Skin Delight B-Respect Sensilis

Od miesiąca mam dwa nowe kremy w mojej pielęgnacji: jeden na dzień, drugi na noc. Jak zawsze, ostrożnie wprowadzałam je do swojej pielęgnacji. Tylko wtedy mogę mieć pewność, że nie narażę się na reakcję alergiczną (mam skórę reaktywną), a jeśli już coś się stanie, łatwo będzie mi wskazać winowajcę.  Czytaj dalej

fot. zalotka.pl

Jednym z elementów mojego cowieczornego oczyszczania twarzy jest mycie jej żelem oczyszczającym. Zmywam w ten sposób pozostałości olejku do demakijażu. Olejek świetnie radzi sobie z “luzowaniem” kosmetyków do makijażu, które mają coraz trwalsze i komfortowe formuły. Aby mieć pewność, że moja skóra jest czysta i przygotować ją na krem, myję ją żelem.

Kiedyś w ogóle nie przykładałam wagi do tego, czym zmywam twarz – w końcu przecież kosmetyk do mycia ma bardzo krótką styczność z moją skórą. Dziś coraz częściej analizuję, czym myję skórę, ale jednak wciąż pokutują we mnie stare przyzwyczajenia. Stąd wybór żelu do oczyszczania jest raczej przypadkowy. Zwykle wpadam do drogerii i zbieram z półki coś o konsystencji żelu, bez drobinek peelingujących i dla skóry normalnej lub wrażliwej. Szerokim łukiem omijam wszelkie żele dla cer tłustych, gdyż są bardzo wysuszające i pozostawiają na mojej skórze nadzwyczaj nieprzyjemne uczucie ściągnięcia.

Takim właśnie losowym sposobem wybrałam moje dwa ostatnie żele do oczyszczania: L’Oreal Ideal Soft Żel-krem oczyszczający dla skóry suchej i wrażliwej oraz AA Żel nawilżający do mycia twarzy dla cery suchej/normalnej. Porównanie obydwu produktów jest oczywistością.

L’Oreal Ideal Soft Żel-krem oczyszczający dla skóry suchej i wrażliwej

fot. zalotka.pl

Komfortowy żel, który nie ściąga skóry, ale daje uczucie dogłębnego oczyszczenia. Moja cera potrzebuje oczywiście natychmiastowego nałożenia kremu lub olejku, choć produkt nie zawiera mydła. Nie ma także zapachu, co jest i dobre, i niedobre. E, kobiecie nie dogodzisz. Ma kremową konsystencję, dobrze się pieni, łatwo go spłukać, jest wydajny, nie szczypie w oczy. Opakowanie ma bardzo wąski otwór, więc dozowanie produktu jest łatwe. Samodzielnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu na czwórkę – zostają resztki tuszu do rzęs czy konturówek do oczu.

AA Żel nawilżający do mycia twarzy dla cery suchej/normalnej

fot. zalotka.pl

Żel ma rzadszą konsystencję niż ten z L’Oreal. Słabiej radzi sobie z samodzielnym zmywaniem makijażu – oceniam go na 3+. Gdy używam go po olejku do demakijażu, nie mam tego uczucia, że moja skóra jest dokładnie oczyszczona. Jego właściwości nawilżające zdają się tworzyć pewną warstwę produktu na skórze i to mi nie odpowiada. Na pewno nie ma działania wysuszającego, a skóra po jego użyciu nie jest ściągnięta. Ma przyjemny i delikatny zapach, łatwo się rozprowadza, dobrze pieni, szybko spłukuje. Jednak w subiektywnym zderzeniu z żelem L’Oreal wypada gorzej.

A Wy używacie żeli do mycia twarzy? Jakie polecacie?

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Bez względu na rodzaj cery w każdej kosmetyczce warto mieć apteczną maść z witaminą A. Za śmieszną cenę 4 zł mamy kosmetyk skupiony na jednym zadaniu: pozbyć się tych suchych skórek.

Pod nazwą witamina A kryje się wiele związków chemicznych z grupy retinoidów, z których najważniejszy dla kosmetologii jest retinol (alkohol). Ta nazwa dzięki reklamie jest znana każdej z nas – krem z retinolem ma działanie odmładzające, ponieważ może oddziaływać na włókna kolagenowe (dokładniej kwas retinowy, który jest największym stężeniem witaminy A i występuje w kosmetykach dermatologicznych oraz tych na receptę). Retinol jest dobry dla skóry, włosów, paznokci, stąd znany jest także pod nazwą witamina młodości. Witamina A jest polecana również przy zmianach trądzikowych oraz w celu zapobiegania fotostarzeniu się skóry (promienie UVA docierające do skóry zmniejszają ilość witaminy A w organizmie). Jednak użyty w złym stężeniu może powodować podrażnienie, łuszczenie, a nawet poparzenia. Więcej o działaniu witaminy A można przeczytać tutaj.

Witamina A dostępna w maści ochronnej Hasco-Leku to palmitynian retinylu, czyli ester witaminy A, jej najtańsza i najsłabiej działająca na skórę forma, a więc bezpieczna. Maść ochronną producent zaleca stosować miejscowo w celu “regeneracji naskórka, zmniejszenia rogowacenia, złagodzenia stanów zapalnych oraz ochronnie przed działaniem szkodliwych warunków atmosferycznych”.

