Lisa Eldrige, fot. YouTube

W zeszłym roku napisałam krótki poradnik o tym, jak powinna wyglądać fryzura komunijna oraz makijaż dziecka (sprawdź, co napisałam, zanim skomentujesz). W tym roku biorę na tapet dorosłych – mamy, chrzestne i gości płci żeńskiej, zaproszonych na tę wielką uroczystość.

Poruszając temat Komunii św. pozostanę przy powierzchownych aspektach tego wydarzenia – stroju, makijażu, wyglądzie oraz formalnym charakterze rodzinnego spotkania. Czytaj dalej

Pielęgnacja skóry jest dla mnie dużo ważniejsza niż makijaż, a nawet nowości perfumiarskie (nie sądziłam, że do tego dojdzie 😁). Nie zawsze tak było, ponieważ moja skóra dobrze reagowała na prostą pielęgnację – oczyszczanie jedynie płynem micelarnym, potem krem nawilżający, na noc krem odżywczy. I tyle. Choć może nie do końca chodzi tu tylko o fart, ponieważ za tymi kilkoma krokami kryły się także dobre nawyki – używałam filtrów przeciwsłonecznych, unikałam alkoholu w kosmetykach (głównie dlatego, że kiedyś w ogóle nie tonizowałam cery – zresztą sporo osób twierdzi, że tonik jest niepotrzebny), nie stosowałam ciężkiego makijażu, inwestowałam w dobrze nawilżające kremy.

Dziś moja cera ma więcej potrzeb, które pojawiły się z wiekiem, ale także są wynikiem moich poszukiwań coraz lepszej pielęgnacji. Od roku zmieniam swoje tzw. rytuały pielęgnacyjne. Zaczęłam od przejścia na metodę olejowego oczyszczania twarzy, zwanego także dwuetapowym. Potem zainteresowały mnie koreańskie rytuały. Teraz mam etap poszukiwań wśród kosmetyków naturalnych, ale nie sądzę, aby była nam pisana jakaś przyszłość (szerzej poniżej).

Nowoczesna pielęgnacja jest różnorodna i można się w niej zgubić. Już nie spotyka się kremów dostosowanych do wieku. Kobiety chcą odpowiadać na potrzeby skóry, a nie korzystać z rozwiązań dla statystycznej 30-latki. Co zatem w pielęgnacji piszczy? Jakie są trendy?

Oczyszczanie króluje

Oczyszczanie stało się dla mnie ważnym punktem. Kiedyś sądziłam, że cokolwiek zmyje moją twarz, ponieważ ma z nią tak krótki kontakt. Dziś widzę różnicę między drogeryjnym „detergentem” a lekką pianką czy balsamem do demakijażu.

W docenieniu procesu oczyszczania w pielęgnacji dużą rolę odegrały kosmetyki do makijażu. Są coraz trwalsze, scalone przez cały dzień ze skórą, a wieczorem oczekujemy, że łatwo zejdą. Niestety, sam płyn micelarny nie wystarczy. I każda z nas to przyzna, widząc rano ślady tuszu wokół oczu.

Aby umyć twarz wieczorem, potrzeba dwóch kroków: zmycia makijażu i oczyszczenia twarzy. Do pierwszego etapu dobrze nadają się olejki, balsamy, kremy do demakijażu – najprościej mówiąc, coś, co „poluzuje” i rozpuści puder, podkład, filtr SPF. Dopiero potem można przystąpić do oczyszczenia twarzy, skupić się na porach skóry etc.

Do tych dwóch etapów najlepiej stosować różne kosmetyki. Rano wystarczy użyć produktu do drugiego etapu oczyszczania, ponieważ niepotrzebne jest usuwanie makijażu, a oczyszczenie buzi z nadmiaru sebum i przygotowanie jej do makijażu.

Im lepiej dobieram swoje kosmetyki do demakijażu i oczyszczania, tym mniej produktów do makijażu potrzebuję. Kiedy pielęgnacja ma priorytet, nie ma potrzeby zakrywać skóry.

