Krem do rąk, po którym nie będzie już niczego

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Krem do rąk L’Occitane (na końcu wpisu film o tym, jak prawidłowo wymówić tę nazwę) z masłem shea to produkt flagowy marki. Potężna 150-mililitrowa tuba zawiera jedynie glicerynę i masło shea (20 proc.) pozyskane – co firma bardzo mocno podkreśla – z uczciwej wymiany handlowej z kobietami z Burkina Faso. Żadnych parabenów, barwników, ftalanów i innych dodatków.

Krem różany, który widać na zdjęciu jest zapachową edycją limitowaną klasycznego produktu. Poza kolorem opakowania i zapachem nie różni się niczym od podstawowego kremu, na którego cześć dziewczyny tworzą niemal pieśni pochwalne: że zmiękcza dłonie, że zapach przenosi je do krainy dzieciństwa, że jest idealny.

Mają sporo racji. Formuła kremu oraz jakość jego składników gwarantują nawilżenie, a przez to rozświetlenie skóry. Kto choć raz namaścił jakąś część swojego ciała masłem shea, ten wie, że skóra odwdzięcza się miękkością, sprężystością i takim młodzieńczym blaskiem. Pomimo właściwości nawilżających krem się nie lepi – zachowano idealny balans.

Krem jest bogaty i jeśli tylko poświęci się kilka minut rano, aby porządnie wmasować produkt w każdy centymetr kwadratowy dłoni, to przez cały dzień można już nie stosować kremu do rąk.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie doszukała się jakieś drobnej wady. Ogromna aluminiowa tuba może pękać, jeśli krem wrzucimy do torebki. Widzę dwa rozwiązania tego dramatu: postawić go dumnie na biurku w pracy lub kupić 30-mililitrową wersję podróżną.

Cena: 95 zł za 150 ml, 30 zł za 30 ml lub taniej w internecie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.