Pudrowanie noska i malowanie usteczek
tagi: porady

Spotykasz się w restauracji? Jedziesz tramwajem? Pracujesz w otwartym biurze? We wszystkich tych przypadkach przysłowiowe pudrowanie noska odbywa się zwykle w toalecie. Ale co w przypadku, gdy chcemy tylko umalować usta?
W lustereczku z eleganckiej puderniczki, zgrabnie trzymanej w wypielęgnowanej dłoni, przegląda się atrakcyjna kobieta, która w skupieniu i z niezwykłą dokładnością powoli maluje usta krwisto czerwoną szminką. Zmysłowo zaciska wargi i na powrót lekko rozchyla usta. Tak, to na pewno jest seksowne, ale zdecydowanie nie jest w dobrym tonie.
Zalotka jest zdania, że poprawianie makijażu w miejscu publicznym, podczas biznesowego spotkania lub po prostu w gronie osób, których się nia zna jest ciężkim przestępstwem przeciw kobiecości. Makijaż ma być statystą – ma pozostać niezauważony i anonimowy. Nie można się publicznie przyznawać, że te piękne rzęsy to zasługa zwykłego czarnego tuszu, a kuszące koralowe usta to w istocie jakaś kolorowa maź.
Autor: Faflonietta, data publikacji: 5.09.2008
5 września 2008 08:50
racja.
5 września 2008 11:55
WTF? Przeciez kazdy srednio myslacy albo raczej widzacy czlowiek w 2 sekundy orientuje sie czy panna ma makijaz czy nie, wiec co za roznica czy go poprawi przy innych”".
5 września 2008 17:54
Swoje zdanie zalotka może sobie wsadzić, nikt mi nie będzie mówił ani mnie pouczał jak i gdzie mam się malować!!!
5 września 2008 21:05
Popieram ! Bezsesn jak ktoś się mauje publicznie :D :P
6 września 2008 19:08
czy ja wiem…
6 września 2008 20:20
Heh- to raczej chodzi o taki niepisany układ- tak ma być.
niby dlaczego większość z nas nie lubi sie pokazywać bez makijażu?
12 września 2008 18:28
racja.
12 września 2008 18:58
dobry artykuł.
15 września 2008 16:02
Malowanie się należy do prywatnej toalety. Każdy wie, że gładkie nogi są wynikiem depilacji, ale chyba żadna z was nie goli się w miejscach publicznych? Imo tak samo z makijażem, tylko zalotka trochę źle to ujęła :)
15 września 2008 17:21
makijaz w miejscu publicznym? Jeżeli jest to artystyczny performance, proszę bardzo, jeżeli makijaż to zwykłe poprawianie urody, to zostawmy na to miejsce w toalecie.
malowanie rzęs w metrze…no prosze bardzo, szkoda że nie zakładanie rajstop! cały wagon czeka aż metro zahamuje a dziewczyna wyjmie sobie oko szczoteczką.
2 stycznia 2009 10:14
Do Anonima powyżej: przecież nikt Cię nie zmusza do niczego, ten artykulik można przemyśleć albo nie. Jakbyś nie zauważyła, GDYBYŚ jakimś cudem miała możliwość zabronienia Zalotce pisania takich tekstów, złamałabyś prawo. Mamy na świecie jeszcze kilka komunistycznych państw, możesz tam zamieszkać, jeśli demokracja i wolność słowa Ci się nie podoba.
A co do malowania się w miejscach publicznych… Hmmm… Wiecie, tak trochę nie za bardzo wygląda panna na ulicy, która sobie rzęsy maluje. Jakby nie miała nic innego do roboty w życiu, tylko robienie sobie tapety i przejmowanie się nią.
I do HEH – może z takim wieczorowym makijażem masz rację, ale na dzień powinno się mieć taki makijaż, który udaje, że go nie ma ^^ Głupawo by było zacząć się w autobusie smyrać korektorem, pod którym straszy wielki, czerwony pryszcz ^^ Ludzie od razu spojrzą na niego, a przecież nie miał zwracać na siebie uwagi ^^
2 stycznia 2009 10:17
Chociaż jestem ciekawa, co Zalotka myśli o błyszczykach używaych gdzieś w biegu. Pomadka ochronna wydaje się w porządku do używania poza domem, ale tyle panien jeździ błyszczydłami po ustach… Stało się to strasznie wpadające w nawyk.