Rytuały z Dalekiego Wschodu

Maseczki w płachcie, 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, słodkie opakowania – kosmetyki z Japonii i Korei na dobre zagościły w polskich drogeriach. Koreańskie podejście do pielęgnacji jest mi bliskie z dwóch powodów. Po pierwsze, mam cerę skłonną do przebarwień, którą chronię przed słońcem. Po drugie, lubię rozświetloną karnację, a nie matową. Azjatyckie kremy i podkłady mają wysokie filtry, np. krem BB marki Missha ma SPF 42. Który europejski krem ma tak wysoki filtr?!

Przeczytaj mój przewodnik po 10 krokach w koreańskiej pielęgnacji.

Czy kosmetyki koreańskie mogą całkowicie zapanować w naszej kosmetyczce? I tak, i nie. Koreanki dbają o swoją skórę w daleko bardziej rozszerzony sposób niż Europejki. My szukamy szybkich lub wielofunkcyjnych kosmetyków. Azjatkom nie przeszkadza mnogość kroków w pielęgnacji. Drugą różnicą jest z pewnością nasza cera. „Nie ma sensu kupować azjatyckich kosmetyków typu anti-aging, bo zmarszczki nie są największym zmartwieniem Azjatek. Zmarszczki pojawiają się u Azjatek później niż u Europejek i są mniej widoczne.” [źródło]

Czytaj skład, dziewczyno!

Coraz więcej mówi się o składnikach kosmetyków. Rosnąca świadomość konsumentek pcha je do pogłębiania swojej wiedzy z zakresu związków chemicznych stosowanych w kosmetykach. Kobiety analizują składy, a te, które nie potrafią tego zrobić samodzielnie, proszą o wsparcie na facebookowych grupach. Dziewczyny wybierają produkty, w których nie występują: alokohol (wysusza), SLS-y, SLES-y (zaburzają równowagę hydrolipidową i powodują przesuszenia), emulgatory PEG i PPG  (odpowiedzialne za podatność skóry na uszkodzenia i nadwrażliwość), konserwanty syntetyczne (np. Butylparaben może uczulać)  etc. Na celowniku często są także gliceryna czy parafina (pochodna ropy naftowej, substancja wysoce komedogenna) oraz wiele substancji o dużo trudniejszych nazwach. Ponadto pod nazwą Parfum może kryć się prawie 2500 substancji niewyszczególnionych z nazwy na opakowaniu.

To na pewno dobry kierunek, ponieważ nikt nie lubi być robiony w balona i płacić, a nadto stosować na własnej skórze, szkodliwych substancji. Jak w przypadku każdego ruchu, także i tutaj nie brakuje postaw mniej i bardziej zaangażowanych, aż do skrajnych. Ja plasuję się gdzieś pośrodku, chociaż ciekawość pchnęła mnie i na spotkanie z dziewczynami prowadzącymi PiggyPEG. Analizują one składy poszczególnych kosmetyków pod kątem zastosowania w nich różnego rodzaju składników uznanych za potencjalnie szkodliwe oraz poszukują alternatywnych rozwiązań. I chwała im za to. Ich strona na Facebooku może być kopalnią wiedzy. Jednak ja nie jestem jeszcze do końca przekonana.

Naturalne, wegańskie, organiczne i z Rosji

Ekokosmetyki mają swój czas. Naturalne pochodzenie składników jest pożądane, a producenci starają się odpowiedzieć na ten popyt dostarczając kosmetyki certyfikowane (tutaj szerzej o różnych znaczkach na opakowaniach), nietestowane na zwierzętach, bez konserwantów etc. Pojawia się wiele niszowych marek, których założyciele mają misję tworzenia kosmetyków przyjaznych ludziom i planecie. Te hasła są bardzo autentyczne i ujmują rzesze kobiet, chcących zmienić swoje kosmetyki na produkty uważane za zdrowsze.

Troska o to, co każdego dnia nakładamy na skórę, także i mnie popchnęła w stronę kosmetyków ekologicznych. Moje pierwsze produkty pozytywnie mnie zaskoczyły – o czym pisałam tutaj. Moje ogólne wrażenia po kilku miesiącach stosowania ekobalsamów do ciała, dezodorantu „bez aluminium” (czyli bez chlorowodorotlenku glinu), kremów z przewagą naturalnych składników są takie, że te kosmetyki są wymagające.

