Podobno 53% Polek nie ma swojego idealnego podkładu, a ponad 60% tuszu i pomadki. Jednocześnie statystyczna Polka codziennie używa 6,8 kosmetyków do makijażu. Na takie dane powoływały się prowadzące krakowskie warsztaty makijażowe z marką Lorigine. Wychodzi więc na to, że nie tylko ja jestem na wiecznych łowach. Jest nas więcej! Buszując w drogerii warto przystanąć na chwilę przed szafą Lorigine, bo mają kilka wartych uwagi produktów. Czytaj dalej

Nie mam palety z ciemnym i jasnym korektorem, ale modeluję twarz innym sposobem. Dlaczego trzymam się starej szkoły zamiast podążać za trendami? Z kilku powodów.

Co to jest konturowanie twarzy?

Konturowanie to modelowanie twarzy za pomocą światła, które optycznie powiększa i cienia, który zmniejsza. Obecnie modne jest stosowanie dwóch – lub więcej – różnych odcieni korektora czy podkładu. Nanosi się je w odpowiednie miejsca na twarzy i dokładnie wklepuje zacierając granicę. Celem jest uwypuklenie pewnych cech, np. kości policzkowych, wyszczuplenie np. nosa, „schowanie” zbyt wysuniętego podbródka.

Konturowanie rozpropagował (ale nie wymyślił) makijażysta Mario Dedivanovic, który odpowiada za makijaż Kim Kardashian. Tak, to on stoi za tym:

Jak widać taki makijaż musi wymagać wielu kosmetyków i wiele pracy, aby prezentował się dobrze. Ponieważ dobre konturowanie, to konturowanie niewidoczne. I Dedivanovic to potrafi, gdyż jest niezwykle utalentowanym makijażystą. To wspaniale, że dzieli się swoją wiedzą oraz tajnikami pracy. Jednak chyba nawet on nie przewidział, jak daleko zajdzie moda na nadawanie twarzy nowych rysów.

Całe konturowanie w stylu Kim już dawno żyje swoim życiem. Porad, jak konturować jest na pęczki i czasami trudno orzec, gdzie kończy się konturowanie, a zaczyna groteska. Jak oswoić ten temat? Może uda mi się pomóc.

Jak konturować twarz?

Żeby konturowanie było niezauważalne, trzeba wiedzieć, do czego ono służy i w jakim sposób osiągnąć zamierzony efekt. Kształt twarzy jest tutaj niebagatelny. To od niego zależy, czy cień powinien się znaleźć pod żuchwą czy nie:

 

grafiki: Gosh, kolaż: Zalotka

Gdy wiadomo już, jak konturować w oparciu o kształt twarzy, pora odpowiedzieć sobie na pytanie o efekt, jaki chcemy osiągnąć. Nie stosuję konturowania na mokro, ponieważ daje ono spektakularny efekt i wymaga cięższego makijażu. Wolę makijaż jak najbardziej subtelny. Preferuję suche produkty, ponieważ dają bardziej naturalny efekt.

Czym konturować twarz?

Trzecim krokiem będzie wybór właściwych produktów. I to wcale nie jest takie proste. Konturowanie polega na nakładaniu cieni na twarz. Cienie są szarawe, a nie ciepło brązowe. Wiele palet do modelowania twarzy zawiera rozświetlacz i bronzer z ciepłym podtonem. Dla kaukaskiej urody nie jest to trafiony kolor.  Taki brązowy odcień stosuje się inaczej – nie pod kość policzkową, a na jej szczyt. Bronzer służy do dodania opalenizny, a słońce opala najpierw najbardziej wystające części twarzy – czoło, nos, policzki, a nie miejsca pod nimi, gdzie tworzy się cień. Jeśli chcesz konturować a la Kim, nie kupuj palety z bronzerem. Cień namalujesz za pomocą szaro-beżowych produktów.

Nie konturuję

Makijaż to nie jest maska czy rysowanie siebie od nowa. To tajna broń, która dodaje pewności siebie, wyciąga na światło dziennie Twoje najlepsze cechy i pozwala zniwelować drobiazgi, o których nie trzeba od razu wszystkich informować. Jest jak spotter dla sportowca – czuwa, wspiera, pomaga w potrzebie, ale nigdy nie przejmuje kontroli.

Czego ja oczekuję od makijażu? Żeby był niewidoczny, żeby mi służył, a nie pchał się na pierwszy plan. Nie zasłaniał mnie. Chcę, żeby makijaż był częścią mnie, a nie nową mną. Stąd konturowanie i kryjące podkłady nie są moją bajką. Nie mam i nie chcę mieć palety do konturowania. Właściwie to jestem przeciwniczką konturowania w stylu Kim. Uważam, że nie każda z nas powinna mieć ostro zarysowane kości policzkowe. Przeciwnie, pełne i krągłe policzki mają dziewczęcy urok. Idę nawet krok dalej – uważam, że taki look jest daleko bardziej ponętny.

Co zamiast konturowania? Na co dzień sprawdza się dobrze znany duet: bronzer i rozświetlacz. Ja jestem zadowolona z efektów.

fot. zalotka.pl

Wypiekany róż Creme Buff Max Factor to mój wierny towarzysz jesiennego makijażu. W całej kolekcji najbardziej wszechstronnym i pasującym wielu kobietom odcieniem jest Nude Mauve, w który i ja się zaopatrzyłam.

