Nie ma regulacji prawnych, które określałyby wymogi dotyczące kosmetyków naturalnych. Taka sytuacja na pewno jeszcze przez długi czas będzie prowadzić do nieporozumień, ale marki coraz częściej dbają o to, aby klientów w błąd nie wprowadzać. Tołpa produkuje dla Lidla nową serię kosmetyków o nazwie Nature Story. Kosmetyki zawierają ekstrakty roślinne, co jest zgodne z trendami, ale nie są to kosmetyki naturalne. Czy to coś złego? Nie, jednak rozróżnienie zrobić trzeba. Czytaj dalej

Koreański rytuał pielęgnacji

fot. Zalotka.pl

Koreanki mają promienne, jasne cery, które nie zdradzają ich wieku. Na tym punkcie kobiety Zachodu oszalały, a książki typu “Sekrety urody Koreanek” Charlotte Cho robią furorę. Książki – wstyd przyznać – jeszcze nie czytałam, a podstawy koreańskiej pielęgnacji poznałam z innych źródeł.  Z zaskoczeniem odkryłam, że moja pielęgnacja, która półtora roku temu przeszła ogromną transformację, jest w zasadzie zgodna z wytycznymi koreańskiego rytuału oczyszczania. Na czym to polega?

Koreanki korzystają z 6-10 produktów pielęgnacyjnych. Ich cera jest świetlista, promienna, nigdy matowa. Jest nawet na to specjalne określenie: chok chok, czyli błyszcząca, wilgotna skóra. Dla mnie to nie jest nowość – nie korzystam na co dzień z pudru, nie maluję twarzy kryjącym podkładem, czerpię radość z dobrej kondycji mojej skóry i braku potrzeby “robienia się” co rano. Mój makijaż może zamknąć się w kilku produktach: korektor, tusz do rzęs, bronzer, pomadka. Nie muszę dodawać, że nie jestem fanką konturowania – ale to wpis na inną okazję.

Koreanki dobierają kosmetyki do kondycji i problemów cery, a nie do wieku. Gdy byłam nastolatką, wszystkie kremy były podzielone na kategorie wiekowe – takie kamienie milowe dla kobiet. Dziś już niewiele firm dokłada na opakowaniu informację o sugerowanym wieku konsumentki. To podejście jest na pewno dużo bardziej logiczne, ponieważ potrzeby skóry w konkretnym wieku nie są identyczne.

W skupieniu na stanie skóry najważniejszym krokiem jest oczyszczanie. Ten wieloetapowy proces – od kosmetyków o najlżejszej konsystencji do tych bogatszych – jest kluczem do osiągnięcia pożądanego efektu. To oraz unikanie słońca, które dla nas jest dziwactwem.

10 kroków w koreańskiej pielęgnacji

Rozbudowany koreański rytuał składa się z następujących kroków:

Krok pierwszy: demakijaż olejkiem

Olejki w demakijażu mają swój czas. Jeżeli nie słyszałaś o olejowej metodzie demakijażu albo unikasz olejków, ponieważ masz tłustą skórę, powinnaś dać im szansę. Oleje bardzo dokładnie zmywają makijaż, sebum i brud z całego dnia. Od kosmetyków do makijażu wymagamy trwałości przez cały dzień i niezmiennej formy, a takie kosmetyki najdelikatniej usuwają właśnie olejki, które luzują i rozpuszczają makijaż.

Krok drugi: kosmetyk myjący na bazie wody

Żel lub pianka, która zmyje z twarzy pozostałości olejku i da poczucie oczyszczonej do gruntu cery, gotowej na przyjęcie kolejnych kosmetyków.

Krok trzeci: bardzo delikatny peeling

Codzienne złuszczanie powoduje lepsze wchłanianie kosmetyków,  ale odsłonięta skóra jest bardziej wrażliwa na czynniki zewnętrzne. Stąd ostatnim krokiem jest ochrona w postaci kremu z filtrem.

Krok czwarty: tonizacja

Kiedyś krok całkowicie przeze mnie pomijany. Dziś już wiem, że jest ważny, bo przywraca skórze równowagę.