Po pierwsze, wymagają ode mnie długich poszukiwań skutecznego produktu, ponieważ częściej niż przy tradycyjnych kosmetykach zdarzają się wpadki. Roślinne ekstrakty dużo częściej powodują u mnie silne zaczerwienienie. Dla mnie jest to zbyt wysoka cena, gdyż twarz mam jedną i nie jestem gotowa na eksperymenty, po których będę się zbierać kilka miesięcy.

Po drugie, wymagają ode mnie kompromisu, ponieważ często są tępe w użyciu, nie rozcierają się łatwo, nie dają szybkich efektów – mówię oczywiście tylko o tych, które sprawdziłam. Kosmetyki mają mnie rozpieszczać, a tymczasem czuję, że muszę poświęcić moje oczekiwania dla świadomości używania ekologicznego produktu. I nie zrozum mnie źle – nie jestem nieczułą na stan środowiska egoistką. Podnoszę papierki z ulicy, piję wodę z kranu, sortuję śmieci, kupuję odpowiedzialnie, utylizuję baterie, świetlówki, leki i robię całą masę rzeczy, dzięki którym mogę o sobie powiedzieć, że dbam o środowisko. Po prostu nie wierzę w każde eko i wege na opakowaniach (nie mówię o certyfikatach).

Czy rezygnuję z ekokosmetyków? Na pewno nie całkowicie. Nadal będę zwracać uwagę na skład, ale jestem teraz dużo bardziej sceptyczna, niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Nawilżaj, nawilżaj i jeszcze raz nawilżaj

Ta podstawowa prawda nigdy się nie zdezaktualizuje. Nawilżona i dobrze odżywiona skóra jest jędrna, świetlista, nie ma siateczki powierzchownych zmarszczek spowodowanych przesuszeniem. Kosmetyczki i dermatolodzy zgodnie potwierdzają, że konsekwencje dbania o cerę w wieku 20 i 30 lat, dają efekty później. Chociaż więc nie widać jeszcze zmarszczek, właśnie teraz jest moment, aby korzystać z dobrodziejstw serum i kremu. Pilne stosowanie kremów na pewno nie jest sexy i nie ma takiego efektu „wow”, jak spektakularny makijaż, ale kropla drąży skałę i warto poświęcić czas na pielęgnację.

Kobiety daleko bardziej cenią dziś makijaż, który może im dać nieskazitelną cerę w tej chwili. Wolą jego natychmiastowy efekt od kremów, których skutki stosowania można dostrzec później, za to pozostają na dłużej. Stąd tak wiele w dzisiejszych kosmetykach przenikania się: kremy są napigmentowane jak makijaż, np. kremy BB, CC, tonujące; kosmetyki do makijażu zaś, posiadają coraz więcej właściwości pielęgnacyjnych, np. zawierają antyoksydanty, peptydy, substancje nawilżające.

Twoja pielęgnacja

Jestem bardzo ciekawa, jak wygląda Twoja pielęgnacja. Które trendy Cię porwały lub jesteś na nie odporna?

Bioderma, Seyo, Tołpa, Hada Labo, Perfecta fot. Zalotka.pl

Jest coś satysfakcjonującego w pustym opakowaniu po kosmetyku. Po pierwsze, zużyłam, a więc spełnił moje wymagania. Po drugie, dobrze zainwestowałam. Po trzecie, mogę kupić coś nowego! Niestety, nie zawsze jest tak dobrze. Zbyt często punkt pierwszy i drugi nie są spełnione.

Wyleczyłam się już z trzymania w szafce kosmetyków, które nie spełniają swojego zadania. Wyrzucam zwykle takie produkty na bieżąco, ale jakiś czas temu postanowiłam je zebrać w jednym pudełku, aby zobaczyć, ile tak naprawdę wpadek zaliczam. Co uzbierałam w ciągu ostatniego kwartału?

