje, stąd mniej wpisów. Wydaje mi się, że najmniej ważnym elementem tworzenia nowego zapachu jest sam zapach. Mamy za to budżet i brak miejsca na kreatywne ryzyko. Nie zamierzam marudzić ani popadać w nobliwą postawę “kiedyś to były zapachy”, ale gdyby tak z ciekawości sięgnąć po perfumy, które onegdaj święciły triumfy, a dziś są nieco zapomniane? Nieważne, czy nazwiemy je starociami czy perełkami vintage. Były inne. Od siebie i od tych dzisiejszych słodziaków. Oto moja lista perfum wartych uwagi. Zapraszam w sentymentalną podróż w przeszłość.  Czytaj dalej

Słodka, owocowa i tropikalna Escada Fiesta Carioca

Co roku Escada wprowadza nowy zapach specjalnie na lato. Zawsze jest to wariacja na temat słodkich i owocowych nut. Dla mnie są to wyczekane premiery zwiastujące nadejście lata. W 2017 roku nowa kompozycja limitowana to Fiesta Carioca. Jednocześnie jest to zapach, którym Escada świętuje ćwierćwiecze swojej tradycji letnich perfum. Czytaj dalej

Zielona herbatka na upał

 

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Nic mnie tak nie odświeża jak mgiełka Ardenowskiej zielonej herbatki. Nie oszczędzam. Spryskuję wszystko: siebie, wentylator, robię “perfumowaną chmurkę” i w nią wskakuję. Orzeźwiająca przyjemność. Zapach oczyszczający umysł. Energetyzujący. I krótkotrwały jak kometa.

Green Tea od Elizabeth Arden spowszedniała bardzo, spadła na najniższe półki w Rossmannach, pałęta się po paletach w Biedronkach i ogólnie nie otrzymuje należnego jej szacunku. A to zapach klasyczny, prosty, podstawowy i uniwersalny. I z historią.

Zapach powstał w 1999 roku i jest jednym z flagowych produktów marki. Uzupełniany limitowanymi edycjami do dziś święci triumfy sprzedażowe. Perfumy stworzył Francis Kurkdjian, znany z zapachów Jean Paul Gaultiera. Kompozycję otwiera rześkie uderzenie mięty i cytrusów,. które przytępiają nieco przebijające się w nucie serca kwiaty: goździk i jaśmin. W bazie znajdujemy zieloną herbatę, nasiona selera i podstawę piżmowo-ambrową. Dla mnie niemal nieobecną.

Green Tea to perfumy, które zdają się powoli “wsiąkać” w skórę. Po kilkudziesięciu minutach są niemal niewyczuwalne dla osoby, która je nosi. Nie zostawiają za sobą ogona świeżości, ale trwają przyczajone na skórze. Wyczuwalne z bardzo bliskiej odległości.

Jeśli sięgniemy po Green Tea w perfumerii, odkryjemy, że w serii znajduje się wspaniały balsam do ciała z kuleczkami miodu, które rozcierają się na skórze oraz orzeźwiający żel, który daje poczucie czystości absolutnej.

Mój czuły nos już dawno temu odkrył, że Green Tea upodobały sobie siostry zakonne oraz niektóre starsze panie. Ja uważam, że w upalne dni Green Tea nadaje się dla każdego stanu.

Cena: 19 zł za 50 ml perfumowany dezodorant

Rajski zapach z katalogu

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Nie omijam corocznego słodziaka Escady dla dziewcząt. To już taka moja letnia tradycja, choć wiem, że nic nowego nie poczuję. Ale Escada umie tworzyć ten klimat rajskich wakacji, tropików i beztroski. Born in Paradise to oczywiście owocowo-kwiatowy koktajl.

Kompozycja nowej “eskadki” jest ciut mniej słodka niż ubiegłoroczny Taj Sunset. Na liście składników znajdują się: dobrze wyczuwalne na początku zielone jabłko i arbuz, dalej wybijający się na pierwszy plan ananas i herbata jaśminowa, a w bazie piżmo, drzewo sandałowe oraz cedrowe.

Butelka ma ten sam kształt, co zawsze, a korek zdobi sztuczny kwiatek. Całość jest dobrze wykonana i nie zaskakuje tandetnym atomizerem, co cieszy, bo ostatnio w tej kwestii obniżają się loty (Coty! Ta uwaga jest do was!).

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Born in Paradise jest radosnym i energizującym zapachem. Słodycz, jaką ze sobą niesie, nie jest lepka i dusząca, ale nieco “kremowa” (bardziej jak słodki krem w ciasteczkach, niż krem do twarzy). Idealnie pasuje do zwiewnej, długiej, letniej sukienki, ale dobrze się go też nosi w mieście. Ze względu na wakacyjno-tropikalną proweniencję nie zalecam nosić go w biurze, żeby nie drażnić tych, którzy do urlopu mają jeszcze długie tygodnie.

Nie wiem, czy kiedyś wyrosnę z tego rokrocznego oczekiwania na nową “eskadkę”. Jest w tym jakaś dziecięca potrzeba posiadania wciąż nowego gadżetu i ulga, że znów jest podobnie, że nic nie zmienili. Co ja poradzę, że Escada mnie rozbraja i nie potrafię być wobec niej krytyczna. Może to po prostu są ładne zapachy i już.

Cena: EDT 30, 50, 100 ml od ok. 150 zł