Krok piąty: kuracja w postaci esencji

To wciąż niezgłębiony przeze mnie fragment pielęgnacji, ale mam już na oku kosmetyk, który pomógłby uporać się z zaczerwienieniem mojej skóry. Koreanki stosują esencje, czyli wodniste kosmetyki ze składnikami aktywnymi skierowane do walki z konkretnym problemem: zmarszczki, czerwienienie się,  przebarwienia, wypryski.

Krok szósty: pielęgnacja kierunkowa w postaci serum

To bardzo indywidualny etap. Zależy od potrzeb skóry, które się zmieniają, od jej kondycji. Najczęściej w tym punkcie stosuje się serum.

Krok siódmy: maseczka

Koreańskie maseczki w płachtach przebojem zdobyły nasze kosmetyczki. Używałam kilku i podobało mi się tak sobie. Maseczki w płachcie nie są intensywne, ale w codziennej pielęgnacji mogą się sprawdzić.

Krok ósmy: krem pod oczy

Tego kroku nikomu nie trzeba przedstawiać. Ostatnio pisałam o moich ulubionych kremach pod oczy.

Krok dziewiąty: nawilżanie w postaci kremu

To także doskonale znany każdej z nas etap. Nawilżanie jest podstawą, a zarazem zwieńczeniem codziennej pielęgnacji.

Krok dziesiąty: ochrona przeciwsłoneczna

Koreanki obsesyjnie wręcz unikają słońca. Ja nie jestem tak zasadnicza, ale stosuję kremy z filtrem przez cały rok.

Koreańska pielęgnacja po polsku – moja interpretacja

Docierają do nas kolejne koreańskie produkty (np. niedawno pisałam o makaronikach z It’s Skin), ale na pewno nie wszystkie upowszechniają się tak szybko jak wspomniane już maseczki w płachcie. Z braku stricte koreańskich produktów, ale także ze znajomości potrzeb własnej skóry, powstała moja interpretacja koreańskiego rytuału piękna. Oto moje utensylia:

Koreański rytuał pielęgnacji

fot. Zalotka.pl

Krok pierwszy. W moim oczyszczaniu fundamentem jest olejek do demakijażu. Przykładam nasączone olejkiem dłonie do twarzy i pozwalam mu chwilę pracować. Makijaż zaczyna się topić, trwałe pomadki luzują swoją formułę, wszystko spływa. Kolistymi ruchami masuję twarz i usuwam zanieczyszczenia z całego dnia. Lekko ciepły ręcznik przykładam do twarzy i delikatnie zdejmuję olejek.

Krok drugi: przemywam twarz żelem. Tu rotacja kosmetyków jest największa. Używałam L’Oreal i AA . Bardzo lubię żel Tołpa Simple Łagodny żel-piankę do mycia twarzy. Moim ulubieńcem pozostaje jednak pianka Clinique, które daje efekt jak po umyciu mydłem w kostce, ale bez uczucia ściągnięcia.

Krok trzeci i czwarty łączę stosując tonik Clinique. Ma właściwości złuszczające i tonizujące. Nie zawiera alkoholu i jest bardzo delikatny dla skóry.

Krok piąty, czyli kuracja na konkretne problemy to na razie faza przeze mnie niewykorzystywana. Być może dołożę do swojej pielęgnacji emulsję zwalczającą zaczerwienienie skóry.

Krok szósty, czyli serum lub olejek. Ostatnio naprzemiennie używam serum z witaminą C, serum na zaczerwienienia lub olejku z pestek malin Mokosh.

Krok siódmy pomijam rano, ale wieczorem korzystam z dobrodziejstwa maseczek i multimaskingu, czyli nakładam różne maski na różne partie twarzy.

Krok ósmy, a więc krem pod oczy to podstawa i obecnie jestem oddana w pełni All About Eyes Clinique.

Krok dziewiąty, czyli nawilżanie kremem. Mam ich kilka i stosuję je w zależności od mojej oceny stanu skóry.

Krok dziesiąty przenoszę do makijażu i podkładu z filtrem SPF. W tej chwili z powodu smogu ograniczam przebywanie na zewnątrz do minimum. Latem używałam emulsji Clarins UV Protection. Zaintersował mnie także podobny krem z Shiseido.