Poniżej przypadkowy mix zarówno kosmetyków, które zużyłam do ostatniej kropli, jak i takich, które po okresie testowym lądują w koszu, ponieważ nie spełniają swojej funkcji.

Łagodny żel-pianka do mycia twarzy Tołpa Simply, czyli prosta pielęgnacja

Tołpa Simply żel pianka do mycia twarzy łagodna opinie fot. Zalotka.pl

Świetny produkt o wyważonym działaniu – dobrze oczyszcza, ale nie ma uczucia ściągnięcia i wysuszenia. Bardzo delikatnie pieni się i łatwo spłukuje. Seria Simply ma ułatwiać pielęgnację i być odpowiedzią na codzienne potrzeby skóry wrażliwej. Żel-pianka ma oczyszczać, odświeżać, koić podrażnienia i nawilżać. To, co ja mogę potwierdzić to na pewno bardzo przyjemne uczucie świeżości, oczyszczonej cery, która nie reaguje wypryskami. Nie wiem, czy może ukoić podrażnienia, ale na pewno ich nie powoduje, co dla mnie jest ogromnym plusem, bo nie cierpię kosmetyku, który oczyszcza mnie do czerwoności.

Produkt kupiłam w Biedronce za niecałe 10 zł i od tej pory nie widziałam tej serii nigdzie. Co za pech.

Peeling orzechowo-cukrowy Seyo, czyli pułapka skojarzeń

Peeling orzechowo-cukrowy Seyo fot. Zalotka.pl

Z czym mi się kojarzy peeling cukrowy? Z gęstym produktem. Dodatkowo orzechowy, a więc super – nie ma tych plastikowych drobnych kuleczek, tylko naturalny proszek z łupin orzechów – zawsze to bardziej przyjazne i dla skóry, i dla środowiska. Niestety, te skojarzenia zawiodły i okazało się, że mam w ręce coś zupełnie innego.

Dodam, że kupowałam w atmosferze niezadowolenia dziecka nr 2 oraz skrajnego znużenia dziecka nr 1. Peeling stał za ekspedientką przy kasie w Drogerii Natura. Nie miałam więc chwili, by mu się przyjrzeć. W składzie: na drugim miejscu SLS, którego staram się unikać, jak mogę. Ponadto peeling jest wodnisty. Nałożony nawet na suche ciało, gdzieś znika i efekt jest żaden. Adieu, oszuście!

Głęboko nawilżająca maska na tkaninie Hada Labo, czyli ulegam modzie

Nawilżająca maseczka Hada Labo opinie fot. Zalotka.pl

Maseczka w płachcie – najmodniejszy gadżet ostatnich czasów. Nie znalazłam jeszcze idealnej i poszukiwania trwają. Nie wiem tylko, czy prędzej się nie zniechęcę. Natrafiłam na maseczkę Hada Labo. Udało mi się ją wygodnie ułożyć na twarzy. Zdjęłam po kwadransie i zgodnie z instrukcją pozostawiłam resztki niewchłoniętego płynu na twarzy.

Moja twarz świeciła się po tym wieczornym zabiegu do samego rana. Maseczka nawilża, bo nie miałam ściągniętej cery, ale żadnych cudów nie zauważyłam. Nie było tego uczucia odżywienia i wzrostu sprężystości cery, który cenię.

Odkryłam, że jest także druga jej wersja, hialuronowa. Być może będzie to strzał w 10 np. jako maseczka przed makijażem. Będę testować.

Antyperspirant w sztyfcie Deoball Bloom Rose Perfecta, czyli nie tylko opakowanie się liczy

Deoball Blossom Rose Perfecta opinie fot. Zalotka.pl

„Innowacyjny antyperspirant w oryginalnym sztyfcie prosto z Japonii!” – tak, teraz azjatyckie sposoby na pielęgnację są w modzie (przeczytaj koniecznie: Koreańska pielęgnacja nad Wisłą). Skusiło mnie opakowanie – różowa kuleczka, wszystkie informacje o tym, że po zastosowaniu tego specyfiku na 72 godziny staniesz się bezwonną istotą wydzielającą z siebie jedynie lekki zapach kwitnącej róży zostały zapisane na kartoniku. Sam dezodorant jest estetycznym gadżetem do torebki.