Ja polecam maść z witaminą A na:

  • przesuszone skórki
  • spękane pięty
  • podrażnione płatki nosa podczas kataru
  • suche kolana i łokcie
  • jako nocny kompres na stopy

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Będąc w podróży kupiłam krem, bo zapomniałam swojego z domu i uznałam, że zwykły “nawilżacz” da radę. Otóż nie dał rady. Doszłam jednak do wniosku, że to nie krem jest zły, a moja skóra najwidoczniej jest już wymagająca.

Nivea Aqua Effect to krem nawilżający na dzień w wersji do cery suchej i wrażliwej. Ogólnie robi dobre wrażenie: ma solidny słoiczek, jest wydajny i daje uczucie nawilżenie, ale kompletnie nie nadaje się na krem dzienny, ponieważ długo się wchłania, a skóra się świeci, przez co jest zdyskwalifikowany jako baza pod makijaż.

Czas stanąć oko w oko z prawdą, że jeśli jeszcze raz zapomnę spakować krem do twarzy, to wersją budżetową się nie uratuję. Trzeba będzie pójść w koszta, bo mam swoje wymagania co do kremu do twarzy.

Cena: ok. 20 zł

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Mam słabość do szwedzkich blogów modowych (tu, tu i choćby tu), sklepu IKEA i północnego stylu wystroju wnętrz. Lubię też wywodzącą się z Norwegii (dziś to oczywiście międzynarodowy koncern) Neutrogenę, choć z żalem przyznaję, że czasami mam wrażenie, że jest to marka o lepszym marketingu aniżeli produktach.

Sztyft do warg

Produkt podstawowy, który każda z nas choć raz miała. Sztyft do warg zwyczajny, wydajny, prosty, bezbarwny, o nijakim zapachu. Dobrze pielęgnuje, lubię go stosować zimą pod szminkę. Ma dobrze zaprojektowane opakowanie – skuwka nie wyrabia się w miarę użytkowania i nie spada samoistnie gdzieś w czeluściach tej małej kieszonki w torebce. Na mrozie sztyft nieco trudniej się rozprowadza – Carmex nie ma tego problemu nigdy.

Krem na dzień Optymalne Nawilżenie do skóry suchej

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Moje największe rozczarowanie. Krem obiecuje wiele, ale nie należy się wiele po nim spodziewać.

Właściwie to wiele obiecuje polski dystrybutor. Na opakowaniu w języku polskim napisano, że jest to “krem na zimę”, “chroni skórę przed wpływem niekorzystnych warunków zimowych”, “szczególnie polecany na okres chłodów i zimy”. Kiedy zdejmie się kartonową osłonkę, można przeczytać oryginalny opis producenta. Tam o zimie i mrozie nie ma ani słowa! A ja go kupiłam właśnie dlatego!

Kiedyś Neutrogena miała w ofercie tłusty krem do twarzy na mróz, idealny dla narciarzy. Był takim totemem wśród moich koleżanek z klubu narciarskiego. Każda chciała się nim smarować. Już go nie produkują, więc gdy zobaczyłam produkt reklamowany jako krem na mróz, od razu się skusiłam.

Nie ma co od razu wietrzyć spisku, jednak jakaś niepewność pozostaje. Co prawda krem został przebadany w warunkach mrozu i zimy, ale kto poręczy za Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych skoro takie historie są możliwe?

Krem ma subtelny i nietrwały zapach, lekką konsystencję, filtr SPF 10, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Ma się wręcz wrażenie, że zniknął zupełnie i tu właśnie mamy do czynienia z rozczarowaniem. Skóra sucha “nie napoi” się tym produktem. Uczucie lekkiego ściągnięcia pozostaje. Dodatkowo moja cera naczynkowa lekko się różowi po zastosowaniu produktu. Jednak na plus trzeba mu zaliczyć, że jest komfortową bazą pod makijaż.

Chciałabym go móc przetestować w warunkach naprawdę zimowych, ale takie ostatnio w Polsce nie występują.

Krem do rąk szybko wchłaniający się

Stoi na biurku, żeby był pod ręką. Doskonały do codziennej pielęgnacji, o delikatnym zapachu, gęsty i kremowy, ale rzeczywiście szybko wchłaniający się – można od razu siadać do komputera.

Pozostawia na rękach nietłustą, ale wyczuwalną warstwę. Jeden z moich ulubionych kremów do rąk. Zdecydowanie produkt na chłodniejszą część roku, ponieważ na upalnie lato ten produkt jest za gęsty.

Balsam do ciała z maliną nordycką

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Obecnie to mój ulubiony balsam do ciała. Przyjemnie choć krótko pachnie, doskonale się wchłania, natłuszcza, nawilża, pielęgnuje, wygładza. Stosuję go zimą, bo jego gęsta konsystencja daje wrażenie otulenia i ochrony skóry. Mimo bogatej konsystencji nie jest lepki i szybko się wchłania.

Balsam jest dostępny w dużym opakowaniu, z pompką, co według mnie powinno być obowiązkowym opakowaniem kosmetyków tego typu, ponieważ o poranku czas jest cenny.