fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Brokatowy lakier trzyma się paznokci niemal tak dobrze jak poranne płatki śniadaniowe na ściankach miseczki, która cały dzień czekała w zlewie, aż ktoś się zlituje. Jak się więc pozbyć brokatowego lakieru do paznokci nie zdzierając przy tym paznokci? w prostych trzech krokach:

1. Przygotować zmywacz, płatki kosmetyczne i folię aluminiową porwaną na oko w kwadraty.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

2. Nasączone zmywaczem płatki (można rwać na pół – ja tak robię, bom z Krakowa) nakładać na kolejne paznokcie i owijać kawałkami folii tak, aby płatek ściśle przylegał do paznokcia.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

3. Po odczekaniu kilku minut, zsunąć folię wraz z płatkiem z jednego palca. Jeżeli lakier łatwo schodzi, usunąć pozostałe „opatrunki”. Jeżeli nie, zaczekać jeszcze chwilę.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Gotowe.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Mam słabość do szwedzkich blogów modowych (tu, tu i choćby tu), sklepu IKEA i północnego stylu wystroju wnętrz. Lubię też wywodzącą się z Norwegii (dziś to oczywiście międzynarodowy koncern) Neutrogenę, choć z żalem przyznaję, że czasami mam wrażenie, że jest to marka o lepszym marketingu aniżeli produktach.

Sztyft do warg

Produkt podstawowy, który każda z nas choć raz miała. Sztyft do warg zwyczajny, wydajny, prosty, bezbarwny, o nijakim zapachu. Dobrze pielęgnuje, lubię go stosować zimą pod szminkę. Ma dobrze zaprojektowane opakowanie – skuwka nie wyrabia się w miarę użytkowania i nie spada samoistnie gdzieś w czeluściach tej małej kieszonki w torebce. Na mrozie sztyft nieco trudniej się rozprowadza – Carmex nie ma tego problemu nigdy.

Krem na dzień Optymalne Nawilżenie do skóry suchej

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Moje największe rozczarowanie. Krem obiecuje wiele, ale nie należy się wiele po nim spodziewać.

Właściwie to wiele obiecuje polski dystrybutor. Na opakowaniu w języku polskim napisano, że jest to „krem na zimę”, „chroni skórę przed wpływem niekorzystnych warunków zimowych”, „szczególnie polecany na okres chłodów i zimy”. Kiedy zdejmie się kartonową osłonkę, można przeczytać oryginalny opis producenta. Tam o zimie i mrozie nie ma ani słowa! A ja go kupiłam właśnie dlatego!

Kiedyś Neutrogena miała w ofercie tłusty krem do twarzy na mróz, idealny dla narciarzy. Był takim totemem wśród moich koleżanek z klubu narciarskiego. Każda chciała się nim smarować. Już go nie produkują, więc gdy zobaczyłam produkt reklamowany jako krem na mróz, od razu się skusiłam.

Nie ma co od razu wietrzyć spisku, jednak jakaś niepewność pozostaje. Co prawda krem został przebadany w warunkach mrozu i zimy, ale kto poręczy za Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych skoro takie historie są możliwe?

Krem ma subtelny i nietrwały zapach, lekką konsystencję, filtr SPF 10, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Ma się wręcz wrażenie, że zniknął zupełnie i tu właśnie mamy do czynienia z rozczarowaniem. Skóra sucha „nie napoi” się tym produktem. Uczucie lekkiego ściągnięcia pozostaje. Dodatkowo moja cera naczynkowa lekko się różowi po zastosowaniu produktu. Jednak na plus trzeba mu zaliczyć, że jest komfortową bazą pod makijaż.

Chciałabym go móc przetestować w warunkach naprawdę zimowych, ale takie ostatnio w Polsce nie występują.

Krem do rąk szybko wchłaniający się

Stoi na biurku, żeby był pod ręką. Doskonały do codziennej pielęgnacji, o delikatnym zapachu, gęsty i kremowy, ale rzeczywiście szybko wchłaniający się – można od razu siadać do komputera.

Pozostawia na rękach nietłustą, ale wyczuwalną warstwę. Jeden z moich ulubionych kremów do rąk. Zdecydowanie produkt na chłodniejszą część roku, ponieważ na upalnie lato ten produkt jest za gęsty.

Balsam do ciała z maliną nordycką

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Obecnie to mój ulubiony balsam do ciała. Przyjemnie choć krótko pachnie, doskonale się wchłania, natłuszcza, nawilża, pielęgnuje, wygładza. Stosuję go zimą, bo jego gęsta konsystencja daje wrażenie otulenia i ochrony skóry. Mimo bogatej konsystencji nie jest lepki i szybko się wchłania.

Balsam jest dostępny w dużym opakowaniu, z pompką, co według mnie powinno być obowiązkowym opakowaniem kosmetyków tego typu, ponieważ o poranku czas jest cenny.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Miałam chęć na białą kryjącą emalię na paznokciach. Choć w ten sposób mogę przywołać zimową aurę. Na mojej ulicy są trzy drogerie: prywatna, Dayli oraz Rossmann. Najlepsze jednak, co mogłam w nich znaleźć, to biały lakier Bell. Chciałam, żeby było tak:

źródło: www.pinterest.com

źródło: www.pinterest.com

 

Kryjący lakier w białym odcieniu – cóż może być prostszego. Otóż, nawet przy tak niewygórowanych wymaganiach można polec.

Lakierem Bell paznokcie maluje się tak:

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Druga warstwa wygląda tak:

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Lakier jest gęsty, słabo kryje, długo schnie, nawet wspomagany preparatem nawierzchniowym. Te wady można by jeszcze mu wybaczyć nakładając dwie cienkie warstwy i włączając jakiś film, aby wyschły, ale nie da się obronić smug czy bąbelków (?!), które pozostały po wyschnięciu.

Wniosek? Lakier wylądował w koszu.