fot. shanghaiexpat.com

Kosmetyki, perfumy, ciuchy – wszystko może być bardzo drogie. Naturalnie więc szukamy dobrej oferty, bo chcemy mieć „więcej za mniej”. Okazja, promocja, wyprzedaż, rozprzedaż! Ja postuluję jednak ostrożność. Czemu? Bo oszustów nie brakuje. Podobnie jak naiwnych.

Cena perfum czy kosmetyków znanych marek może być wygórowana. Często można się spotkać z komentarzami, że jest nieadekwatna do tego, co jest w środku. Składniki użyte do produkcji są tanie i łatwo dostępne, ale ostateczna cena dla klienta jest z kosmosu. Należy pamiętać, że na cenę składają się nie tylko koszty produkcji, dystrybucji, promocji i wiele innych, ale także zwykły snobizm. Drogie rzeczy przyciągają, a ich posiadanie – dla niektórych – jest wyznacznikiem jakości życia. Stąd aspiracje, aby mieć to, co znani lub podziwiani ludzie. I tu pojawiają się sposoby – jak mieć drogie rzeczy za niską cenę? Kupić podróbkę. Proste, nie?

Podrobione produkty z logo znanych firm, to jest ryzyko. Spójrzcie, jak powstają podróbki szminek L’Oreal i Shiseido, NARS i Clinique. Właściciele tej fabryki w Chinach powiedzieli, że mieli tak dużo zamówień, że wysyłali półprodukty do innych fabryk, aby sprostać zamówieniom. Te produkty zostały wysłane za granicę, aby potem… powrócić do Chin. Kupujecie na Aliexpress? A chcecie mieć taką szminkę z wiadra? Ja nie chcę. Podobnie jest u nas. Policja co jakiś czas zamyka „rozlewnię” perfum.

Nie bronię interesów wielkich koncernów. Raczej zdrowego rozsądku. Cena tzw. dóbr luksusowych jest wysoka. Można je kupić z bonifikatą, ale nie za darmo. Oferta, w której nagle mamy do czynienia z ułamkiem regularnej ceny, powinna nas zastanowić. Czy na pewno jest to oryginalny produkt, który ktoś chce wypchnąć z magazynu? Jeśli mamy wątpliwości, lepiej zrezygnować z takiego zakupu. Zwłaszcza w przypadku produktów do makijażu, kremów, perfum, które nakładamy bezpośrednio na skórę.

Skoro nie chcę podróbki, a na oryginał mnie nie stać, pozostaje jeszcze inna opcja – produkty „inspirowane”. Też powszechnie nazywa się je podróbkami. Te wszystkie Cool Woman, Enzo, Donna Karina i Lacrosse (nazwy nawiązują kolejno do Cool Water Davidoffa, Kenzo, Donna Karan i Lacoste). Oczywiście producenci nie mówią wprost, że projektując zapach dajmy na to Donna The Best marki La Rive, wzorowali się na perfumach The One Dolce & Gabbana. Ale nie jest to wiedza tajemna. Tylko czy coś w tym złego? Nie. Choć pewnie niektórzy woleliby używać tzw. niszowych i jednocześnie tanich perfum, aniżeli podróbek. Ale takie trudniej wypromować, a co za tym idzie – trudniej sprzedać. Najważniejsze, że tego typu produkty są wytwarzane przez legalnie działające firmy, a proces produkcji jest ucywilizowany i nikt z wiadra niczego nie rozlewa.

Podrabianie czyjegoś pomysłu jest problematyczne. Nikt nie chce widzieć, jak inni żerują na naszej ciężkiej pracy i mają z tego profity. Z drugiej strony, uniemożliwianie ludziom korzystania z pewnych rozwiązań tylko dlatego, że mają mniej pieniędzy, wydaje się nieetyczne. Ja tego kłopotu nie rozwiążę. Każdy ma własne podejście do tej kwestii.

A na końcu, niech mi wolno będzie postawić takie pytanie: może wcale nie potrzebujesz tej rzeczy? Może twoja potrzeba jest zachcianką? W zachciankach nie ma niczego złego, ale czasami chęć posiadania niepotrzebnej w tym momencie rzeczy, może nami całkowicie zawładnąć. Ja szukam wtedy odpowiedzi na pytanie, skąd się wzięła ta zachcianka. Może mniej Instagrama dobrze zrobi mojemu portfelowi? Jeżeli czujesz, że zakupy i posiadanie rzeczy nie cieszą, polecam Ci poczytać co nieco o minimalizmie. Nawet u mnie. Wszystkie porady i strategie kupowania są tutaj.

A jak jest z Tobą? Czy dla Ciebie liczy się logo? Kupujesz podróbki?

W ramach rozrywki można zajrzeć na fanpage Nowe Podróbkowo – ile tu dóbr luksusowych :-)

Mam nowego ulubieńca! Skuteczny jak olejek, szybki jak Glov i zmywa się tylko wodą. Oraz można go kupić w małym, podróżnym opakowaniu. Przedstawiam nowość w mojej kosmetyczce, czyli balsam do demakijażu Clinique.

Demakijaż olejkiem to wciąż mój numer jeden, a balsam do demakijażu Take The Day Off pozostaje w tych samych klimatach. Produkt ma stałą konsystencję. Wystarczy wyjąć niewielką ilość – mnie wystarcza tyle produktu, żeby przykryć paznokieć.

W kontakcie z ciepłem skóry rąk, balsam zmienia konsystencję w płynną. Staje się niby-olejkiem, który ekspresowo rozpuszcza makijaż, w tym tusz do rzęs i nie podrażnia oczu. Balsam nie jest jednak stricte olejkiem, więc nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, po której ręce mogą się długo ślizgać, wykonując masaż. Dość szybko zaczyna brakować poślizgu. Dla mnie to znak, że demakijaż skończony.