Niestety, w środku znajduje się kremowy sztyft. Po zastosowaniu na skórę wciąż jest niewidoczny. Jednak po kilku godzinach odkryłam, że moje pachy, bluzka oraz bielizna są białe. Tak, nie spociłam się, ale i tak wszystko trzeba solidnie wyprać. Dawno już zarzuciłam sztyfty – jeszcze w liceum – i jestem wierna dezodorantom w kulce.

Krem natłuszczający do twarzy i ciała Atoderm Bioderma, czyli sprawdzone rozwiązanie

Krem Atoderm Bioderma opienie fot. Zalotka.pl

Krem wylądował w mojej łazience po konsultacji z dermatologiem w sprawie skóry synka. Moje dziecko miało silną reakcję alergiczną. Kiedy już wytypowałam potencjalnego winowajcę i usunęłam z diety dziecka, trzeba było przywrócić równowagę skóry, by mój kilkulatek znów był mięciutki jak kaczuszka. Atoderm wszedł do pielęgnacji także starszaka, czyli 6-letniej córki, a i ja zaczęłam dzieciakom podkradać ich balsam.

Krem Atoderm (jest także balsam) ma bardzo dobre właściwości natłuszczające, więc nadaje się dla skóry suchej, odwodnionej. Nie jest tłusty, gładko się rozprowadza i szybko wchłania. Jest bezzapachowy. Ma wygodnie opakowanie w pompce, więc przy wieczornej pielęgnacji dzieciaków jest bardzo wygodny. Właściwie nadaje się do pielęgnacji skóry od stóp do głów.

Po drugiej stronie ulicy, przy której mieszkam, znajduje się Rossmann. Sklep mieści się w starej kamienicy i przez to jego powierzchnia jest ograniczona niewymiarowym oraz niewielkim – jak na standardy sieci – lokalem. Te ograniczenia narzucają limity w ofercie. Na moje prywatne potrzeby często nazywam tę placówkę „moim bieda-Rossmannem”. Określenie tyczy się tylko oferty produktowej. Personel to super babeczki, które witają mnie ciepłym „dzień dobry, tu są nowe pomadki i mamy nowe tusze, a tych pudrów jeszcze nie próbowałam”. Przed świętami zdążyły mnie poinformować, że 20 kwietnia rusza promocja na kolorówkę oraz że z aplikacją jest jeszcze taniej.

Żal nie skorzystać, skoro mam tam niemal tak blisko, jak po bułki :-)

Przejrzałam moje skarby i poniżej prezentuję listę sprawdzonych produktów, które polecam. Kupowałam je na przestrzeni ostatnich miesięcy, ale wciąż są dostępne w ofercie Rossmann. Sama zamierzam upolować podkład Provoke Eris oraz nowe pomadki Bourjois, a także Rimmel. Być może kupię także róż – albo Max Factor (więcej poniżej), albo Bourjois – chociaż ostatnio stosuję jedynie puder brązujący (który? który? a tutaj jest odpowiedź). Bronzer fantastycznie się sprawdza także na policzkach i na powiekach.

Polub moją stronę na Facebooku, a nie przegapisz nowych wpisów!

Pomadka Bourjois Rouge Edition Velvet

Matowe pomadki przeżywają swój czas i jeśli chcesz spróbować tego trendu, polecam rouge Edition Velvet. To pomadka w płynie, ale nie w płynie – ma konsystencję musu. Znasz podkłady lub róże w musie Maybelline? To mniej więcej taka konsystencja, ale sama pomadka jest ultra lekka i niewyczuwalna na ustach. Nie jest to pomadka długotrwała, nie zasycha w skorupkę. Utrwala się dobrze i ściera się z ust równomiernie. Nie wchodzi w załamania warg. Zostawia ślady – na dziecięcych czółkach i szklankach.

Ja bardzo dobrze czuję się na co dzień w chłodnym przybrudzonym różu, czyli w numerze 10.

