Na pożegnanie zimy

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Dziś pierwszy dzień wiosny, więc żegnam zimę recenzją perfum ciepłych, otulających, lekko orientalnych,głębokich i bardzo kobiecych.

Ambar Jesus del Pozo to nie nowość (2010 r.), ale tej zimy przekonałam się do tego zapachu na dobre. Orientalno-kwiatowo-drzewny, trwały, otulający, kobiecy. Jest blisko skóry przez cały dzień, delikatnie wyczuwalny przy każdym ruchu. Intensywny i głęboki, ale nie pudrowy. Otwarcie ma wręcz rześkie, lecz nie chłodne.

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Pierwsze nuty głowy to kardamon, bergamotka i mandarynka. W nucie serca otwierają się irys, peonia i herbata, a w bazie mamy prosty jałowiec wirginijski, aromatyczną szałwię i balsamiczny bursztyn.

Uroku tym perfumom dodaje opakowanie – szklany flakon odlany na kształt nieregularnego kawałka bursztynu. W pięknym nasyconym kolorze.

Ambar to przyjemna, udana i nowoczesna kompozycja. Zapach mógłby być niemal męski, gdyby nie odrobina kwiatowej słodyczy, która kładzie się cieniem na całej kompozycji i stanowczo wyklucza mężczyzn z grona “nosicieli”. Zdecydowanie jest to zapach zimowo-jesienny. W letnie popołudnie mógłby się okazać niebezpiecznie duszący. To ostatni moment, aby go założyć: niby wiosna, słońce, ale wciąż tylko 6 stopni.

fot. zalotka.pl

fot. zalotka.pl

Cała prawda o testerach perfum

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Czy to prawda, że tester w perfumerii jest trwalszy niż perfumy, które kupuję? To pytanie powstaje jak feniks z popiołów rodząc niepotrzebne mity, a odpowiedź jest prosta: nie, tester nie jest inny. Trzeba tylko wiedzieć, co się testuje.

Tester w perfumerii jest takim samym produktem, tyle że pozbawionym najczęściej korka oraz z grawerowanym w szkle lub wokół atomizera napisem “tester”. Czasem na flakonie znajduje się wydrukowana lista nut głowy, serca i bazy. Tester raczej nie ma oryginalnego opakowania, jedynie karton ochronny. Po co znaczyć tester i odróżniać jego butelkę od produktu? Żeby klient czy ekspedientka jej nie pomylili z produktem. Lista składników ma być pomocą podczas sprzedaży i wskazówką dla klienta.

Co jest w testerze? Ten sam produkt, który stoi na półce. Należy jednak zwrócić uwagę, czy na pewno kupujemy to, co testowaliśmy na skórze. Woda toaletowa pachnie nieco inaczej niż perfumowana (o różnicach między EDT, EDP a PDT przeczytasz w tym wpisie), a dezodorant w atomizerze, choć wygląda podobnie, jak tester, nigdy nie będzie tak trwały, jak EDT. Dodatkowo większość perfum ma serie limitowane, wersje letnie, podróżne, wkłady etc. Łatwo tu więc o pomyłkę. W męskich seriach zwykle myli się wodę toaletową z wodą po goleniu. Ta druga nie ma atomizera i jest mniej trwała niż perfumy.

Przez niewiedzę lub roztrzepanie można rzeczywiście kupić coś innego niż chcieliśmy, ale nie trzeba od razu budować spiskowych teorii o wlewaniu do testerów cenniejszych składników po to, by skusić klienta.

To jednak nie przekonuje wszystkich i w sieci kwitnie handel testerami perfum. Jest to ekonomicznie sensowne – przecież to ten sam produkt, w dodatku w największej pojemności – ale estetycznie wątpliwe (te grawerunki “TESTER” przywodzące na myśl talent “tatuażystki” Lizbeth Salander z “Millenium”).

Czasem jednak zdarza się, że po rozpakowaniu produkt jest znacząco inny niż flakon, który mieliśmy w rękach w sklepie. Taka sytuacja najczęściej dotyczy najmniejszych pojemności, tj. 30 ml. Z zasady istnieją po to, by nosić je w torebce, więc największe zmiany najczęściej dotyczą korka. Np. Prada Candy w butelkach po 50 i 100 ml nie ma korka, bo cała górna część jest zabudowanym atomizerem. Natomiast 30 ml tego samego zapachu ma zdejmowany korek, aby zabezpieczyć produkt przed przypadkowym rozpyleniem w torebce.

Zielona herbatka na upał

 

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Nic mnie tak nie odświeża jak mgiełka Ardenowskiej zielonej herbatki. Nie oszczędzam. Spryskuję wszystko: siebie, wentylator, robię “perfumowaną chmurkę” i w nią wskakuję. Orzeźwiająca przyjemność. Zapach oczyszczający umysł. Energetyzujący. I krótkotrwały jak kometa.

Green Tea od Elizabeth Arden spowszedniała bardzo, spadła na najniższe półki w Rossmannach, pałęta się po paletach w Biedronkach i ogólnie nie otrzymuje należnego jej szacunku. A to zapach klasyczny, prosty, podstawowy i uniwersalny. I z historią.