Róż nakłada się płynnie, bez smug, można go rozprowadzać, intensyfikować, a granicę nałożenia produktu bardzo łatwo się rozciera i wtapia w makijaż. Nie da się nim zrobić plamy na policzku. Creme Buff jest produktem w pudrze, ale mimo to polecam go także cerom suchym, gdyż ma satynowe i delikatnie rozświetlające wykończenie, a sam produkt ma konsystencję gęstego, ciężkiego pudru. Produkt Max Factora może konkurować z różami a choćby i samej Bobbi Brown – jest wydajny, nie kamienieje. Choć nie ma drobinek (nie ma ich odcień Nude Mauve; niektóre z pozostałych kolorów mają złote drobinki), daje świeży i lekki rumieniec na twarzy. Bardzo łatwo się go rozprowadza. Jego jedynym minusem jest trwałość – na mojej skórze dobrze trzyma się jakieś 6 godzin.

fot. zalotka.pl

Nie mogę się zdecydować, czy kolor Nude Mauve jest bardziej różem do policzków, czy jednak produktem do konturowania. Z pudrem brązującym mam burzliwe relacje. Trudno mi znaleźć odcień nude, wtapiający się w skórę, ale jednak wykonujący swoją robotę. Nude Mauve nie rzuca się w oczy i dokładnie spełnia moje wymogi dotyczące „niewidzialności” – ma być widać efekt, a nie kosmetyk. Podkreślam nim kości policzkowe, a na szczytach policzków nakładam go mniej. Efektem jest bardzo naturalnie wyglądający makijaż.

Nakładanie różu Creme Buff jest bardzo wygodne – nie kruszy się w opakowaniu ani nie osypuje na twarzy (to produkt wypiekany, nie prasowany). Pudełko nie ma żadnego pędzelka czy puszku – i dobrze! I tak ich przecież nikt nie używa. Lusterko jednak nie byłoby złym pomysłem. Opakowanie wygląda na solidne, ale gdy pewnego dnia wzięłam je do ręki, okazało się, że prawdopodobnie któreś z moich dzieci grzebało w mamusinych rzeczach. Nie wiem, jaka zabawa doprowadziła do oderwania się pokrywki, ale jednak stało się to i teraz nie mogę już spakować mojego różu do kosmetyczki. Nie po tym, jak wytarłam i umyłam każdy uróżowany kosmetyk, który się w niej znajdował.

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Moja koleżanka postanowiła uzupełnić swoją kosmetyczkę. Od jakiegoś czasu nie malowała się na co dzień, więc kosmetyczka świeciła pustkami. Jej pytania i prośby o radę natchnęły mnie do stworzenia listy 5 najbardziej potrzebnych rzeczy dla stawiających pierwsze kroki w makijażu.

1. Podkład, puder, krem BB lub korektor

Największe wyzwanie i prawdopodobnie najbardziej przerażające dla tych kobiet, które nie malują się na co dzień. Mnie nie trzeba przekonywać o zaletach dobrego podkładu, który ujednolica karnację, pielęgnuje skórę, nie zatyka porów etc. Jestem prawie pewna, że kobiety, które nie stosują żadnego kosmetyku tego typu, mają albo jędrną skórę 16-latki, albo nigdy nie trafiły na produkt, dobrany do potrzeb i koloru ich cery. Jak dobrać kolor? Nie ma innej drogi, jak metodą prób i błędów – z zachowaniem higieny oczywiście. Po pierwszej selekcji w sklepie można poprosić o próbkę do domu, np. sieciowe sklepy Sephora i Douglas dają podkład w małym słoiczku, aby można go było nałożyć w domu.

2. Tusz do rzęs

Tusz do rzęs to kosmetyk szybki, prosty i efektowny w użyciu, a zakup mascary nie wymaga ani tylu zabiegów co kupno podkładu, ani wiele pieniędzy. Bo dobra mascara to nie jest droga mascara. To przede wszystkim świeża maskara. Oczy „oprawione” ciemnymi i podkręconymi rzęsami przykuwają uwagę.

Wiele razy pisałam o tuszach do rzęs – o trikach z maskarą, o odświeżaniu tuszu i o grzechach, których lepiej się wystrzegać.

3. Szminka

Zbyt często pomijana, a jest elementem, który wykańcza makijaż. Jeżeli przeraża cię mnogość odcieni, na co dzień zwykły koloryzowany balsam do ust daje radę.

4. Róż do policzków

Róż. Nie brązujący puder do konturowania, ale prawdziwy kolor spłonionych rumieńcem policzków. Odejmuje lat i trosk, dodaje dziewczęcego uroku i świeżości. Tajemnicą sukcesu jest nakładanie mikroskopijnych ilości. Tu przyda się pędzel.

5. Grzebyk do brwi

Brwi nadają całej twarzy wyraz. Łagodność, zdziwienie, zawziętość, nawet zagniewanie – wszystko można zawrzeć w kształcie brwi. Im bliższy naturalnemu, tym lepiej. Pęseta nie powinna leżeć pod ręką. Minimum dla brwi to grzebyk, który można zrobić ze starej maskary – wystarczy umyć szczoteczkę. Brwi niemal każdej Polki można uzupełnić szaro-beżowym matowym cieniem. Ważne, aby nie malować brwi od samego początku, bo to dodaje lat i obciąża spojrzenie. Lepiej zacząć tuż przed szczytem łuku i pociągnąć delikatnie linię.

Z różem najlepiej zaprzyjaźnić się na stałe. Ten kosmetyk nie powinien być traktowany jako dodatek do eleganckiej sukienki na wielkie wyjście. Szczególnie powinny o to zadbać dziewczyny z bladą cerą – bez różu, który jest plamą koloru, ich twarz jest płaska, bezbarwna i wręcz odpychająca. Czytaj dalej