Poza matową pomadką Velvet są jeszcze dwie inne szminki w płynie: półtransparentna Souffle de Velvet o matowym wykończeniu oraz trwała i jednocześnie błyszcząca Aqua Laque. Obie padną moim łupem i wtedy napiszę o nich coś więcej.

Podkład Bourjois Healthy Mix

Podkład niedawno przeszedł reformulacją, a być może jedynie zmianę opakowania, gdyż ja nie dopatrzyłam się wielkich różnic. I dobrze. Po co poprawiać coś, co jest dobre. Podkład Healthy Mix cenię za naturalność – skóra ma równy kolor, ale wciąż widać pory, fakturę. Nie jest to matowa szpachla, ale nie spodziewaj się blasku. To regularny i dobry kremowy podkład. Więcej znajdziesz w tej recenzji.

Wodoodporna kredka do oczu Contour Clubbing Waterproof Bourjois

Moja ulubiona konturówka do oczu. Jest ultramiękka i elastyczna. Nie kruszy się jak podobnej konsystencji kredka Sephora, którą nie sposób narysować linię ciągłą. Ma metaliczny kolor, co uwielbiam, ponieważ mat jest dla mnie zbyt smutny. Może myślisz podobnie? Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to kredka wodoodporna. Jest trwała, nie zbiera się w załamaniach, nie blednie, można ją rozetrzeć zanim się utrwali, ale zmywa się bez problemów przy wieczornym demakijażu.

Mam odcień jasnobrązowy, numer 60, o nazwie Taupe ot the top.

Tusz do rzęs L’Oreal Fatale Million Volume Lashes

O tuszu pisałam w tej recenzji. Jest trwały, czarny, nie kruszy się, ma wygodną w użyciu silikonową szczoteczkę o krótkich włoskach. Dostał tytuł Kosmetyku Wszechczasów od wizażanek – zawsze to jakieś wyróżnieniem, choć odradzam wnioskowanie, że skoro coś ma 4 gwiazdki na Wizażu, to na pewno jest wspaniałe. Dobrym wyborem jest także czerwony tusz So Couture, z tej samej serii.

Korektor pod oczy L’Oreal Lumi Magique

Korektor w pisaku z aplikatorem w postaci pędzelka. Produkt dozuje się przekręcając końcówkę. Korektor wypływa w środkowej części pędzelka i można go nałożyć pod oczami, a następnie wklepać opuszkami palców. Lubię go za lekkość oraz jasny, lekko żółtawy kolor, który nie wpada w róż (mam odcień numer 1, Light). Dobrze rozświetla moje delikatne cienie pod oczami. Myślę, że nie sprawdzi się u osób, które oczekują dobrego krycia i koloru.

Aktualizacja: ten korektor jest wycofany i niedostępny w Rossmannie.

Róż do policzków Creme Buff Max Factor

Jeden z lepszych, jakie miałam. Opakowanie starcza na wieki, bo róż nie zmienia swoich właściwości, nie kamienieje, z czasem nie traci na intensywności koloru, co zdarzyło mi się np. przy pudrze do modelowania twarzy Provoke. Więcej o różu Max Factor i najlepszym – według mnie – kolorze przeczytasz w tej recenzji.

Dlaczego warto pobrać aplikację Rossmann PL?

Aplikacja Rossmann PL jest dostępna zarówno na urządzenia z Androidem, jak z iOS. Dzięki rejestracji rabat w czasie trwania najbliższej promocji wzrasta do 55%. W regulaminie aplikacji nie znalazłam żadnych niepokojących zapisów, których nie byłoby gdzie indziej. Rossmann zamierza personalizować ofertę bazując na dotychczasowych zakupach. Warto więc okazywać kartę w kasie.

Myślę, że to dobra okazja, aby założyć konto. Jeżeli masz kartę Rossnę lub profil w serwisie Rossmann.pl, wystarczy się zalogować. Nie trzeba tworzyć osobnego konta.

Dla porządku przypomnę, że promocja w Rossmannie trwa od 20 do 28 kwietnia. W tych dniach rabat na kolorówkę wynosi 49%.