źródłoo: thedrybar.com

źródło: thedrybar.com

Conde Nast przenosi swoje nowojorskie biuro do wieżowca 1 World Trade Center. Dla okolicznych kawiarni, sklepów, a przede wszystkim nail baru oznacza to kryzysową sytuację. Dlaczego? Głównymi klientkami są dziewczyny pracujące w wydawnictwie. Przeniesienie biura o kilkanaście bloków dalej spowoduje, że dystnas do nail baru niebezpiecznie wydłuży się do 15 minut, a takiej odległości nie da się pokonać w szpilkach. Zwłaszcza tych z czerwoną podeszwą. Koniec dowcipkowania. Do meritum.

Czytając o problemach w świecie glamour, natrafiłam na Drybar, czyli salon fryzjerski, gdzie nie ścina się włosów, nie koloryzuje, tylko je układa. I to zawsze za 40 dolarów, co w USA jest ponoć niską stawką w porównaniu z ponad 60 dolarami, które trzeba wydać za podobną usługę w klasycznym salonie fryzjerskim. O cenach nie będę dyskutować, ale sam pomysł uważam za rewelacyjny. Przecież włosy ułożone przez profesjonalistę, zawsze wyglądają lepiej.

Drybar proponuje kilka rodzajów suszenia. od gładkiego Mahattanu, przez loki Cosmo, po Mai Thai, czyli lekki nieład niczym z plaży. Specjalnością zakładu jest Straight Up, czyli proste włosy z odrobiną objętości.

Jak tylko będę w NY robić moje coroczne zakupy ciuchowe, na pewno wybiorę się do Drybaru ;-D

 

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Wstyd się przyznać, ale ja dopiero odkryłam szczotki do włosów Tangle Teezer. Słyszałam o nich już dawno, dawno temu, ale dopóki nie zawitały pod strzechę drogerii, którą mijam na trasie piekarnia-kiosk, to nie miałam okazji im się przyjrzeć z bliska. Kupiłam dwie i pewnie jeszcze kupię kilka na prezent.

Pierwszą szczotkę Tangle Teezer kupiłam mamie, która boryka się z wypadającymi i przesuszonymi włosami oraz codziennie myje włosy i układa fryzurę. TT ułatwia rozczesywanie, co rodzicielka potwierdza. Mimo to mama nie przyjęła nowego nabytku z entuzjazmem, bo…  nie ma rączki!

Moja konserwatywna, jeżeli chodzi o budową szczotek, mama być może nie polubi TT nigdy, za to ja i moja córka lubimy ją bardzo. Noszę włosy do ramion, córuchna podobnie, więc o poranku rozczesywanie odbywa się szybko i bez powtarzalnego dialogu „ała!-przepraszam”. Równie dobrze szczotka radzi sobie z mokrymi włosami, choć stawiają większy opór.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Ząbki szczotki są elastyczne. Sądziłam, że będą się uginały i „gubiły” włosy. Tak się nie dzieje – szczotka po reklamowym jednym pociągnięciu rozczesuje włosy i – tak, chyba to widzę – wygładza je.

Szczotka jest estetycznie wykonana, ma ergonomiczny kształt, tzn. dobrze leży w dłoni (brak tej rączki nie daje się we znaki), zajmuje mało miejsca w torebce i jest gadżetem.

Wybrałam TT w wersji podróżnej, tzn. z zamykanym wieczkiem. Jest ciut mniejsza od klasycznej. Szczotki występują w wielu kolorach. Są także szczotki dla dzieci ze specjalnym kubeczkiem na gumki i spinki.

Cena: 55 zł za klasyczną, 65 zł za wersję podróżną, 49 zł za wersję dla dzieci, a na Allegro o połowę taniej.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Grace Kelly, fot. Getty Images via Pinterest; Marylin Monroe, fot. Life via Pinterest

Grace Kelly, fot. Getty Images via Pinterest; Marylin Monroe, fot. Life via Pinterest

Człowiek uczy się całe życie, a ja właśnie odkryłam wdowi szpic. Chodzi o linię włosów na czole układającą się w literę „v”, co nadaje twarzy kształt serca. Czasami taki układ włosów nazywa się także wdowim czepkiem. Skąd odwołanie do wdów?

Trzeba sięgnąć do rzeczy i czasów minionych. Czepiec bądź czepek był powszechnym nakryciem głowy noszonym przez mężatki (stąd weselne oczepiny o północy – kiedyś panna młoda otrzymywała od matki chrzestnej czepiec, dziś tradycje są różnorakie, ale zwyczaj pozostał). Od XVI wieku owdowiałe kobiety nosiły specjalny czepiec ze szpicem nad czołem na znak żałoby. Wdowa, czepek i szpic. I wszystko jasne.

