The Ordinary – tania pielęgnacja dla celebrytów, snobów i zwykłych ludzi

The Ordinary

The Ordinary, kultowa marka kanadyjskiej firmy Deciem, przebojem zdobyła uznanie wśród blogerek, celebrytek, jak i zwykłych klientek. Słynie z niskich cen, bardzo prostych składników (dobrze znane retinoidy, witamina C, kwasy – cały ten  stary, ale skuteczny kram) i… niedostępności. Na te kosmetyki dosłownie się poluje, gdy je rzucą. Magazyny e-sklepów tygodniami świecą pustkami. Moje pierwsze kosmetyki The Ordinary zamówiłam ze strony producenta, kolejne – już z polskiego sklepu, któremu akurat udało się zatowarować… na dwie godziny. 

A teraz wyobraźcie sobie, że założyciel marki Brandon Truaxe napisał na Twitterze czy Instagramie (wszystko już skasowane), że… zamyka biznes. Reakcja była szybka. Tak klientów, którzy ruszyli do kas i e-sklepu, jak i inwestorów. Firma Estée Lauder – mniejszościowy udziałowiec i jednocześnie gigant, którego przedstawiać nie trzeba – sądownie usunęła Truaxe ze stanowiska. Po miesiącach dziwnych wpisów pojawiających się w mediach społecznościowych wreszcie wokół The Ordinary będzie panował jedynie szum związany z kosmetykami. I ja tym się zajmę. Kosmetykami The Ordinary. Nie robieniem szumu.

Dlaczego The Ordinary robi furorę?

Jeden rzut oka na The Ordinary wystarczy, aby powiedzieć, że kosmetyki wyglądają luksusowo i profesjonalnie. Jednakowe kartonowe opakowania, białe etykiety, prosty krój pisma i brak wymyślnych opisów – tylko quasi apteczny opis z nazwami chemicznymi wraz ze stężeniem w procentach. W środku proste szklane butelki z pipetką. To kojarzy się z kosmetykami używanymi tylko przez specjalistów, w gabinetach, może czasem w salonach spa. Profesjonalista nie potrzebuje krzykliwego opakowania czy nośnej nazwy, bo tym, co robi robotę, jest dobrze dobrany składnik. I teraz takie kosmetyki są dostępne w sprzedaży. Na pewno przyjdzie nam za nie sporo zapłacić. I tu niespodzianka. Ceny The Ordinary nie są wygórowane.

Do tego dochodzi dobra komunikacja, jak np. widoczne na opakowaniach “tested on humans” (ang. testowane na ludziach) czy hasło The Ordinary (ang. ordinary – zwykły, normalny, przeciętny) – The Abnormal Beauty Company (ang. nienormalna/nieprawidłowa firma kosmetyczna).

Oto przepis na sukces na światowych rynkach.

The Ordinary – co warto kupić?

Kosmetyki The Ordinary można mieszać i łączyć ze sobą w zależności od potrzeb skóry. Na tej stronie znajduje się przewodnik, dzięki któremu można samodzielnie dobrać kosmetyki do stosowania rano (ang. AM), jak i wieczorem (ang. PM). Ja nie zdecydowałam się na stworzenie pełnej pielęgnacji z The Ordinary – mam jedynie trzy kosmetyki, których byłam ciekawa.

Serum pod oczy z kofeiną + EGCG

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Anka Dobrzyńska 💄📷 (@zalotka.pl)

Jestem zdania, że kremy pod oczy mają dwoistą naturę: działają i nie działają. Rozwinięcie tej teorii znajdziesz w moim wpisie: Zmarszczki, cienie, poduszeczki – cała prawda o kremach pod oczy. Serum kofeinowe należy do tych działających. Zawiera kofeinę oraz występujący w zielonej herbacie składnik EGCG (galusan epigallokatechiny).