Jakie są rezultaty koreańskiej pielęgnacji

Przecież jak nałożę to wszystko na twarz, to rano będę miała pryszcze! Otóż nie. Nie pamiętam, jak wygląda pryszcz na twarzy. Od półtora roku rozbudowuję moją pielęgnację, przede wszystkim oczyszczanie wieczorne. Oczywiście kremy i olejki nie załatwią wszystkiego. Dbam o siebie, ale nie przesadnie. Po prostu nie jem niskiej jakości oraz przetworzonego jedzenia, nie piję gazowanych napojów, bo ich nie lubię. Lubię słodycze, wino oraz pizzę i tego sobie nie odmawiam. Nie wiem, który element ma większy wpływ na kondycję mojej skóry, ale w efekcie jest ona promienna i zbiera komplementy. Widać koreańska pielęgnacja działa.

Próbowałaś koreańskiej pielęgnacji? Masz pytania albo rady? Zostaw komentarz.

fot. zalotka.pl

Jednym z elementów mojego cowieczornego oczyszczania twarzy jest mycie jej żelem oczyszczającym. Zmywam w ten sposób pozostałości olejku do demakijażu. Olejek świetnie radzi sobie z “luzowaniem” kosmetyków do makijażu, które mają coraz trwalsze i komfortowe formuły. Aby mieć pewność, że moja skóra jest czysta i przygotować ją na krem, myję ją żelem.

Kiedyś w ogóle nie przykładałam wagi do tego, czym zmywam twarz – w końcu przecież kosmetyk do mycia ma bardzo krótką styczność z moją skórą. Dziś coraz częściej analizuję, czym myję skórę, ale jednak wciąż pokutują we mnie stare przyzwyczajenia. Stąd wybór żelu do oczyszczania jest raczej przypadkowy. Zwykle wpadam do drogerii i zbieram z półki coś o konsystencji żelu, bez drobinek peelingujących i dla skóry normalnej lub wrażliwej. Szerokim łukiem omijam wszelkie żele dla cer tłustych, gdyż są bardzo wysuszające i pozostawiają na mojej skórze nadzwyczaj nieprzyjemne uczucie ściągnięcia.

Takim właśnie losowym sposobem wybrałam moje dwa ostatnie żele do oczyszczania: L’Oreal Ideal Soft Żel-krem oczyszczający dla skóry suchej i wrażliwej oraz AA Żel nawilżający do mycia twarzy dla cery suchej/normalnej. Porównanie obydwu produktów jest oczywistością.

L’Oreal Ideal Soft Żel-krem oczyszczający dla skóry suchej i wrażliwej

fot. zalotka.pl

Komfortowy żel, który nie ściąga skóry, ale daje uczucie dogłębnego oczyszczenia. Moja cera potrzebuje oczywiście natychmiastowego nałożenia kremu lub olejku, choć produkt nie zawiera mydła. Nie ma także zapachu, co jest i dobre, i niedobre. E, kobiecie nie dogodzisz. Ma kremową konsystencję, dobrze się pieni, łatwo go spłukać, jest wydajny, nie szczypie w oczy. Opakowanie ma bardzo wąski otwór, więc dozowanie produktu jest łatwe. Samodzielnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu na czwórkę – zostają resztki tuszu do rzęs czy konturówek do oczu.

AA Żel nawilżający do mycia twarzy dla cery suchej/normalnej

fot. zalotka.pl

Żel ma rzadszą konsystencję niż ten z L’Oreal. Słabiej radzi sobie z samodzielnym zmywaniem makijażu – oceniam go na 3+. Gdy używam go po olejku do demakijażu, nie mam tego uczucia, że moja skóra jest dokładnie oczyszczona. Jego właściwości nawilżające zdają się tworzyć pewną warstwę produktu na skórze i to mi nie odpowiada. Na pewno nie ma działania wysuszającego, a skóra po jego użyciu nie jest ściągnięta. Ma przyjemny i delikatny zapach, łatwo się rozprowadza, dobrze pieni, szybko spłukuje. Jednak w subiektywnym zderzeniu z żelem L’Oreal wypada gorzej.

A Wy używacie żeli do mycia twarzy? Jakie polecacie?

fot. zalotka.pl