Balsam spłukuję tylko wodą. Teraz pora na oczyszczanie, ale nie będę ukrywać, że ja po prostu przemywam twarz jedynie płynem micelarnym. Potem już tylko serum i krem nawilżający.

Balsam nie natłuszcza, ale także nie wysusza buzi. Po stosowaniu tego produktu nie mam żadnych kłopotów z cerą. Choć z natury nie mam twarzy skłonnej do wyprysków, to jednak niewłaściwe oczyszczanie zawsze kończy się u mnie tak samo – pryszczami. Skoro ich nie ma, a ja czuję, że cera jest świeża, musi to być znak, że balsam dobrze usuwa i makijaż, i krem z filtrem, a i sam łatwo się zmywa z buzi.

Balsam kupiłam w opakowaniu podróżnym, czyli w 15 ml słoiczku.

Cena: 29 zł za 15 ml, 149 zł za 125 ml.

Nie mam palety z ciemnym i jasnym korektorem, ale modeluję twarz innym sposobem. Dlaczego trzymam się starej szkoły zamiast podążać za trendami? Z kilku powodów.

Co to jest konturowanie twarzy?

Konturowanie to modelowanie twarzy za pomocą światła, które optycznie powiększa i cienia, który zmniejsza. Obecnie modne jest stosowanie dwóch – lub więcej – różnych odcieni korektora czy podkładu. Nanosi się je w odpowiednie miejsca na twarzy i dokładnie wklepuje zacierając granicę. Celem jest uwypuklenie pewnych cech, np. kości policzkowych, wyszczuplenie np. nosa, „schowanie” zbyt wysuniętego podbródka.

Konturowanie rozpropagował (ale nie wymyślił) makijażysta Mario Dedivanovic, który odpowiada za makijaż Kim Kardashian. Tak, to on stoi za tym:

Jak widać taki makijaż musi wymagać wielu kosmetyków i wiele pracy, aby prezentował się dobrze. Ponieważ dobre konturowanie, to konturowanie niewidoczne. I Dedivanovic to potrafi, gdyż jest niezwykle utalentowanym makijażystą. To wspaniale, że dzieli się swoją wiedzą oraz tajnikami pracy. Jednak chyba nawet on nie przewidział, jak daleko zajdzie moda na nadawanie twarzy nowych rysów.

Całe konturowanie w stylu Kim już dawno żyje swoim życiem. Porad, jak konturować jest na pęczki i czasami trudno orzec, gdzie kończy się konturowanie, a zaczyna groteska. Jak oswoić ten temat? Może uda mi się pomóc.

Jak konturować twarz?

Żeby konturowanie było niezauważalne, trzeba wiedzieć, do czego ono służy i w jakim sposób osiągnąć zamierzony efekt. Kształt twarzy jest tutaj niebagatelny. To od niego zależy, czy cień powinien się znaleźć pod żuchwą czy nie:

 

grafiki: Gosh, kolaż: Zalotka

Gdy wiadomo już, jak konturować w oparciu o kształt twarzy, pora odpowiedzieć sobie na pytanie o efekt, jaki chcemy osiągnąć. Nie stosuję konturowania na mokro, ponieważ daje ono spektakularny efekt i wymaga cięższego makijażu. Wolę makijaż jak najbardziej subtelny. Preferuję suche produkty, ponieważ dają bardziej naturalny efekt.

Czym konturować twarz?

Trzecim krokiem będzie wybór właściwych produktów. I to wcale nie jest takie proste. Konturowanie polega na nakładaniu cieni na twarz. Cienie są szarawe, a nie ciepło brązowe. Wiele palet do modelowania twarzy zawiera rozświetlacz i bronzer z ciepłym podtonem. Dla kaukaskiej urody nie jest to trafiony kolor.  Taki brązowy odcień stosuje się inaczej – nie pod kość policzkową, a na jej szczyt. Bronzer służy do dodania opalenizny, a słońce opala najpierw najbardziej wystające części twarzy – czoło, nos, policzki, a nie miejsca pod nimi, gdzie tworzy się cień. Jeśli chcesz konturować a la Kim, nie kupuj palety z bronzerem. Cień namalujesz za pomocą szaro-beżowych produktów.

Nie konturuję

Makijaż to nie jest maska czy rysowanie siebie od nowa. To tajna broń, która dodaje pewności siebie, wyciąga na światło dziennie Twoje najlepsze cechy i pozwala zniwelować drobiazgi, o których nie trzeba od razu wszystkich informować. Jest jak spotter dla sportowca – czuwa, wspiera, pomaga w potrzebie, ale nigdy nie przejmuje kontroli.

Czego ja oczekuję od makijażu? Żeby był niewidoczny, żeby mi służył, a nie pchał się na pierwszy plan. Nie zasłaniał mnie. Chcę, żeby makijaż był częścią mnie, a nie nową mną. Stąd konturowanie i kryjące podkłady nie są moją bajką. Nie mam i nie chcę mieć palety do konturowania. Właściwie to jestem przeciwniczką konturowania w stylu Kim. Uważam, że nie każda z nas powinna mieć ostro zarysowane kości policzkowe. Przeciwnie, pełne i krągłe policzki mają dziewczęcy urok. Idę nawet krok dalej – uważam, że taki look jest daleko bardziej ponętny.

Co zamiast konturowania? Na co dzień sprawdza się dobrze znany duet: bronzer i rozświetlacz. Ja jestem zadowolona z efektów.