Aby stworzyć tusz do rzęs

Który tusz do rzęs jest najlepszy? Fot. Zalotka.pl

Tusz do rzęs ma w swojej kosmetyczce każda kobieta, podobnie jak każda firma kosmetyczna ma go w swojej ofercie. Wydawać by się mogło, że mascara spowszedniała i nic nowego nie można już wymyślić. Poza oczywiście kosmicznymi ultra-boost-hiper-mega szczoteczkami, które reklamuje się sztucznymi rzęsami

Od dawna uważam, że dobra mascara to świeża mascara. Osobiście widzę jedną różnicę między tanimi a drogimi tuszami do rzęs – te lepsze dłużej zachwoują pierwotną konsystencję, nie powstają w nich grudki i nie kruszą się po całym dniu, więc wystarczają na dłużej. I mają ładniejsze opakowanie, np. Helena Rubinstein.

Jak tworzy się tusz do rzęs? Okazuje się, że dobranie składników: polimerów, wosków, pigmentów, a więc stworzenie esencji produktu wcale nie jest najtrudniejszą rzeczą. Najwięcej czasu zabiera bowiem wymyślenie odpowiedniego opakowania oraz szczoteczki. To właśnie opakowanie, a nie zawartość mają największe znaczenie jeśli chodzi o komfort użytkownika.

Z wywiadu z Jerrodem Blandino z Too Faced Cosmetics dowiedziałam się także, że twórcy zwykłych mascar szukają technologicznych rozwiązań poza biznesem kosmetycznym, np. u producentów samochodów. Blandino wspomina także o tym, że tusz do rzęs to skoncentrowanie chemikalia, które nieprawidłowo przechowywane mogą stać się żrące (sic!) – raczej ciężko mi w to uwierzyć.

Moja miłość do tuszu do rzęs zaczęła się w liceum – to był pierwszy kosmetyk, który otrzymałam od mamy.

Chyba nigdy nie zużyłam tuszu do rzęs do końca – zawsze odkładam go, gdy zaczyna się kruszyć na rzęsach albo nałożenie go wymaga 50 pociągnięć szczoteczką. Chciałabym je od razu wyrzucać, ale nie umiem – jednak raz na kilka miesięcy nachodzi mnie mania posiadania 100 rzeczy i wtedy idę przez cały dom, jak huragan. Ostatnio mąż nie mógł znaleźć spodni – żadne z posiadanych nie przeszły mojej ostrej selekcji. Biedaczysko, musiał udać się do jaskini lwa, czyli centrum handlowego, gdzie spędził całe 20 minut licząc z czasem potrzebnym na zaparkowanie – wyszedł ze zdobyczą, więc nie mogę się czepiać.Koniec dygresji. Wracamy do tuszu do rzęs.

Właśnie mnie naszły te dni, kiedy sprzątam, sortuję i wyrzucam. I nawet powieka mi nie drgnie. Co mogę powiedzieć o tuszach, które rozgościły się w mojej kosmetyczce?

Pupa Vamp!

Tusz ma ogromną szczoteczkę, rozmiarów szerszenia – źle się nią manewruje w kącikach, zwykle tusz odbija się na powiece. Jakość tuszu również odbiega znacząco od tego, do czego przyzwyczaiła mnie ta marka – po kilku godzinach na dolnej powiece robi się smuga. Absolutnie nie do zaakceptowania.

Pupa Pupalash

Ma wydłużać naturalne rzęsy stymulując ich wzrost o ileś tam milimetrów. Rzęsy nie wydłużyły się tak, abym mogła to gołym okiem zauważyć, ale stały się sprężyste, podatne na podkręcanie zalotką, mniej sztywne. Jakość tuszu jest zadowalająca, ale nie powalająca – podobnie jak z Vampem, ten tusz również po kilku godzinach odbija się na dolnej powiece.

Lumene True Nature Volume

Codzienna, zwyczajna, dobra. Dobry pigment, uniwersalna szczoteczka nanosząca optymalną ilość tuszu dobrej jakości.

Lumene Natural Code

Tusz, a jakby nie tusz. Świetna jakość, nie kruszy się, nie odbija, ale niemal go nie widać! Po pomalowaniu rzęsy wyglądają, jak naturalne, lekko przyciemnione, bez żadnej objętości. To bardziej kwestia szczoteczki, na której pozostaje minimalna ilość tuszu – owszem, rzęsy nie mają szans, żeby się skleić, ale trzeba kilku minut malowania, aby osiągnąć widoczny efekt.

IsaDora Wigwam

Efekt spektakularny. Rzęsy pokryte grubą wartstwą głębokiej czerni. Szczoteczka o rzadkim długim włosiu ułożonym spiralnie wymaga koncentracji przy nakładaniu, ale efekt jest tego wart. Tusz dobrej jakości, nie osypuje się, nie odbija na skórze.

Maybelline The Collossal Volum’ Express

Recenzję tej maskary znajdziecie we wpisie „Pogrubione, ale nie kolosalnie”.

Max Factor 2000 Calorie

Mój numer 1 od dawna. Wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego. Ta mascara jest dobra i na szczęście wciąż jest produkowana jako flagowy produkt Max Factora. Ma głęboki odcień czerni i gęstą staromodną szczoteczkę, która rozczesuje rzęsy, a zwężona końcówka pozwala na pomalowanie kącików oka. Jej jedyny minus jest taki, że po dość krótkim okresie użytkowania – 1,5 – 2 miesiące – robią się w niej grudki i trzeba kupić świeżą.

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę wszystkie cechy, które powinien mieć dobry tusz do rzęs, stwierdzam, że spośród wyżej wymienionych mascar najlepiej sprawdził się produkt Max Factora. Najniższe pozycje na mojej liście zajmują tusze Pupy.

Komentarzy: 2

  1. GothPolitha
    15 marca 2014 / 16:39

    Moja matka stosuje 2000 od 12-stu lat (żeby nie było, kupuje nowe :-), ja wolę colossal’a.

  2. Żukor
    26 listopada 2013 / 21:51

    Kaloria to mała, wredna istota, która nocami zmniejsza ubrania w mojej szafie! Ale tusz 2000 kalorii rzeczywiście rządzi!
    Mój tuszowy evergreen od bardzo dawna to High Sky Curves od Maybeline.
    Lubię też bardzo Beauty full volume od Bourjois.
    I Oriflame – o dziwo – ma bardzo fajne tusze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.