Kosmetyk jest bezzapachowym, bardzo lekkim płynem o gęstości, która sprawia, że produkt nie spływa. Nie jest to jednak żel. Skutecznie działa na poduszeczki pod oczami. Nie szczypie w oczy. Wchłania się lekko zasychając na skórze, jeśli nałoży się zbyt grubą warstwę. Stosuję go wieczorem, ale zdarza mi się nakładać serum także rano i nie ma żadnego negatywnego wpływu na trwałość kosmetyków do makijażu.

W szklanym ciemnym słoiczku znajduje się pipeta, bardzo wygodna w użyciu. Pojemność serum to aż 30 ml. Nie wiem, kiedy uda mi się zużyć całe opakowanie.

Cena: ok. 28 zł za 30 ml

Kwas hialuronowy 2% + B5

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Anka Dobrzyńska 💄📷 (@zalotka.pl)

Kwas hialuronowy ma właściwości nawilżające, ale w szczególnych warunkach. Otóż nie można tego serum stosować samodzielnie. Musi być nałożone pod krem lub olejek. Inaczej efekt będzie odwrotny – zamiast nawilżać, serum będzie wysuszać. Związane jest to z wielkością częsteczek kwasu, które nie mają możliwości przeniknięcia wgłąb skóry, więc pozostają na jej powierzchni dając złudne wrażenie nawilżenia i zmiękczenia. Kwas hialuronowy należy “zamknąć” innym kosmetykiem, najlepiej kremem.

Kwas hialuronowy The Ordinary ma zawiesistą konsystencję. Jest ciągnący jak białko jajka. Szybko wchłania się w skórę pod warunkiem, że nie nałoży się go zbyt dużo. Nie ma zapachu. Nadaje się pod makijaż.

Cena: 30 zł za 30 ml

Serum rozjaśniające z witaminą C i alfa arbutyną

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Anka Dobrzyńska 💄📷 (@zalotka.pl)

Serum zawiera kwas askorbinowy, czyli witaminę C oraz arbutynę, wokół której są kontrowersje. W skrócie: arbutyna to składnik pochodzenia naturalnego o działaniu rozjaśniającym (dokładniej: hamuje powstawanie kolejnych przebarwień). Skład chemiczny arbutyny jest zbliżony do substancji toksycznej – hydrochinonu. Dla bardzo dociekliwych: arbutyna jest glikozydem hydrochinonu. W Azji, gdzie trend na nieopaloną skórę jest bardzo żywy, arbutyna jest częstym składnikiem kosmetyków, ale alfa-arbutyna jest wytwarzana w laboratoriach. I tu pojawiają się kontrowersje. Brak mi wiedzy, aby rozjaśnić ten temat, więc skupię się na moich wrażeniach ze stosowania serum.

Serum ma bardzo lekką konsystencję, niemal jak woda. Wody akurat nie zawiera, aby składniki pozostały stabilne. Przy nakładaniu można wyczuć lekko olejowy film. Serum ma apteczny, może nieco metaliczny zapach, który jest jednak dość subtelny. Nie daje podrażnień, ale nie wiem jeszcze, czy rozjaśnia. Zbyt krótko go używam. Będzie aktualizacja.

Serum przeznaczone jest do rozjaśniania przebarwień potrądzikowych i posłonecznych, plam pigmentacyjnych, których przyczyną są zmiany hormonalne.

Cena:  43 zł za 30 ml

Czy ty lubisz kosmetyki The Ordinary?

 

Komentarzy: 2

  1. Babetka
    26 października 2018 / 18:54

    Widziałam te kremy w internecie. Nie wiedziałam, że to takie rozchwytywane produkty. Czy oni mają jakieś zwykłe kremy?

  2. Karminowe Usta
    24 października 2018 / 22:10

    Cieszę się, że piszesz o Ordinary, bo natykam się na nie w internecie i nie wiem, co sądzić. Ludzie rozpływają się w ochach i achach. Cena rzeczywiście niewygórowana. Najtrudniej samemu podjąć decyzję, czego się chce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.