Te święta będą inne

fot. kaboompics.com

fot. kaboompics.com

Coś się święci. Coś wisi w powietrzu. Jakaś zmiana. Mówię o świętach i ich nowym wydaniu. Przynajmniej u mnie.

Zastanawiam się, jak święta Bożego Narodzenia będą wspominały moje dzieci. Mam nadzieję, że jako czas wspólnej zabawy, wypadów na narty, ubierania choinki, rozpakowywania prezentów i spokojnych przygotowań do Wigilii. Liczę, że zmiany, które wprowadzam do świętowania po mojemu, będą dobre. Bo święta dla mojej mamy i jej pokolenia to jest wyścig z czasem. Tyle jest do zrobienia!

Im jestem starsza, tym bardziej czuję, że mam kontrolę, że nie muszę spełniać oczekiwań. Że jestem panią swojego życia, czasu i przez najbliższych kilka lat moje wizja rodzinnych świąt ma szansę stać się wspomnieniami z dzieciństwa moich dzieci.

A moja wizja to święta na luzie. Wbrew pozorom nie jest to postawa wynikająca z lenistwa, tumiwisizmu i olewania tradycji. Przeciwnie – aby święta spędzić na luzie, trzeba się zorganizować.

Po pierwsze, radzę unikać miejsc generujących stres i frustracje, a więc przepełnionych centrów handlowych i weekendowych kolejek w supermarketach. Kilogramy mąki i cukru, kopę jaj i hektolitry mleka dowiezie Tesco, a panowie (dawajcie im napiwki!) ułożą wszystko pod lodówką, jak szanowna pani sobie życzy.

Po drugie, ustalić priorytety. Po co nam 12 potraw wigilijnych, skoro nikt nie pije kompotu z suszu ze smakiem? Dlaczego trzeba ulepić 1000 uszek i jeść je jeszcze 2 dni po świętach? Tradycje tradycjami, ale nie mogą przejąć kontroli. Trzeba ja adaptować do nowych warunków. Coś kupić, coś ugotować samemu, z czegoś zrezygnować. Święta i tak się odbędą. I będą udane.

Po trzecie, znaleźć czas na nudę, na rozmowę, na leżenie obok siebie na kanapie, na grę w planszówkę, na spacer, na odwiedzanie szopek, na modlitwę lub zadumę.

W święta życzę Wam czasu. Aby go nie zabrakło na ciepłe słowa, czułe gesty i dobre uczynki względem siebie.

Wesołych Świąt!

PS: Święta z dzieciństwa wspominam jako magiczny czas. Karp pływał w wannie, ja kleiłam kilometrowe łańcuchy z bibuły, które otaczały całe mieszkanie.  Potem zjawiała się rodzina albo my szliśmy do którejś z ciotek. Do Wigilii siadaliśmy zwykle późno. Było tłoczno i gwarno, a łyżki podnosiliśmy do ust na zakładkę – tak było ciasno! A Wy jak pamiętacie swoje święta?

fot. zalotka

Komentarzy: 2

  1. Cytrynova1
    23 grudnia 2016 / 14:57

    Moje święta są na pewno innej niż te, które pamiętam z domu. Matka chodziła nieprzytomna przez tydzień ze zmęczenia, ojciec krytykował i ogólnie czepiał się wszystkich, bo święta, bo wolne, bo musiał w domu. Za to jak przychodzili goście nalewał, zapraszał, gaworzył, a matka donosiła na stół, co ugotowała. Nas ogólnie miało nie być słychać, bo musieliśmy się jednak pokazać, jak rośniemy i jacy jesteśmy udani, a to wszystko przecież zasługa taty.

    Rozpisałam się, a chciałam jedynie powiedzieć, że też lubię zmiany, które wprowadziłam w swoim domu.

  2. Pani Menedżer
    22 grudnia 2016 / 10:09

    U mnie podobne wspomnienia. Wszyscy biegali wokół, żeby ugotować na czas, my się bawiliśmy w lepienie ozdób. I tę tradycję staram się przekazać, ale idzie mi opornie, bo moi synowie nie bardzo chcą się zajmować wymagającym skupienia i czasu przygotowaniem ozdób świątecznych. Wolą je kupić. Ale jestem twarda :-D Wesołych Świąt!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.