Zapach powstał w 1999 roku i jest jednym z flagowych produktów marki. Uzupełniany limitowanymi edycjami do dziś święci triumfy sprzedażowe. Perfumy stworzył Francis Kurkdjian, znany z zapachów Jean Paul Gaultiera. Kompozycję otwiera rześkie uderzenie mięty i cytrusów,. które przytępiają nieco przebijające się w nucie serca kwiaty: goździk i jaśmin. W bazie znajdujemy zieloną herbatę, nasiona selera i podstawę piżmowo-ambrową. Dla mnie niemal nieobecną.

Green Tea to perfumy, które zdają się powoli “wsiąkać” w skórę. Po kilkudziesięciu minutach są niemal niewyczuwalne dla osoby, która je nosi. Nie zostawiają za sobą ogona świeżości, ale trwają przyczajone na skórze. Wyczuwalne z bardzo bliskiej odległości.

Jeśli sięgniemy po Green Tea w perfumerii, odkryjemy, że w serii znajduje się wspaniały balsam do ciała z kuleczkami miodu, które rozcierają się na skórze oraz orzeźwiający żel, który daje poczucie czystości absolutnej.

Mój czuły nos już dawno temu odkrył, że Green Tea upodobały sobie siostry zakonne oraz niektóre starsze panie. Ja uważam, że w upalne dni Green Tea nadaje się dla każdego stanu.

Cena: 19 zł za 50 ml perfumowany dezodorant

Rajski zapach z katalogu

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Nie omijam corocznego słodziaka Escady dla dziewcząt. To już taka moja letnia tradycja, choć wiem, że nic nowego nie poczuję. Ale Escada umie tworzyć ten klimat rajskich wakacji, tropików i beztroski. Born in Paradise to oczywiście owocowo-kwiatowy koktajl.

Kompozycja nowej “eskadki” jest ciut mniej słodka niż ubiegłoroczny Taj Sunset. Na liście składników znajdują się: dobrze wyczuwalne na początku zielone jabłko i arbuz, dalej wybijający się na pierwszy plan ananas i herbata jaśminowa, a w bazie piżmo, drzewo sandałowe oraz cedrowe.

Butelka ma ten sam kształt, co zawsze, a korek zdobi sztuczny kwiatek. Całość jest dobrze wykonana i nie zaskakuje tandetnym atomizerem, co cieszy, bo ostatnio w tej kwestii obniżają się loty (Coty! Ta uwaga jest do was!).

fot. Zalotka.pl

fot. Zalotka.pl

Born in Paradise jest radosnym i energizującym zapachem. Słodycz, jaką ze sobą niesie, nie jest lepka i dusząca, ale nieco “kremowa” (bardziej jak słodki krem w ciasteczkach, niż krem do twarzy). Idealnie pasuje do zwiewnej, długiej, letniej sukienki, ale dobrze się go też nosi w mieście. Ze względu na wakacyjno-tropikalną proweniencję nie zalecam nosić go w biurze, żeby nie drażnić tych, którzy do urlopu mają jeszcze długie tygodnie.

Nie wiem, czy kiedyś wyrosnę z tego rokrocznego oczekiwania na nową “eskadkę”. Jest w tym jakaś dziecięca potrzeba posiadania wciąż nowego gadżetu i ulga, że znów jest podobnie, że nic nie zmienili. Co ja poradzę, że Escada mnie rozbraja i nie potrafię być wobec niej krytyczna. Może to po prostu są ładne zapachy i już.

Cena: EDT 30, 50, 100 ml od ok. 150 zł

Eau de Vespa

Plakat z filmu "Rzymskie wakacje", fot. Zalotka.pl

Plakat z filmu “Rzymskie wakacje”, fot. Zalotka.pl

Wśród oczekiwanych przeze mnie nowych perfum muszę znaleźć miejsce dla jeszcze jednego zapachu. W tym roku Coty wprowadzi na rynek zapach Vespa, a ja jestem miłośniczką włoskiego dolce vita oraz espresso pitego przy barze.

Portfolio Coty’ego za roku na rok puchnie od pachnidełek tworzonych pod znanymi markami. Dawno już wykroczyli poza słynne nazwiska i zwrócili się m.in. w stronę motoryzacji. Przykładowo można nabyć nieskończoną już chyba ilość łudząco do siebie podobnych zapachów Tonino Lamborghini.

Skutery są produkowane przez Piaggio od 1946 roku. Ikoniczna Vespa sprzęgła się z wizerunkiem Włoch już na dobre, a ten mariaż przypieczętowała obecność pojazdu na srebrnym ekranie. Ja najbardziej pamiętam go z “Rzymskich wakacji” z Audrey Hepburn i Gregory Peckiem i oczywiście z “Dolce vity”. Vespa to nie tylko kultowy środek transportu, ale także styl życia. Która z nas nie chciałaby pomykać rzymskimi uliczkami na skuterze wprost na spotkanie z “dark and handsome guys with their skinny little ties”? Tak o włoskim życiu śpiewała Kate Hudson w “Nine”:

Jak będą pachnieć perfumy Vespy? – Żadnej benzyny, żadnego oleju napędowego, to będzie zapach wolności, czyli coś co czujesz, kiedy prowadzisz skuter drogami włoskiej Riwiery – mówi Michele Scannavini, prezes Coty, zapytany przez „Financial Times”.[cyt. za life.rorbes.pl]

Coty wypuści od razu dwie wersje Vespy: damską For Her i męską For Him. Czekamy.