Do tej pory mówiłam na taką linię włosów Myszka Miki. Spotkałam się także z określeniem ząbek. Jeszcze jakieś pomysły?

fot. Pinterest

fot. Pinterest

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Upięcie włosów w pół minuty to mój cel na wiosnę. Znalazłam kilka instrukcji, zwanych tjutorialami, bądź inspiracjami. Kryteria doboru były dwa: prostota oraz samodzielność wykonania. Oto garść pomysłów:

Upięcie-wywinięcie

fot. Pinterest.com

fot. Pinterest.com

Moje ulubione. Łatwe, efektowne i nietrwałe, ponieważ moje włosy są jeszcze ciut za krótkie. Ale wszystko przed nami.

Warkocz za uchem

fot. Pinterest.com

fot. Pinterest.com

Wdzięczne, dziewczęce, modne. A przez niedbałość wykonania  za każdym razem inne.

Francuski twist

fot. Pinterest.com

fot. Pinterest.com

Klasyka nigdy nie zawodzi. Kluczem do sukcesu tego upięcia jest pasmo włosów pozostawione do ozdoby. Fryzura wymaga wielu spinek i sporo lakieru, ale trud jest wart tego efektu.

Zrolowane na karku

fot. Pinterest.com

fot. Pinterest.com

Nieco babcine, ale bardzo proste i trwałe. Dobrym patentem jest natapirowanie kucyka po kroku 3. Dzięki temu rolka z włosów będzie miała większą objętość.

Na supeł

fot. Pinterest.com

fot. Pinterest.com

Zabawne, ale nie tak do końca proste upięcie. Włosy chcą się rozsupłać, więc trzeba je precyzyjnie przygwoździć wsuwką. Plus tego upięcia jest taki, że nawet gdy się rozplącze, można je zreperować bez problemu w ciągu dnia.

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Idea szamponu bez wody znana mi była z opowieści mojej rodzicielki, która w czasach swej młodości zwykła skreślać od razu i bez miłosierdzia absztyfikanta, który stosował ten produkt jako element codziennej higieny. Dziś suchy szampon powrócił w glorii. Dostępny w szerokiej ofercie zadomowił się na półkach drogeryjnych. Jest nawet w mojej łazience, choć ze wstydem wciśnięty w najdalszy kąt najgłębszej szuflady.

Zastanawiam się, czy gdybym suchy szampon znała w czasach licealnych, kiedy to zdobywanie wiedzy wiązało się z blisko półtoragodzinną podróżą komunikacją miejską, lepiej bym się wysypiała? Pokusa minutowej „pielęgnacji” włosów o poranku byłaby na pewno silniejsza niż potrzeby higieniczne. Tego na szczęśie się nie dowiem, a dziś prędzej wyjdę z domu z mokrymi niż nieumytymi włosami. Wyjątek: sobotni poranek w drodze po rogaliki z czekoladą.

Jak działa?

Suchy szampon „odświeża” włosy absorbując wytworzone przez skórę głowy sebum oraz zanieczyszczenia i resztki produktów do stylizacji włosów dzięki zawartości skrobi kukurydzianej lub ryżowej. Nie zastąpi umycia włosów, ale wchłania jak bibułka i może pomóc utrzymać porządny wygląd fryzury na kilka godzin, np. po treningu, na porannych zakupach przed prysznicem etc.

Jak stosować?

Rzadko, bardzo rzadko, a najlepiej umyć włosy :-) Jeśli już wystąpi paląca potrzeba sięgnięcia po suchy szampon między regularnymi myciami włosów, to robimy to tak:
– mocno wstrząsnąć
– z odległości ok. 15 cm spryskać skórę głowy wzdłuż przedziałka oraz pod pasmami włosów skupiając się na czubku głowy
– odczekać ok. 5 minut dając specyfikowi czas na działanie
– dokładnie wyczesać włosy, aby pozbyć się białego nalotu „siwizny”.

Jaki wybrać?

Dobre recenzje zbiera suchy szampon Klorane. Za Batiste ciągnie się określenie „nareszcie w Polsce”, co zyskuje mu wiele gnanych ciekawością konsumentek. Tanie produkty ma ofercie Rossmann pod marką Isana, a także łatwo dostępny Syoss (mój wybór padł akurat na niego). Suchy szampon produkuje Sephora i wiele, wiele innych marek. Do wyboru, do koloru, do zapachu.

Uważaj!

Suchy szampon często poleca się jako środek do stylizacji (nadaje objętość) lub antidotum na przetłuszczające się włosy. Nie zgadzam się. Uważam, że suchy szampon nie powinien być elementem codziennej pielęgnacji, a jedynie wyjściem awaryjnym, np. gdy goście stoją u drzwi, a wy wyskakujecie dopiero z łóżka, bo kto to widział, żeby porządnych ludzi nachodzić w ich własnym domu tuż po. No ;-)