Archiwum miesiąca: Luty, 2010

Królestwo Alexandra McQueena

14.02.2010



Byłam pewna, że na recenzję debiutu perfumeryjnego Alexandra McQueena mam jeszcze czas. Chciałam się oswoić z Kingdom, dać sobie czas na kilka rozrzuconych w czasie spotkań z tym zapachem, poznać następców, narysować w głowie obraz projektanta poprzez jego dzieła. I oto koniec. Całość. Dwa królestwa (Kingdom i Kingdom Limited Edition), dwie królowe (My Queen i My Queen Light Mist) – oto cały dorobek perfumeryjny Lee McQueena. Po jego śmierci nic się już tutaj nie wydarzy. To nie YSL czy Dior, aby móc powiedzieć: „umarł król, niech żyje król”. Marka Alexander McQueen bez Lee McQueena nie istnieje.

Anyżowy lazur

5.02.2010

Anyżowe cukierki są moim traumatycznym wspomnieniem z dzieciństwa, kiedy z łapczywością rzucasz się na słodycze, które zawsze ci smakowały i nagle odkrywasz ten okropny smak, który wypełnia ci usta – lepka, ohydna maź, w którą zamienił się podarowany ci anyżowy cukierek. Nie znoszę anyżowych cukierków, ich smaku, wyglądu, nawet ich zapachu. Dlaczego lubię anyżowe perfumy? Pewnie dlatego, że tak jak współistnieją niejadalny dżem truskawkowy ze sklepu i przepyszny dżem z truskawek z ogródka w pewnym miejscu niedaleko Cieszyna, tak jest zapach anyżowych cukierków i Bulgari Blu II.