Eyeshadow Base, Artdeco

Nieważne jakiego cienia używam, czy robię makijaż smok(e)y eye, czy stawiam na papuzie kolory – zawsze zaczynam od bazy pod cienie Artdeco. Nakładam cienką warstwę czwartym palcem, lekko wklepuję i właściwie nic więcej nie trzeba – baza rozjaśnia powiekę i wygładza skórę. Jeśli jednak decyduję się na cienie, ich nałożenie nie zajmuje mi wiele czasu – ot, dwa machnięcia palcem. Taki niedbały makijaż utrzymuje się cały dzień, podobnie jak misterne kolorowanki na wieczorne wyjście.

Dzięki bazie cienie lepiej się rozprowadzają, mają intensywniejszy kolor i nie zbierają się w załamaniach powieki. Małe pudełko tego specyfiku jest niezwykle wydajne, choć mało wygodne dla pań z długimi paznokciami.

cienie_sypkie.jpg

Effet 3D Gloss,Bourjois

Nie wyobrażam sobie makijażu bez błyszczyka. Czasem on jeden wystarcza za cały makijaż. Musi więc być idealny. I Effet 3D jest bliski tego tytułu.

Do tego produktu nie zachęcają mnie obietnice powiększonych ust, bo moje są idealne :) Ten błyszczyk broni się sam – nie jest ani zbyt gęsty, ani zbyt wodnisty, nie jest matowy ani zbyt błyszczący. Jak każdy błyszczyk znika z ust, ale robi to po angielsku – niezauważalnie, bez grudek w kącikach i załamaniach warg. I bardzo dobrze nawilża.

Hean Peeling Aloe Active

Niezbyt wyszukane opakowanie zapowiada produkt średniej klasy, ale nic bardziej mylnego! Gruboziarnisty, zielony, orzeźwiający peeling idealnie nadaje się do codziennego stosowania wbrew powszechnym zaleceniom. Jeśli ktoś, tak jak ja, lubi się pod prysznicem wyszorować i namasować, to ten peeling jest idealny. Wygodna tuba sprawia, że ostatnią granulkę wmasujemy w swoje ciało. Ponieważ słabo się pieni, zwykle łączę go z żelem lub kremem do mycia. Uwaga! Po zastosowaniu obowiązkowo nakładać krem do ciała. Dla bardziej delikatnych ciałek polecam ten peeling przed użyciem samoopalacza.

 

zalotka_comingout.jpg

Macie przed oczami Zalotkę. Właściwie to Zalotunię. Jest jeszcze zupełnie mała ale – jak każda mała dziewczynka – wie, kim chce się stać. Wybierając się w drogę na szczyt założyła co najmniej wątpliwy zestaw kolorystyczny i prawdopodobnie może jej się zdarzyć chwilowy brak chęci do kooperacji z czytelnikiem, ale dajcie jej szansę. Ucząc się na własnych błędach 404 oraz dzięki Waszemu zainteresowaniu na pewno dojrzeje i – daję głowę – dopnie swego. Panie i panowie, powitajcie ZALOTKĘ!